Męskie Granie wzbudza emocje od 11 lat, czy to za sprawą hymnów czy projektów specjalnych czy też swego rodzaju bitwy o bilety (wie co mówię, ten kto chociaż raz próbował je upolować). Kilkukrotnie miałam okazję być tym szczęśliwcem i wziąć udział w święcie polskiej muzyki jakim niewątpliwie jest to wydarzenie. Czy jeszcze mnie to rusza? Czy jeszcze coś zaskakuje? Jako, że tegoroczny wybór miasta z premedytacją padł na to, gdzie będę mieć najwięcej koncertowych pierwszych razów wybrałam dla Was same ZŁOTE MOMENTY.
Rat Kru & Kombii
Kto raz usłyszał Rat Kru, wie że chłopaki są ucieleśnieniem wyrażenia spodziewajcie się niespodziewanego. Projekt z Kombii potwierdził to w stu procentach. Nie ukrywam, że to ta kolaboracja w lineupie w dużej mierze zdecydowała o wybraniu się przez mnie na Męskie Granie w Katowicach właśnie w piątek. Niezależnie czy ktoś jest z pokolenia X, jest Millenialsem czy Zetką z całą pewnością zna co najmniej 3 piosenki Kombii, co było też słychać pod sceną. Połączenie zwrotek Rat Kru, refrenów i riffów Skawińskiego, świateł, wizualizacji, bitów i nonszalanckiego luzu jakim emanowała scena sprawił, że namiot Sceny Ż (tak, pierwszy raz ta scena była ulokowana pod namiotem) zmienił się tego dnia w najgorętszy parkiet w Polsce. Chociaż niektórzy mogliby się zastanawiać czy granica kiczu została przekroczona i czy to już aby na pewno nie cringe, ja powiem inaczej– brawa za dystans, brawa za stylówki. Panowie z Kombii–bardzo Wam zazdrościłam tych dresików!
Rozgrzaliście mnie tak, że zamiast finałowego koncertu na Głównej chciałam powtórzyć Wasz!
Ave Maria w welonie
Przypomnijcie sobie jak zaczął się koncert na jakim ostatnio byliście. Czy było to autorskie intro artysty? Czy może zapożyczony utwór- jak słynne Ecstasy of Gold Ennio Morricone od którego startuje Metallica? Maria Peszek wprawiła w osłupienie niejedną osobę na Muchowcu wychodząc z twarzą zasłoniętą białym welonem i śpiewając-jakże pięknie i dostojnie-Ave Maria Schuberta, tak to samo, które często słyszycie na ślubie w kościele. Gdy wraz z końcem utworu powoli mijał pierwszy szok, Peszek pewnym ruchem ręki zrzuciła welon i w swoim prawdziwie mocnym stylu przeszła do kolejnej piosenki wykrzykując VIVA LA VULVA! To się nazywa mieć wejście! Cały jej koncert zasługuje na miano najlepszego na Scenie Głównej, bo prawda jaką niesie swoją energią i to jak bardzo pokazuje, że kobiecość jest siłą robi piorunujące wrażenie i dmucha mocno w kobiece skrzydła, jednakże czuję, że to właśnie ten początek będzie ze mną jeszcze długo.
Mąż i żona Król
Długo przyszło mi czekać aby zobaczyć Króla na żywo. Znam i lubię jego twórczość, znajomi, którzy mieli okazje być na koncercie, zawsze je polecali, a ci którzy znają go prywatnie podkreślali jak wspaniałą jest osobą. Nie zawiodłam się, muzycznie bardzo przyjemnie, piękne, spójne stylizacje całego zespołu, świetny kontakt z publicznością. Co wysuwa się jednak na podium? Osobowość Błażeja? Jesteście bardzo blisko ale nie jest to traf w samą 10. To co ujęło mnie najmocniej, to forma okazywania uczuć i podkreślania ich podczas koncertu. Nie jest tajemnicą, że na klawiszach gra Iwona Król. Sposób w jaki to artystyczne małżeństwo przekomarza się w piosenkach, jak iskrząca jest energia między nimi, jak współgrają ze sobą i jak bardzo jest to autentyczne, skradł moje serce. Życzę nam wszystkim relacji jaką ma ze sobą ta dwójka.
Bezsenni Skubas i Grosiak
Niezaprzeczalną zaletą Męskiego Grania jest możliwość usłyszenia nietypowych połączeń muzyków w nietypowym repertuarze. Często jest tak, że artysta, którego nie ma na naszych playlistach na co dzień, serwuje nam na Męskim taki wykon, że nie możemy się doczekać tegorocznej płyty z nadzieją, że akurat ten kawałek tam się pojawi. Zarówno Pan Skubas jak i Pani Grosiak daleko są od moich muzycznych upodobań, ale ich wykonanie Bezsennych w projekcie Tribute to Krawczyk otuliło mnie swoim ciepłem i łagodnością. Był to najbardziej emocjonalny występ podczas hołdu dla Krzysztofa. Jestem przekonana, że wspomniany kiwał głową z uśmiechem słuchając tego z miejsca, w którym teraz jest.
Powrót do przeszłości z Dawidem
Moja przygoda z Męskim Graniem zaczęła się w 2016, kiedy liderami byli Organek, Podsiadło i O.S.T.R. I choć kolejne odsłony również mi się podobały, to chyba sami przyznacie, że to te pierwsze razy zostają w pamięci mocniej niż wszystko inne. Wspomnienia wróciły, gdy podczas finałowego koncertu na głównej Dawid zaśpiewał wykonywany właśnie w 2016 r. cover Anny Jantar –Nic nie może wiecznie trwać. Pojawiły się też wszystkie hymny MGO, których Podsiadło był częścią, ale to właśnie ten jeden utwór był dla mnie złotem.
Last but not least
Męskie Granie, dzięki, że Scena Ż i Scena Główna były ze sobą tak zsynchronizowane, że żaden koncert się nie pokrywał i nawet mimo drobnej obsuwy technicznej na Głównej, Scena Ż czekała aż wszystko wybrzmi do końca by zacząć kolejny występ u siebie. Brawo!
