Site icon All About Music

Męskie Granie 2018 zawitało do Krakowa. Relacja Weroniki Oszajcy

Fot. D.Kramski / LIVE
Fot. D.Kramski / LIVE

W minioną sobotę odbył się już czwarty koncert tegorocznej edycji Męskiego Grania. Tym razem słynna orkiestra zawitała do Krakowa, gdzie mimo ponad 30° Celsjusza czekała na nich siedmiotysięczna publiczność. Czy było warto?

Zdecydowanie tak! Już od lat wiadomo, że Męskie Granie to jeden z najciekawszych punktów na mapie letnich festiwali i prawdziwe święto polskiej muzyki. Imprezę otworzyła łódzka grupa L.Stadt, która zaprosiła na scenę Andrzeja Zielińskiego, wspaniałego muzyka znanego doskonale z zespołu Skaldowie, obecnego na polskiej scenie muzycznej już od lat 60. Łukasz Lach i Andrzej Zieliński wykonali wspólnie takie piosenki jak Oczy Kamieniec czy Od wschodu do zachodu słońca, tą ostatnią dedykując zmarłym w zeszłym tygodniu Korze i Tomaszowi Stańko.

Zaraz po nich przyszedł czas na jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie występów – na scenie pojawił się duet The Dumplings wraz z towarzyszącą im orkiestrą symfoniczną. Ubrani w piękne, kobaltowe stroje muzycy wykonali takie przeboje jak Kocham Być z Tobą, Nie gotujemy, Betonowy Las czy moje ulubione Ach, nie mnie jednej w pięknej, instrumentalnej aranżacji. Justyna Święs zaprosiła do współpracy Piotra Roguckiego, lidera formacji COMA, by wspólnie z nim zaśpiewać utwór Mewy. Po pierożkach przyszedł czas na Melę Koteluk. Oprócz znanych fanom hitów, pojawiły się też zupełnie nowe utwory, zapowiadające nadchodzący album wokalistki. Gdy występ Meli dobiegł końca, na Scenę Ż wkroczyła pełna energii Mery Spolsky, racząca słuchaczy dynamicznym electro-popem.  Ogromnym zaskoczeniem okazał się koncert formacji COMA. Zespół z  frontmanem Piotrem Roguckim na czele zaprezentował coś specjalnego – muzycy postanowili sięgnąć po utwory znane z produkcji dla młodzieży dawnych lat, takich jak Pan Samochodzik, Jacek i Placek oraz Podróże Pana Kleksa. Nie zabrakło gości specjalnych, wraz z COMĄ scenę odwiedziły Iza Lach śpiewająca z Roguckim Meluzynę i Daria Zawiałow, która wsparła wykonanie Przybyszy z Matplanety.

Na Scenie Głównej pojawił się również nigdy nie starzejący się KULT,  prowadzony przez niezwykle charyzmatycznego Kazimierza ,,Kazika” Staszewskiego. Publiczność od razu ruszyła w szalone pogo w rytm Baranka i innych znanych wszystkim rockowych przebojów.  Następnie przyszła pora na Ørganka i kolejne świetne hity. Missisipi w Ogniu i Wiosna również porwały publiczność i skłoniły do wspólnego zdzierania gardeł. Na scenę powrócił też Kazik, by wraz z Tomaszem Organkiem wykonać przebój Polska. Tu również nie obyło się bez entuzjastycznej reakcji publiczności.

Przed finałem Męskiego Grania 2018, znalazła się chwila by uczcić zmarłego niedawno Tomasza Stańko. Na chwilę scena rozbrzmiała hipnotyzującymi dźwiękami trąbek. Nie trwało to jednak bardzo długo, a gdy ucichły jazz’owe dźwięki, na scenę wbiegli członkowie Orkiestry Męskiego Grania – w składzie Dawid Podsiadło, Krzysztof Zalewski i Kortez. Tradycyjnie otworzyli występ wspólnym wykonaniem Początku.

Nie zabrakło również Chłopców Myslowitz, Peronu Jamala, Grandy Moniki Brodki czy Sorry Polsko, Marii Peszek. Gościem specjalnym Orkiestry okazała się Renata Przemyk, wraz z którą wykonano utwór Keskese. Nie obyło się również bez ponownej wizyty Kazika i jego przebojowej Gołoty. Wykonawcy zdecydowali się również na oddanie hołdu Korze, zamykając oficjalną część show Szarymi Mirażami z repertuaru Manaamu. Rozszalała publiczność namówiła ich jednak do bisu i zaraz po zejściu ze sceny powrócili, by ku uciesze tłumu ponownie zagrać Początek.

Podsumowując, świetne show. Tak jak wspomniałam, Męskie Granie to prawdziwe święto dla fanów polskiej muzyki, a także jedna z niewielu okazji na zobaczenie fenomenalnych twórców z naszego rodzimego gniazdka na jednej scenie. Nie brakowało niepowtarzalnych kolaboracji i jedynego w swoim rodzaju repertuaru. Nic dziwnego, że organizatorom udało się zgromadzić tak liczną, 7 tysięczną, publiczność, która przecież musiała stoczyć ciężką batalię o bilety. Impreza wyprzedała się momentalnie! Ciężko się jednak temu dziwić, to była moja pierwsza wizyta na Męskim Graniu i z całą pewnością rozważę wizytę również za rok. Zdecydowanie warto!

 

Fot. D. Kramski / LIVE
Exit mobile version