Site icon All About Music

Michael Bublé – Nobody but Me (2016), recenzja Doroty Kutnik

Michael Bublé to jeden z tych artystów, którzy swoim śpiewem i ogólnym wizerunkiem potrafią skutecznie zauroczyć. Gdy ten Kanadyjczyk wydaje nowy album, wiem, że nie będę rozczarowana tym, co na nim znajdę. Bublé od lat trzyma się stylistyki, w której najlepiej się czuje. Oczywiście, czasami łączy to z nowoczesnością, czego efekty słyszymy również na najnowszej płycie, na którą czekałam z niecierpliwością. Czy takie muzyczne eksperymenty mu wychodzą? Sprawdźcie!

W ubiegły piątek na sklepowe półki trafił już dziewiąty krążek jazzującego i swingującego wokalisty. Jego ostatni album, czyli To Be Loved, osiągnął sukces komercyjny, a piosenka It’s a Beautiful Day zawładnęła rozgłośniami radiowymi. Czy w przypadku jego najnowszej płyty zatytułowanej Nobody But Me również tak się stanie? Myślę, że tak. Michael wyrobił sobie taką renomę, że ludzie kupią wszystko, co zaśpiewa. Takie reakcje słuchaczy są całkiem uzasadnione, bo Bublé jest nie tylko czarujący, ale przede wszystkim pięknie śpiewa. Chociaż jego najnowszego krążka nie będę wychwalać pod niebiosa – nie jest to arcydzieło, ale dobra, spójna płyta, której przyjemnie się słucha.

Początek płyty stanowią trzy utwory, z którymi Kanadyjczyk podzielił się z fanami już przed premierą. Nobody But Me otwiera więc miła, gitarowa i bardzo lekka kompozycja. Popowej piosence I Believe In You daleko do blichtru i muzycznego bogactwa, jakie słyszymy w następnych utworach. Stylistykę, do której Michael pasuje idealnie, odnajdujemy już w drugim utworze, czyli My Kind Of Girl. Jest troszkę musicalowo, a artysta zaczyna czarować głosem, który wręcz się rozpływa(albo ja rozpływam się nad nim, to nawet bardziej możliwe). Również muzykę oceniam na plus – dodaje świetnego klimatu. Z kolei do tytułowej kompozycji, artysta dodał również genialny teledysk. I tak, oprócz dobrze zrobionej piosenki ze wstawką w postaci rapu(!), dostajemy zabawny, prześmiewczy klip, w którym obserwujemy artystę w kilku wcieleniach.

Na uwagę zasługuje duet Kanadyjczyka z Meghan Trainor, ostatnio bardzo znaną wokalistką. Tej piosenki byłam bardzo ciekawa, ale nie rozczarowałam się. Someday to utwór, który pasuje do słodkiego głosu Trainor. To również bardzo komercyjna kompozycja, dlatego nie zdziwię się, jeśli usłyszymy ją w radiu lub stanie się kolejnym singlem promującym krążek Michaela. Warto wspomnieć, że ten utwór został napisany częściowo przez samą Meghan. Popowo jest też w Today Is Yesterday’s Tommorow – utwór jest tak pozytywny, że aż trudno usiedzieć w miejscu! I Wanna Be Around, My Baby Just Care For Me oraz The Very Thought Of You to piosenki, które równie dobrze mogły znaleźć się na albumie To Be Loved. Są utrzymane w podobnej stylistyce i mimo różnicy tempa to prawdę mówiąc, nic nowego Bublé nie zaprezentował. Dla mnie osobiście to nie zarzut, bo uwielbiam słuchać tego artysty i raczej szybko się to nie zmieni.

Zaskoczył mnie także fakt, że ostatnim utworem na trackliście jest cover God Only Knows. Bardzo lubię tę piosenkę w oryginale (The Beach Boys), w wersji orkiestry BBC Music, a także w kilku innych wykonaniach. Teraz do tej listy dopiszę także interpretację Kanadyjczyka, który zaprezentował ten utwór jako delikatną, spokojną balladę bez niepotrzebnych krzyków i ozdobników. Jego śpiew pięknie współgra ze stonowaną muzyką. Te smyczki, fortepian..poezja! W On an Evening in Roma (Sott’er Celo de Roma) również jest nostalgicznie i romantycznie.

Nobody But Me to album, który nie jest nowatorski, ale jest spójny i dobrze wyprodukowany. Jednak jest to zdecydowanie za krótki krążek – płyta trwa niestety niecałe 40 minut. Szkoda również, że tylko trzy utwory to oryginalne piosenki, a reszta to nowe wersje klasyków. Bublé na nowej płycie momentami eksperymentował z brzmieniem, ale na szczęście nie zmienił zbyt dużo i nadal zabiera słuchacza w magiczny świat jego muzyki. Jestem pewna, że najnowszy krążek Kanadyjczyka będzie towarzyszył mi przez wiele wieczorów tej jesieni i będzie mnie pocieszał, gdy dopadnie chandra. Gdy słyszę piosenki Michaela, kąciki ust mimowolnie się podnoszą. Mam nadzieję, że odniesiecie podobne wrażenia po przesłuchaniu tego albumu!

Exit mobile version