Site icon All About Music

Mikromusic – Kraksa (2020), recenzja Pawła Markiewicza

Mikromusic ma to do siebie, że w każde wydawnictwo muzyczne wkłada ksztę magii, duszy, humoru i melancholii. To właśnie te składniki tworzą wyjątkowość zespołu, który w dobie kwarantanny zdecydował się nagrać album – „Kraksa”. Album pełen miłości – zdrowej i toksycznej, leczeniu ran i wsłuchiwaniu się w wewnętrzne dziecko.

Ta płyta jest także o psie. Czworonożnym przyjacielu Natalii Grosiak, któremu w dużym stopniu dedykowane jest to muzyczne dziecko. Kundelek widoczny na okładce wydawnictwa, to Kraksa. Poświęcono mu tytułowy utwór jedenasty. To swoistego rodzaju list z podziękowaniem i mały krok w kierunku pożegnaniu po piętnastu latach wspólnej podróży: „Za te piętnaście lat, wspólnie poznawany świat, miłość bez żadnych nazw – dziękuję Ci.”

Kraksa to też dobra terapia psychologiczna, z której płyną dwie lekcje – nigdy nie jest za późno na przewartościowanie swojego życia i nigdy nie jest za późno na zaakceptowanie i pokochanie swojego wewnętrznego dziecka, który paradoksalnie kieruje nami – dorosłymi: „Pokochaj to dziecko nieufne i dzikie, pokochaj. Pokochaj to dziecko zranione tak dawno, to w Tobie.” Natalia Grosiak w Kraksę wkłada potężny arsenał własnych przeżyć, przez co album zyskuje merytoryczność, a w słowa płynące z ust wokalistki zwyczajnie się wierzy.

Mikromusic bez większych zmian, w aspekcie muzycznym, są wciąż wierni i oddani latom 60′, kiedy na polskiej scenie królowały Czerwone Gitary i Skaldowie a na międzynarodowym rynku muzycznym furorę robił zespół The Beatles. Oddani również latom 80′, chociażby w Brzozie, wyciągają to, co najlepsze było w Maanamie i Republice. Reinterpretując dźwięki zapisane blisko sześćdziesiąt oraz czterdzieści lat temu i przekładając je na współczesne czasy, osiągają efekt – mówiąc – niesamowity – to tak, jakby nie powiedzieć nic.

Pomimo że głos Natalii Grosiak broni się sam i już nic nie musi nikomu udowadniać, to chce i to robi – chociażby w Drzewieju czy w przeszywającej Operacji na otwartym sercu, gdzie miejsce na piedestale dzieli z Piotrem Roguckim. Artystka potrafi ukoić oraz uleczyć głosem – i tak robi, ale żeby do tego dojść – najpierw przeszywa, rozrywa, kroi i szatkuje ludzkie dusze. To jeden z najbardziej intrygujących głosów, które widziała polska scena muzyczna.

Płyta o możności i niemożności, miłości i niemiłości, rozbabrywaniu ran i późniejszym ich leczeniu, przebaczaniu i nie. Pełna melancholii momentami wzrusza i pełna humoru momentami rozbawia. Smutek przebijany przez przewrotność słów, nie uderza tak, jak powinien. Natalia Grosiak oprócz kompozytorki, wokalistki i autorki tekstów jest także mentorem i wieszczem, który swoją wiedzą oraz wrażliwością mógłby poprowadzić tłumy.

Nie ma takiej rzeczy, której Mikromusic nie mogłoby zrobić. To zespół kompletny. Zespół, który nie musi nikomu nic udowadniać, a pomimo to, za każdym razem robi więcej i więcej. Samodoskonalenie to synonim ich twórczości. W muzykę wkładają całe serce i duszę. Po prostu to słychać. Kraksę dziś zaliczam do najlepszych albumów w dyskografii Mikromusic.

Exit mobile version