Site icon All About Music

Michał Szpak – Dreamer (2018), recenzja Marty Muśko

Michał Szpak to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistów młodego pokolenia. Po dość czasochłonnym przełamywaniu zakrzywionego obrazu, w którym w przeszłości wielokrotnie go przedstawiano, artysta odpuszcza, bierze oddech i tworzy muzykę pod wpływem własnych doświadczeń, a nie opinii innych. To właśnie wspólnie z drugą studyjną płytą pod tytułem Dreamer witamy pierwszy wrześniowy piątek z muzyką.

Premiera drugiego studyjnego albumu wokalisty z pewnością obije się szerokim echem na polskiej scenie muzycznej. Już same zapowiedzi w postaci singli uświadamiają, że będzie to materiał charakterny, drapieżny i na przekór  delikatny w swoim przekazie i wierny ideałom z poprzedniej płyty. Nowy rozdział w twórczości artysty otwiera mocno rockowy akcent, który rozpoczął swoją drogę w The Voice of Poland. Budowa Don’t Poison Your Heart w dużym stopniu asocjuje się z Color Of Your Life przez subtelne zwrotki, aż po nagłe uderzenie refrenu, gdzie wszystko nabiera kształtu. Wszystko tłumaczy fakt, że za obydwie kompozycje odpowiedzialni są Andy Palmer oraz twórca tekstu Kamil Varen. Na drugi singiel wybrano King Of The Season – stylistycznie nowoczesny kawałek, stanowiący połączenie rocka, bluesa i popu oraz bezpośredniego tekstu traktującego o próżnych i narcystycznych ludziach, którzy w momencie stracenia swoich pięciu minut, okazują się samotni i w efekcie przegrani. Wszystkie określenia na szczęście nie dotyczą samego bohatera, a wiarę w swoje cele, marzenia i ludzi przywraca tytułowe Dreamer (Thanks To You My Friends). Co jest wspaniałe w tych piosenkach, to pomimo pewnych niedociągnięć i nie w pełni spełnionych oczekiwań od strony produkcyjnej, Michał w umiejętny sposób operuje emocjami, co nie jest tak oczywiste w przypadku każdego wokalisty. Gdy śpiewa o wdzięczności, zwyczajnie słychać radość w jego głosie. Tak właśnie można podsumować tytułowy numer, który stanowi jeden z najlepszych punktów płyty.

Podążając zgodnie z chronologią, kolejnym, aktualnym singlem zapowiadającym wydawnictwo została ballada Rainbow, skupiająca całą uwagę na barwie głosu i oszczędnym akompaniamencie fortepianu. Intymny, nastrojowy utwór skłaniający do refleksji zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych propozycji. Mało tego uważam, że niewielu komercyjnych wokalistów jest w stanie w tak dokładny sposób przekazać i odwzorować w wykonaniu tak potężny bagaż emocji w trzech krótkich minutach. Po instrumentalnie skromnej, lecz wokalnie bogatej balladzie otrzymujemy subtelność w kilku różnych wariantach na dotąd niepoznanych kompozycjach. Sweet Cherry jest najbardziej energiczne, bawi się gitarą akustyczną i lekką elektroniką, a także wprowadza w letni klimat. Let Me Dream będące kolejną odsłoną liryki zaskakuje brzmieniem od pierwszego dźwięku, gdzie jazz jest obecny na przestrzeni całego utworu. Relaksuje i usypia, chociaż prawdopodobnie właśnie do tego został przeznaczony. Stronger z kolei wybudza do życia równie oryginalnymi dźwiękami ponownie z elementami muzyki jazzowej. Chill out i muzyczna dojrzałość w pełnej okazałości.

Warto wspomnieć, że wszystkie kompozycji zostały wykonane w języku angielskim. Taki zabieg być może nie każdemu przypadnie do gustu i chociaż osobiście daleko mi do „muzycznego patriotyzmu”, to zaczęło brakować tej mocy i lekkości, która była obecna w polskich piosenkach. I oczywiście ta perfekcyjna dykcja… Jeśli jednak odczuwacie niedosyt polskich akcentów, z pewnością musicie zaopatrzyć się w wersję Special Edition, gdzie zebrano kilka najpopularniejszych utworów z poprzedniej płyty, nagranych na żywo podczas koncertu w warszawskim Teatrze Roma. Wiem jedno, że żadna płyta ani studyjne nagranie nie zastąpi żywego wykonania na scenie, czystości głosu i energii, które posiada Michał i co w sumie jest ogromnym komplementem. Zwłaszcza zważając na fakt, że w przypadku sporej ilości gwiazd sytuacja przedstawia się zupełnie odwrotnie.

Artysta często czerpie inspiracje z muzyki lat 80-tych i 90-tych, co niezwykle cenię we współczesnych dokonaniach. Nie boi się także utworów klasycznych, czego dowodem była jego ostatnia, intensywna trasa koncertowa Classica Tour, wówczas przeplatająca się z nagraniami nowych piosenek w studiu. Wkrótce Michał wyruszy w nową trasę gdzie przedstawi wszystkie nowości, jednak zanim to nastąpi, razem z Way To The Stars nie tylko znajdziemy drogę do gwiazd, ale zostaniemy zaproszeni do niepowtarzalnego miejsca, gdzie muzyka klasyczna – jej dźwięki skrzypiec spotykają się z rockowym brzmieniem. Uwielbiam takie połączenia, które są całkowicie nieprzewidywalne i wspólnie tworzą idealną harmonię. A przynajmniej prawie idealną, bo w wyobraźni dograłabym gdzie nie gdzie porządną gitarową solówkę. Z rockowego punktu widzenia trochę mi tego brakuje. Wersję podstawową zamyka subtelne Blue Moon, lekko zbaczające z obranej drogi melodyjności. Poprawny utwór, który ma największe szanse na bycie niezauważonym na tle poprzedników.

Dreamer to czas lekkości i oddechu dla Michała, który nie musi obecnie niczego udowadniać. Jest różnicowany, ale nie nad wyraz. Jest nowy, ale pozostał autentyczny. Trudno również jednoznacznie stwierdzić dla kogo jest ta płyta. Jej przesłanie, może nie jest obrane w górnolotne teksty, ale z pewnością w całości trafi do serducha niejednego odbiorcy, podobnie jak uniwersalne brzmienie. Znajdzie się tu miejsce zarówno dla miłośników rockowych brzmień, jak nastrojowych ballad i intrygujących interpretacji muzyki klasycznej, jazzowej i bluesa. Pewne jest jedno – Marzycielowi towarzyszą wyłącznie pozytywne emocje, spakowane w dwanaście kompozycji, które będą dobrym kompanem  podczas długich jesiennych wieczorów z muzyką.

Exit mobile version