Tej wiosny w największych stacjach telewizyjnych odwrócono dotychczas przyjętą tendencję – mieliśmy okazję oglądać rożne nowe formaty, ale zabrakło tych najbardziej sprawdzonych, czyli muzycznych. Malkontenci, którzy krytykowali tego typu show chyba coraz częściej biją się w pierś. Obok niewątpliwie za dużej liczby nijakich wokalistów, coraz częściej wybijają się i osiągają komercyjny sukces również Ci, którzy szansę potrafili wykorzystać nie tylko by dostać się z jednym singlem do małego lokalnego radyjka. Dawid Podsiadło, Bednarek, Natalia Nykiel, Monika Urlik to nazwiska znaczące na polskiej scenie muzycznej. Do tego wąskiego grona dołącza właśnie Michał Sobierajski. Słuchając jednak jego wydawniczego debiutu odnosi się wrażenie, że udział w The Voice of Poland był mu potrzebny jak dziura w moście.
Dwudziestojednoletni Michał to przecież człowiek orkiestra – muzyk, wokalista, pianista, kompozytor, autor tekstów i aranżer. Nie wspominam już o tym, że uczęszcza on do Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach i nie jedno trofeum, nawet międzynarodowe, trafiło na jego domową półkę. Powiększy się ona z pewnością o kolejne nagrody, gdyż wydany w kwietniu debiutancki krążek nie pozostanie bez odzewu przy okazji wręczania przyszłorocznych Fryderyków. Twórczością Sobierajskiego zainteresowali się najlepsi polscy producenci: Bogdan Kondracki, który komponował dla takich artystów jak Brodka, Maryla Rodowicz, Edyta Górniak czy wspomniany już Dawid Podsiadło; czy Karolina Kozak i Kamil Durski, którzy zajęli się warstwą tekstową. Nie słychać jednak ani przez sekundę, aby Michał nie identyfikował się z nimi. Polskie teksty bowiem są – jak mówi sam zainteresowany – przekładem na polszczyznę jego własnych angielskich tekstów, które wychodzą mu po prostu lżej spod pióra. W sposobie śpiewania nie słychać absolutnie żadnej różnicy czy są to piosenki w naszym rodzimym czy obcym języku.
Tematem płyty są, jak wskazuje sam tytuł, krótkie momenty zatrzymania przed snem. Każdy z nas w różny sposób gospodaruje swoje ostatnie minuty przez położeniem się spać. Jedni czytają, drudzy oddają się dźwiękom muzyki, a jeszcze inni analizują zdarzenia z mijającego już dnia. I to jak wyjątkowy jest ten czas słychać również na recenzowanym krążku. Michałowi w czasie wykonywania kolejnych utworów nie towarzyszy samo pianino. Owszem, wyraźnie wybija się ono na pierwszy plan w rozmarzonym kawałku Część czy niespokojnym Relief, ale właśnie w tym drugim zostaje wyparty gitarowymi wstawkami, które czynią ową kompozycję jedną z najciekawszych na Przed snem. O ten tytuł zawalczyć spokojnie mogłaby singlowa Rzeka, podejmująca temat przemijania ludzkiego życia, jego różnych blasków i cieni, zmienności. Tak jak nurt rzeki, nurt ludzkich uczuć staje się dla nas najważniejszym bagażem doświadczeń z którymi musimy dalej podążać w nieznaną przyszłość.
Ciekawych momentów jest tu oczywiście o wiele więcej. No bo kto by się spodziewał, że student Instytutu Jazzu sięgnie po elektronikę rodem ze szlagierów muzyki rozrywkowej? Nie mowa tu rzecz jasna o współczesnych „dziełach” Guetty czy Avicii’ego. Takie utwory jak Morfina czy Inside, mistrzowsko podszyte beatem, mogą być puszczane w najlepszych stacjach radiowych na całym świecie. Z kolei Pride, łączący klasyczne dźwięki jazzu z popową przystępnością, nie ujdzie uwadze tym, którzy lubią nieoczywiste syntezy w muzyce. Przy takich numerach nie sposób zasnąć.
A jeśli już ktoś naprawdę tego chce, to Michał ma w zanadrzu również spokojniejsze, delikatniejsze brzmienia. Wspomniana już Część, zaprezentowana jako pierwsza z wydawnictwa, hipnotyzuje, zaskakuje swoim minimalizmem, przez co łatwo odczuć błogi charakter leniwie wybrzmiewających nut. W transie pozostaniemy w czasie odsłuchu przestrzennego Śniłem, mającego charakter kołysanki Eterycznego czy zamykającego Falachronu. Jest jeszcze, jako dodatkowa pozycja, remix Rzeki autorstwa Karate Kids, który jednak nie przypadł mi do gustu. Wersja podstawowa jest na tyle dobra technicznie, że nie potrzeba jej żadnych dodatkowych wstawek.
Obdarzony słuchem absolutnym Artysta przez duże A, Michał Sobierajski zrobił to, nad czym polskie gwiazdy głowią się od dobrych kilkunastu lat. Aż chciałoby się powiedzieć, parafrazując jednego z profesorów wokalisty – Na co czekasz, rób karierę! Sprytnie łącząc elementy elektroniki, soulu, popu, R&B i jazzu Michał nagrał album, z którego może być dumny. A my jesteśmy dumni z niego – kojące dźwięki Przed snem nie raz umilą nam zasypianie.

