Site icon All About Music

Mery Spolsky wystąpiła w rzeszowskim Undergroundzie. Relacja Alicji Surmiak

Mery Spolsky to bezapelacyjnie jeden z najgorętszych debiutów polskiej sceny muzycznej 2017 roku, a może i ostatnich kilku lat. Album Miło Było Pana Poznać to nie tylko dawka porządnej muzyki, ale także wyraźne przedstawienie image’u artystki oraz jej pomysłu na siebie. A ponieważ twórczość Mery kojarzę jeszcze z jej pierwszych utworów, chętnie wybrałam się na koncert promujący jej debiut, żeby sprawdzić jak radzi sobie na żywo. 

To nie była pierwsza wizyta Mery Spolsky w Rzeszowie. Już dwa lata temu zawitała tutaj w ramach Carpathia Festival – i nie wróciła z pustymi rękami. Ale do rzeczy. Ten koncert miał wyjątkowy klimat – to także zasługa kameralnego Underground Pubu, który sprawdził się świetnie jako miejsce wydarzenia. Mery powitała publiczność za sprawą utworu Niema Mery, z akompaniamentem gitary. Przyznam, że muzyka tej artystki na żywo robi o wiele większe wrażenie. Przede wszystkim na podziw zasługuje fakt, że Mery jest na scenie sama. I chociaż można by było się spodziewać, że koncert na tym dużo straci, to w tym wypadku wręcz przeciwnie – niczemu mu nie brakuje. Piosenkarka robi wszystko, by występ nie miał żadnych ubytków. Raz gra na gitarze, po chwili podchodzi do klawiszy, a nawet łapie za pałkę perkusyjną, wspomagając się jeszcze nagranymi bitami i wokalami.

Warstwa muzyczna jest więc bez zarzutów, bardzo dobrze przygotowana, ale ten koncert nie byłby taki sam, gdyby nie świetny kontakt Mery z publicznością. Biega po scenie, a to zachęcając do klaskania podczas Liczydła, a to oddając słowo do odśpiewania w Miło Było Pana Poznać, czy prosząc o samodzielne wykonanie refrenu Wrzesień, dedykuje Sukienkę w Pasky osobom ubranym właśnie w paski, a między piosenkami opowiada anegdoty. Niezmiernie miłym akcentem było też wyjątkowe odśpiewanie  Szach Mat – utworu, dzięki któremu właśnie podczas Carpathia Festival zdobyła trzy nagrody. Obok tego największe wrażenie zrobiły na mnie jednak Brak i singlowy Alarm. 

Ponieważ, kiedy piosenkarka zapytała publliczność, czy jest gotowa na koniec koncertu, ta zgodnie odpowiedziała: Nie!, Mery bez wahania zagrała parę zakurzonych utworów na bis – takich, których na jej debiutanckim krążku nie znajdziemy: Czekam, Elfy i (mój faworyt) Imperium Moich Czarnych Brwi. Za to niemal od razu po występie wyszła do swoich wielbicieli i z uśmiechem podpisywała płyty oraz robiła pamiątkowe zdjęcia.

Kompletnie nie żałuję czasu poświęconego Mery Spolsky – swoim koncertem artystka udowodniła, że to jedna z najbardziej utalentowanych postaci współczesnej polskiej sceny muzycznej, a skoro zaznaczyła, że pisze średnio jedną piosenkę na dzień, to liczę, że i jej drugi krążek ukaże się w szybkim czasie. Na samo wydarzenie za to z chęcią wybrałabym się jeszcze raz. Miło było Panią poznać very much, auu!

Exit mobile version