Michał Anioł to kolejny z polskich debiutantów, którzy pomimo pandemii zdecydował się na wypuszczenie w świat swojego pierwszego oficjalnego albumu. Imię zobowiązuje, zatem oczekiwania wobec jego debiutanckiego krążka pod tytułem U były stosunkowo wysokie, pomimo, że przed przystąpieniem do jego recenzji ich praktycznie nie było. Trzeba jednak przyznać, że potencjał w U drzemie, choć nie obyło się bez pewnych problemów.
W ogóle zanim podjąłem się analizy tego albumu, zupełnie nie wiedziałem kim jest Pan Michał Anioł, ani też jaką muzykę może tworzyć, tym bardziej patrząc na okładkę U. Jednak jego pseudonim oraz stylówka, którą zgłębiłem na jego oficjalnym Instagramie @michas.aniol, zupełnie mi wystarczyły, aby zmierzyć się z jego oficjalnym debiutem w świecie polskiej piosenki. Jak zatem wyszedłem z tego muzycznego starcia?
U to klasyczny album debiutanta – pomysły są, ciekawe melodie też, tylko brak jeszcze jasno sprecyzowanego kierunku artystycznego oraz koncepcji odnośnie historii, jaką ten krążek ma nam opowiadać. Zapewne w tym konkretnym przypadku, opowieść ta sprowadza się do bycia młodziakiem wśród pędzącej rzeczywistości XXI wieku, gdzie wiele rzeczy wydaje się irracjonalnych, a artysta co raz mniej sobie z tym realnie radzi. Otrzymujemy zatem dziesięć mniej lub bardziej natchnionych historyjek, które z biegiem albumu są dla mnie co raz bardziej przeciętne i przewidywalne. Tak jak początek U był wprost zachwycający, a to za sprawą niezwykle odświeżających Tańcz Mi oraz Splash, tak im dalej w las, tym co raz bardziej czułem się przytłoczony abstrakcyjnością tekstów oraz monotonnością głosu Michała.
Anioł postawił muzycznie na coś z pogranicza popu, house’u oraz hip-hopu, okraszonych sporą dawką elektroniki, a w szczególności synthu. Co istotne dla ostatecznej oceny U, to wszystko brzmi wprost wyśmienicie, a to dzięki produkcji na najwyższym światowym poziomie i mówię to absolutnie serio. Będąc debiutantem, Michał Anioł naprawdę pokazał na co stać jego ekipę, bo to nadal rzadkość, by polski krążek brzmiał tak elegancko, soczyście i po prostu świetnie. Gdyby ten krążek powstał w pełni po angielsku, być może o Anioła biłyby się teraz największe międzynarodowe wytwórnie, bo jest na czym ucho zawiesić. Dlatego też kłaniam mu się w pas za to wyjątkowe osiągnięcie.
Produkcja jednak to nie wszystko, bo trzeba jeszcze w tych pięknych melodiach mieć coś mądrego do powiedzenia. Niestety merytorycznie nie jest już tak świetnie, tym bardziej porównując to z tym, co po prostu słyszę. Mogę się jedynie domyślać, że za treścią każdej z dziesięciu piosenek stała jakaś bardzo osobista historia, natomiast nie jestem wstanie nic z nich wyciągnąć dla siebie, jako słuchacza. Są one tak ogólnikowe i pozbawione jakiegokolwiek kontekstu, że nie tylko nie jestem wstanie ich zapamiętać, a wręcz ich nie słyszę – mój mózg nie koduje ich jako słowa, a bardziej jako dźwięki. Może to być wielka zaleta Michała jeśli chodzi o jego przyszłe projekty, lecz w tym przypadku, nie sprawdza się to najlepiej, tym bardziej, gdy jego śpiew to nie Whitney Houston, a kolejny, choć bardzo utalentowany, Dawid Podsiadło.
W istocie całe U jest godne polecenia, aby chociaż raz zapoznać się z twórczością Michała Anioła. Jednak wybierając to, co ten album ma najlepszego do zaoferowania, to z pewnością wskazałbym na wspomniane już dwie otwierające go piosenki, czyli Tańcz Mi oraz Splash. Tańcz Mi brzmi dla mnie jak najlepsza noc w Nowym Jorku, gdzie w tamtejszych klubach możesz spotkać miłość na jedną, wyjątkową noc – cudo. Splash natomiast wprost fantastycznie porywa mnie dla tańca na tej samej nowojorskiej dyskotece. Ciepłe słowa mogę również skierować ku Nauczmy Się Czegoś, a to ze względu na jego alternatywność, bliską twórczości Arci, czy nieżyjącej już SOPHIE. Złych utworów w zasadzie brak, co też jest sporą zaletą tego krążka, choć z czasem jego tempo znacznie spada.
Michał Anioł za sprawą U z pewnością udowodnił mi oraz światu, że nierzadko debiutanci mają lepsze dotarcie i wyczucie do najlepszych producentów, niż starzy wyjadacze rozrywkowej branży. Choć nie wiem jaka będzie jego przyszłość w tym biznesie, tak ma w sobie wszystko, abym szczerze mu życzył wszystkiego najlepszego w jego drodze ku artystycznemu spełnieniu. Tak trzymać i oby do przodu!
