2021 rok póki co nie przyniósł nam nowego albumu Mery Spolsky (chociaż kilka muzycznych niespodzianek zostało wydanych), ale za to dostaliśmy coś nowego, innego – mianowicie książkę Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj. Przygotowaliśmy dla Was recenzję tego wydawnictwa, zachęcamy do przeczytania – przybliżymy Wam tematykę, styl pisania i sam wygląd graficzny książki.
Książka Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj to debiut pisarski Mery Spolsky. Chociaż w sumie, jakby tak się zastanowić, teksty piosenek, to też swojego rodzaju twórczość artystyczna, zatem Marysia wcale nie odbiegła tak daleko od swojej „codziennej pracy”. Książka została wydana nakładem wydawnictwa Wielka Litera, a jej sklepowa premiera odbyła się 16 czerwca, natomiast 11 czerwca można było odebrać książkę z rąk artystki w galerii sztuki Nanazenit, która doczekała się nawet swojego rozdziału w książce Mery (na ten jeden dzień galeria zamieniła się w Księgarnię Spolsky).
Na samym początku chciałam poruszyć kwestię tytułu książki – zanim się ona ukazała pojawiło się sporo kontrowersji o tym, że tytuł „nie zachęca do przeczytania”, że jest „uderzający w osoby, które faktycznie walczą z depresją lub myślami samobójczymi”. Jednak takie opinie pochodziły w większości od osób nieznających twórczości muzycznej Mery, a tym samym jej osoby, stylu bycia i pisania, oraz tak jak to zaznaczyłam, one pojawiały się przed premierą wydawnictwa. A w końcu mówi się „nie oceniaj książki po okładce”, a ja polecam również nie oceniać książki po jej tytule. Dodam tylko tyle, że słowo „chyba” w tym tytule jest kluczowe i dowiecie się o tym czytając tę książkę.
Co warto zaznaczyć, książkę ilustrował Tomek Kuczma, czyli projektant, który odpowiedzialny jest m.in. za projekty okładek dla Arka Kłusowskiego (album Lumpeks), czy Krzysztofa Zalewskiego (album Zabawa). Tomek projektuje nie tylko okładki albumów, singli, ale też tytuły, napisy końcowe przy klipach video oraz wiele, wiele więcej. O samej szacie graficznej książki wspomnę jeszcze w dalszej części recenzji.
Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj to dla mnie książka z serią opowiadań, historii po części wprost z życia Mery Spolsky, a właściwie Marysi Żak, jednak na pewno nie wszystkie historie są autentyczne. Nie jest to autobiografia, gdyż nie mamy tutaj przedstawionego życiorysu Mery, od dzieciństwa, rok po roku, aż do dnia dzisiejszego. Mimo wszystko w książce możemy doszukiwać się aluzji wprost do Mery Spolsky, ale postać Marysi posiada wiele cech, których nie posiada Mery. Książka przedstawia życie Marysi, która jest główną bohaterką – to dwudziestokilkulatka, która właśnie układa sobie życie. Jest to postać, którą Mery zainspirowała sama sobą, ale wciąż w książce mamy pewien specjalnie stworzony świat. Mimo tego, że wydawnictwo opowiada (po części) historie autentyczne, takie, które Mery Spolsky przeżyła osobiście, to z częścią historii może się utożsamić bardzo wiele osób. To książka o relacjach z najbliższymi, o codziennych sytuacjach z życia, problemach, które dotykają większość „szarych i przeciętnych ludzi”, dlatego mimo pewnej dozy prywatności w tym wydawnictwie, potrafi trafić do wielu osób.
Książka momentami pisana jest rymem, w szczególności pierwszy rozdział, który jest zbiorem tego co nasza bohaterka lubi, a czego nie lubi. Wszystko napisane właśnie rymem, za pomocą krótkich zdań, ale mających przekazać konkretne informacje. Mówiąc szczerze, po takim wstępie obawiałam się, że cała książka będzie bardzo mocno rymowana i utrzymana w klimacie „krótkich zdań”. Jednak (całe szczęście) od kolejnego rozdziału to się zmieniło i zamieniło w normalne zdania, rymowane jedynie od czasu do czasu.
Książkę rozpoczyna miłe słowo od rodziców Marysi, dedykacja skierowana do samej autorki książki, czyli Mery Spolsky. To ciekawy zabieg, gdyż zazwyczaj to autor daje w książce dedykację komuś, a nie na odwrót.
O czym są historie w książce?
Niektóre są bardzo „życiowe”, opowiadają na przykład o czarnych myślach, jakie pojawiają się w głowie większości ludzi, inne to hołd w stronę kobiet – oddany kobietom przez kobietę – pokazanie jak świat bez kobiet by wyglądał oraz za co nasza bohaterka podziwia kobiety. Znajdziemy też opowieść o tym dlaczego czasem nie umiemy powiedzieć NIE w pewnych sytuacjach, albo o tym dlaczego czasem nam się nie chce czegoś zrobić np. pójść na poranny jogging. Książka Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj to też opowieść o kompleksach, z którymi mierzy się duża część osób. O tym, że doklejamy ludziom „łatki” np. po samym imieniu, bo kojarzy nam się z kimś konkretnym. O czarnych myślach, które są jak kruki. O absurdach z codziennego życia.
Niektóre z historii są bardzo osobiste, gdyż opowiadają o rodzicach bohaterki, inne o byłych, lub tym obecnym chłopaku, czyli różnych historiach z życia w związku. Znajdą się też rady dla potencjalnej przyszłej dziewczyny chłopaka bohaterki, która lepiej gdyby się jednak nigdy nie pojawiła. Mamy też historie osobiste, ale smutne, głównie te o śmierci Mamy naszej bohaterki.
Znajdziemy też rozdział poświęcony miłości do buldożków, opowieść o wyjeździe do Kuźnicy, ale też o wyjeździe w góry. Sami widzicie – jest różnie. Co ciekawe, w książce wielokrotnie pomiędzy różne „śmieszne” stwierdzenia wplątywane jest zdanie o śmierci Mamy bohaterki. Co jeszcze należy zaznaczyć, te krótkie historie, zwane przeze mnie rozdziałami, przeplatane są raz na jakiś czas wierszami.
Czego dowiecie się z książki?
Tak naprawdę wielu rzeczy o samej bohaterce, których nie dowiecie się z twórczości muzycznej, czyli tekstów piosenek. Jednak tak naprawdę nie do końca wiemy, które z historii są autentyczne i faktycznie dotyczą Mery Spolsky, a które dotyczą dwudziestokilkuletniej Marysi (czasem możemy być pewnie, że chodzi wprost o Mery, czasem możemy się domyślać, ale czasem tej pewności nie ma). Czytając dowiecie się tego, czy bohaterka stawia sztukę ponad miłość, czy może miłość ponad sztukę, jakie jest jej ulubione danie, ile ma tatuaży i kiedy planuje kolejny. Znajdziecie też informacje o tym jaki napój przywołuje Marysi wspomnienia na temat Francji i wyjazdów do tego kraju, czym jest tryb demo u facetów oraz buty w jakim kolorze przyprawiają naszą bohaterkę o dreszcze.
Należy zaznaczyć, że wiele z rozdziałów daje konkretne przesłania np.: należy doceniać to co się ma i cieszyć z małych gestów, należy kochać siebie, należy umieć powiedzieć po prostu NIE – przyznać, że czegoś nie lubimy, że nie mamy na coś ochoty w danym momencie, że coś znajduje się poza naszą strefą komfortu, której NIE chcemy przekraczać.
Nie chodzi o to, żeby zdradzić Wam całą zawartość książki, a jedynie wskazać o czym z grubsza ona jest, co się z niej dowiecie, dlatego o tematyce rozdziałów tyle, ale wspomnę jeszcze o samym zakończeniu tego wydawnictwa. Książkę kończy Testament, z którego po prostu wprost dowiemy się jak nasza bohaterka widzi swój pogrzeb, oraz co komu przepisze w testamencie. Niby jak cała książka, pisany jest językiem Spolsky, ale jednak rzekłabym, że zakończenie jest raczej smutne.
Co ciekawe, gdzieś tak od ponad połowy książki (od rozdziału Kuźnica Welcome To) na samym dole poszczególnych stron (na co drugiej stronie) zaczyna się wiersz, który właśnie pisany małą czcionką biegnie praktycznie do samego końca książki. Przyznam, że początkowo myślałam, że dostałam jakąś wersję książki „z dopiskami” i w oficjalnej wersji książki tego nie będzie, jednak po kilku stronach stwierdziłam, że to wszystko było zaplanowane i zamierzone. Co więcej, ciekawe, oryginalne i godne pochwały – Mery wie jak zaciekawić czytelnika. Ten biegnący dołem stron wiersz, to w sumie taka kontynuacja albo po prostu coś, co ma poprzedzać samo zakończenie książki, czyli właśnie Testament, gdyż tematyka i zakończenia i tego wiersza biegnącego przez doły stron jest podobna.
Nie chcę powiedzieć, że ta książka jest przeznaczona tylko dla fanów muzyki Mery Spolsky, bo myślę, że również ktoś, kto wcale nie zna muzyki autorki książki też odnajdzie się w tych historiach. Jednak prawdopodobnie Ludzie Spolsky, czyli fani muzycznej twórczości Mery odbiorą tę książkę po prostu w łatwiejszy sposób, mam na myśli chociażby język jakim pisana jest ta książka, rymy, przekleństwa, czy sam wygląd wizualny.
No właśnie, obiecałam że o samej szacie graficznej książki wspomnę jeszcze w dalszej części recenzji i zrobię to właśnie teraz. Książka jest niezwykle ciekawie zaprojektowana, w sposób angażujący czytelnika. Żeby nie być gołosłowną, podam Wam konkretne przykłady: stosowanie różnych czcionek, różnych kolorów tekstu, ale też kolorów stron, liczne grafiki wstawione pomiędzy treścią, tekst napisany bokiem, albo ułożony w kółko, a nawet do góry nogami. Powiem tyle, jest ciekawie, i dla mnie jest to fajne, chociaż zdaję sobie sprawę, że taki projekt graficzny może kogoś „rozpraszać” przy czytaniu. Jednak pamiętajmy, kto jest autorką książki i że jak to Mery, lubi zaskoczyć i lubi, żeby nie było pospolicie.
Podsumowując, książka jest na tyle różna, że momentami mnie rozśmieszała, czasami czytając po prostu uśmiechnęłam się pod nosem z myślą „ooo, nie tylko ja tak mam”, ale czasami też wzruszyła, dosłownie. Tak naprawdę żaden rozdział mnie nie zawiódł, gdyż każdy opowiadał o czymś konkretnym – każdy był warty przeczytania. Mimo, że jest to wydawnictwo raczej lekkiego typu, mam na myśli to, że czyta się miło i szybko, a większość historii jest albo z zabawnym zabarwieniem, albo po prostu są życiowe, to jednak część z nich była po prostu smutna – to historie, które odnosiły się do śmierci oraz wspominania Mamy naszej bohaterki.
Uważam, że wydawnictwo Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj to udany debiut pisarski Mery Spolsky. Otrzymaliśmy coś innego niż piosenkę, album. Wiem też, że Mery od dawna marzyła o tym, aby wydać książkę, dlatego tym bardziej się cieszę, że w końcu się to udało – spełniła swoje marzenie jednocześnie uszczęśliwiając swoich fanów. To na pewno ciekawa pozycja do przeczytania, niebanalna i nieoczywista zarówno w treści, jak również jeżeli chodzi o sam wygląd książki. Moim zdaniem to pewnego rodzaju eksperyment pisarki, który zdecydowanie się powiódł. Teraz pozostaje czekać na kontynuację opowiadań Marysi, czyli kolejną część książki, na którą osobiście bardzo liczę i z chęcią bym przeczytała!

