Site icon All About Music

„Życie mi pokazało, że płacz nie jest oznaką słabości, ale siły i odwagi”. Michał Rudaś o nowym singlu „Płyń” i dalszych planach

Dzisiaj na w tą słoneczną sobotę mamy dla Was wywiad Michałem Rudasiem, który opowiedział nam trochę o swoim nowym singlu, a także dalszych planach zawodowych.

Jak to u mnie zwykle bywa, najpierw tworzę muzykę, a dopiero potem intuicyjnie, słuchając i śpiewając sobie te dźwięki, dokopuję się do różnych myśli i skojarzeń w mojej głowie, które ta muzyka wywołuje. I tym razem przypomniały mi się słowa, które słyszałem w dzieciństwie, w stylu “Robisz to jak baba”, “Przestań się mazać”, które, jak pamiętam, zawsze sprawiały mi ból i powodowały, że czułem się niepełnowartościowym chłopakiem.  

Dopiero po latach, jako dorosły mężczyzna zrozumiałem, jak bardzo ważne i potrzebne jest bycie w prawdzie ze sobą, w swoich emocjach, bez względu na to, jakie by one nie były.

Życie mi pokazało, że płacz nie jest oznaką słabości, ale siły i odwagi, że służy też do tego, żeby się wyregulować emocjonalnie, upuścić silne emocje. 

Dlatego ostatecznie w refrenach do tej piosenki nawołuję do tego, by wyrzucić z siebie płacz, śmiech, radość, gniew ku oczyszczeniu i zmianie na lepsze. 

W tekście piosenki “Płyń” wprost odwołuję się do sytuacji mężczyzn i braku społecznego przyzwolenia na ich swobodne wyrażanie się, podkreślając, że pokazanie słabości nie jest niemęskie, ale jest po prostu ludzkie.

Natomiast “Ostatnie pożegnanie”, jako utwór muzyczny, niesie bardziej uniwersalny przekaz, nawiązujący do poczucia straty, żalu, ale też pożegnania pewnego starej rzeczywistości i gotowości do powitania tej nowej. Przekaz ten dopełnia teledysk w reżyserii i według senariusza Olgi Czyżykiewicz, w którym widzimy grupę mężczyzn, przechodzących wspólnie w ramach męskiego kręgu przez cały swój ból w procesie uwalniania emocji przez głos i ciało i w relacji ze sobą nawzajem. Na koniec przychodzi oczyszczenie i nadzieja, co jest również mocno widoczne w utworze “Płyń” – zarówno w samej piosence, jak i teledysku.

U mnie działo się to intuicyjnie i nie było planowane, ale myślę, że jest to owoc kryzysu zawodowego i ogólnie egzystencjalnego, który przechodziłem przez kilka wcześniejszych lat. Wycofałem się wówczas z bardzo aktywnego działania na rzecz mojej twórczości, co więcej – wyraźnie straciłem pasję do muzyki. Wstrząsem była dla mnie pandemia i utracenie głównego źródła dochodu – możliwości koncertowania, ale cała ta sytuacja była dla mnie tak naprawdę błogosławieństwem, bo przebudziła mnie z letargu i zmusiła do szukania rozwiązań. Po przebranżowieniu się (zostałem nauczycielem języka angielskiego) i uniezależnieniu się finansowym od branży muzycznej na jakiś czas, mogłem złapać dystans do mojej roli jako artysty i wokalisty i poczuć swego rodzaju wolność od konieczności bycia muzykiem, żeby zarobić na życie. 

Niedługo później przyszedł czas intensywnej pracy nad swoim poczuciem wartości, wspierającymi przekonaniami na mój temat i świata otaczającego, dzięki wsparciu coachów i bliskich, mądrych osób wokół mnie. Na nowo zacząłem marzyć i wreszcie konkretnie planować i ustalać priorytety. W rezultacie, gdy poczułem, że jestem wystarczająco silny, podjąłem decyzję, że nagram pierwszą piosenkę – “Ostatnie pożegnanie” w aranżacji Piotra Mani. A potem już popłynęło… Piotr zrobił aranżacje kolejnych moich kompozycji, które, co ciekawe, czekały już jakieś 2-3 lata w przysłowiowej szufladzie, czyli w moim komputerze, a ostatecznie na początku tego roku bardzo sprawnie nagraliśmy je wszystkie w studiu Piotra Taraszkiewicza. 

No cóż, to był bardzo pracowity proces i trochę to trwało, zanim wyszedłem z psychicznego dołka, z poczucia braku sensu życia i wiary w siebie. 

Na całe szczęście, ten czas, zarówno bycia w dole, jak i wychodzenia z niego zaowocował ważnymi dla mnie piosenkami. 

Najpierw podesłałem Piotrusiowi moją wersję demo tej kompozycji, gdzie gram nieco nieudolnie na pianie, a on od razu stwierdził, że to musi pójść w stronę takiego vintage’owego brzmienia rockowego, bo to po prostu wynika z mojej kompozycji.

Charakter tego mojego pierwotnego piana pozostał, co mnie bardzo ucieszyło, ale oczywiście Piotr, który jest genialnym pianistą, nagrał to wybitnie, co więcej nawet stworzył bardzo dobrze brzmiącą partię perkusji, a całość dopełnili jeszcze koledzy z mojego zespołu, Sławek Berny (tamburyn), Maciej Szczyciński (gitara basowa), Mateusz Szemraj (gitara akustyczna) i na koniec, gościnnie, Bartek Jakubiec – mój wieloletni kolega z Orkiestry Adama Sztaby zagrał genialną solówkę na gitarze elektrycznej. 

To dobre pytanie. Myślę, że ona odgrywa nie tylko rolę muzycznego dopełnienia, ale jest dla mnie też momentem wyrzucenie skrywanych emocji, prowadzącym do oczyszczenia, ulgi i uczucia błogości. Bartek jest bardzo dobrym, ale też mądrym i empatycznym artystą i człowiekiem i to słychać w jego grze.

Powiem wprost, przede wszystkim do panów. Nie wstydź się łez. Płacz jest ludzki i potrzebny. Jakakolwiek emocja w Tobie siedzi – uwolnij ją, porozmawiaj o tym z kimś, komu ufasz. A co najważniejsze, zwracaj się zawsze o pomoc, jeśli czujesz, że nie radzisz sobie ze swoimi problemami. Nie bądź sam.

Muszę powiedzieć, że od początku widziałem siebie w tym teledysku, przechodzącego od mroku, beznadziei, ku uwolnieniu i światłu, przez pracę w ciele z emocjami. To był dokładnie mój pomysł, ale już na samą myśl, że mam przez to przejść przed kamerą i potem podzielić się tą osobistą, intymną sferą z ludźmi, ogarniał mnie lęk i obawy, czy ja to uciągnę i czy to będzie wystarczająco sugestywne i prawdziwe. 

Oczywiście można było wyręczyć się zatrudnieniem profesjonalnego aktora, który by to wszystko zawodowo zagrał, ale ja czułem, że chcę sam przez to przejść, nawet dla siebie samego. 

Do realizacji tego teledysku zaprosiłem operatora Jakuba Kotynię (Mam Oko), z którym już wcześniej pracowałem przy teledysku do piosenki “Tylko Ty”. Wiedziałem, że z Kubą będę się czuł bezpiecznie i komfortowo, co w przypadku tego teledysku było dla mnie niezbędne, i miałem również do niego artystyczne zaufanie. W dopracowaniu mojego scenariusza pomogła mi współpracująca wówczas z Jakubem Joanna Koszałka. Joasia pomagała nam też reżysersko na planie. 

Przyznam, że największym wyzwaniem na planie okazało się nie puszczenie emocji, ale  uszczelnienie wanny, która nam nieco przeciekała (śmiech)! Ostatecznie, ta kałuża pod wanną wygląda w teledysku bardzo sensownie – widocznie tak musiało być – wanna też musiała dać upust swym emocjom (śmiech)! 

Natomiast zdradzę jeszcze taką jedną osobistą rzecz, że w scenach w lesie myślałem, że dam radę się rozpłakać, z takim szlochem – tak sobie to wyobrażałem, ale jednak to się nie wydarzyło. Jedynie oczy mi się zaszkliły. Oczywiście mogłem sztucznie odegrać ten szloch, ale nie chciałem fałszu, a czystej prawdy, z pełną akceptacją tego, co tam się we mnie w środku działo.

I tak sobie pomyślałem wtedy, że jakakolwiek forma naszego wyrazu w danym momencie też jest w porządku. Nie musimy być mega sugestywni i wyraziści w swoim uwalnianiu emocji, bo tak naprawdę nieistotne jest to, jak ocenią nas ludzie, ale to, jak my się czujemy sami ze sobą. 

A tak poza tym, to muszę powiedzieć, że te 2 dni na planie teledysku to była, choć trudna fizycznie, szczególnie w wannie z powodu wychłodzenia organizmu, ale jednak niesamowita, piękna i nomen omen, płynąca swobodnym nurtem przygoda.  

Ta wolność wymaga odwagi i jest to cudowne uczucie, którego zaczynam doświadczać od niedawna, takiego mówienia, co się myśli i czuję, bez względu na to, co inni sobie o mnie pomyślą czy powiedzą. Gdy zaczynamy stopniowo odważać się na takie wyrażanie siebie w prawdzie, ale tu pragnę podkreślić, że również w poszanowaniu dla drugiej osoby, to wtedy zaczynamy doświadczać właśnie takiej wolności. Ale to jest oczywiście proces – nic się nie dzieje od razu.

Po tych paru dniach od premiery piosenki, widzę, że naprawdę warto było podzielić się zarówno tą piosenką i teledyskiem z ludźmi, bo na podstawie komentarzy czy wiadomości prywatnych widzę, że ten utwór jest ludziom potrzebny – zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Wiele osób jest pod wrażeniem, że odważyłem się poruszać taki temat i to nie tylko w muzyce, ale i w obrazie. Może to jest właśnie ta odwaga, o której wspomniałem wcześniej, ale z drugiej strony też wzrastające we mnie poczucie misji, żeby pomagać ludziom czy przynajmniej zainspirować ich do tego, by zrobili pierwszy krok dla własnego psychofizycznego dobrostanu i np. sięgnęli po profesjonalną pomoc psychologiczną.

W związku z tym, razem z moją menedżerką Magdą Wielgołaską postanowiliśmy poszukać partnerów do naszych wspólnych działań ku dobrostanowi psychicznemu mężczyzn w ramach naszej akcji społecznej #uwolnijemocje. 

I podjęliśmy współpracę z 3 organizacjami pozarządowymi: Fundacją Panda Team im. Michałka Tarachowicza (https://pandateam.pl), która wspiera rodziny, w tym też dodatkowo osobno samych mężczyzn w żałobie po utracie dziecka w wyniku choroby nowotworowej; Instytutem Przeciwdziałania Wykluczeniom (https://www.fundacjaipw.org), który wspiera różne grupy wykluczone, w tym przede wszystkim mężczyzn, bez względu na pochodzenie czy orientację seksualną oraz m.in. prowadzi jedyny w Polsce telefon zaufania dla mężczyzn oraz  z organizacją Fortior – Fundacja dla Wielu (https://fundacja-fortior.org), która wspiera psychologicznie i materialnie mężczyzn wykorzystanych seksualnie oraz mężczyzn w kryzysie bezdomności. Do śledzenia wszystkich tych organizacji bardzo mocno zachęcam, ponieważ robią rzeczy nie mieszczące się w głowie, niezwykle silni i mądrzy ludzie przekraczający granice tematów społecznie uznanych za tabu. Wiele możemy się od nich nauczyć. 

Mój nowy album, którego nadejście zwiastują te 2 single, to otwarcie nowego rozdziału w moim życiu i to nie tylko artystycznym. Rozpocząłem drogę, która już nie jest tylko stricte muzyczna, ale niesie ze sobą głębszy przekaz ku refleksji, ale też praktycznym, edukacyjnym i zwiększającym świadomość działaniom. 

Oczywiście mam różne plany w związku z moją nową muzyką, ale staram się nie mieć zbyt wielkich oczekiwań, natomiast otwieram się na to, co przyniesie ze sobą właśnie odbiór tych moich treści, co może być właśnie inspiracją do nowych pomysłów i działań.

Płyta już została nagrana i trwają jeszcze ostatnie szlify dotyczące miksów, a wydanie całej płyty planuję na połowę października. 

Jeśli chodzi o brzmienie i stylistykę, to już po tych dwóch singlach widać, że płyta będzie różnorodnie muzycznie, a co do treści, to choć tych refleksji na poziomie egzystencjalnym i duchowym będzie sporo, to nie zabraknie też pozytywnych, wysokich wibracji i oprócz mroku, będzie też sporo światła, więc myślę, że równowagę zachowam. 

A uprzedzając pewnie Twoje pytanie dotyczące moich wcześniejszych fascynacji muzyką indyjską, to pragnę ogłosić, że będzie tam trochę takich orientalnych smaczków – w końcu to element mojej tożsamości, której nigdy się nie wyrzeknę! (śmiech) 

Planuję wrócić po premierze płyty do koncertowania z moim zespołem – to jest moje najważniejsze chyba marzenie – grać na żywo dla ludzi, współprzeżywać z nimi te piosenki, a potem rozmawiać z nimi po koncertach. Kocham pracę w studiu, ale to te spotkania z ludźmi na żywo są najpiękniejsze! 

Pierwsze kilka koncertów będzie jesienią, a reszta na przełomie zimy i wiosny. O wszelkich terminach będę informował na mojej stronie WWW. (https://www.michalrudas.pl/pl/)

Niemniej jednak cały czas mocno działam w sieci, bo oprócz tematu płyty, prowadzę swój wideo podcast “Rudasiowe afirmacje – zaśpiewaj ze mną i wzmocnij swoją energię”, w którym w każdym odcinku śpiewam nowy utwór na temat jakiejś konkretnej afirmacji, dzielę się swoimi refleksjami, a czasem prowadzę praktykę afirmacyjno-oddechową. Mam bardzo dobry odbiór tego podcastu i widzę, że ludzie potrzebują takich wysoko wibracyjnych, wzmacniających treści. Planuję w związku z tym kontynuować i rozwijać ten projekt równolegle z tematem mojej płyty, tym bardziej, że widzę między nimi wiele punktów stycznych.

Oprócz tego będę brał udział w paru nowych projektach: musicalowym, a nawet symfonicznym, ale o tym poopowiadam może bliżej października, gdy już się one zmaterializują. 

A prywatnie będę próbował nie zatracić się w pracy i pasji, do czego mam tendencję, ale mieć czas dla siebie, na odpoczynek i dla swoich najbliższych. I takie podejście wszystkim polecam 

Exit mobile version