Site icon All About Music

Miętha – Szum (2020), recenzja Miłosza Musiała

Wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego przez polski rząd w marcu tego roku odmieniło życie każdego z nas. Niektórzy jednak zamiast lamentować nad tym, jak to było fajnie, kiedy witanie się ze znajomymi przez podanie ręki było na porządku dziennym albo spędzać godziny na oglądaniu seriali Netflixa wykorzystali czas kwarantanny na kreatywną pracę. Do tej grupy ludzi należą Skip i AWGS z duetu Miętha, którzy w wyniku nadmiernej ilości wolnego czasu spowodowanej lockdownem stworzyli siedem premierowych utworów. Piosenki trafiły do serwisów streamingowych w postaci EP-ki pod tytułem Szum, którą weźmiemy na tapet w dzisiejszej recenzji.

Miętha zadebiutowała we wrześniu zeszłego roku albumem Audioportret, który trafił na sklepowe półki nakładem wytwórni Asfalt Records. Duet zaskakiwał wyjątkowym, organicznym brzmieniem, którego na próżno szukać na płytach innych artystów z naszego kraju. Nic więc dziwnego, że projekt Skipa i AWGSa przyjął nazwę Miętha, wszak nie ma lepszego symbolu oddającego szeroko pojętą świeżość niż liść mięty.

Co kryje się pod intrygującą, czarną okładką z logiem zespołu? Na pewno dużo bardziej syntetyczne bity niż na debiutanckiej płycie. Tym razem analogowe inspiracje ustąpiły miejsca nieco bardziej schematycznym produkcjom. Jeśli chodzi o teksty Skipa, to oprócz znanych z poprzedniej płyty nostalgicznych i miłosnych tematów, do puli dołączyły również te dotyczące codziennego życia w obliczu kwarantanny. Nie zmieniła się natomiast ich poetyckość. Po raz kolejny mamy do czynienia z bystrymi linijkami i ciekawymi metaforami.

Moim faworytem z płyty jest singlowy kawałek Maski. Tekst świetnie ukazuje wady polskiego społeczeństwa przez pryzmat koronawirusowego szaleństwa. To jeden z tych kawałków, które każdy może rozumieć na swój sposób, zależnie od tego, co leży na sercu każdemu z nas. Duże wrażenie robi też przedostatni numer z EP-ki, czyli naładowany emocjami S.U.V.. Ta piosenka jest jak spowiedź Skipa, który opowiada słuchaczom o swoich bolączkach związanych z miłością, wchodzeniem w dorosłość czy relacjami interpersonalnymi.

Pod względem produkcyjnym na największe uznanie zasługuje drugi singiel – zilustrowany teledyskiem, tytułowy Szum. Jestem pod wielkim wrażeniem podkładu z charakterystycznym beat switchem w połowie utworu, który zaserwował nam AWGS. Ten kawałek to podręcznikowy przykład dobrej produkcji.

Czy Szum to materiał rewolucyjny? Nie. Wydaje mi się, że najnowszą EP-kę Mięthy powinniśmy traktować jako przystawkę przed pełnowymiarowym albumem, który trafi na sklepowe półki już jesienią tego roku. Aby umilić sobie okres oczekiwania na longplay, wrzuć Szum na słuchawki i spędź te dwadzieścia kilka minut ze Skipem i AWGSem, a obiecuję ci, że nie pożałujesz!

Exit mobile version