Site icon All About Music

Mela Koteluk podsumowuje drugą płytę w Toruniu. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Druga płyta jest dla artysty pewnym sprawdzianem jego talentu. Tego, czy po promocji pierwszej płyty jest jeszcze w stanie coś nowego wnieść do muzyki i to, czy się to przyjmie wśród nowych jak i stałych słuchaczy. Temu sprawdzianowi sprostała na pewno Mela Koteluk.

O tym, że Mela Koteluk kończy promocję swojego drugiego wydawnictwa wiemy nie od dziś. Wokalistka postanowiła celebrować to specjalną trasą koncertową Zmienne tętno, podczas której odwiedza najważniejsze miasta w Polsce. Mniej więcej na półmetku przyjechała również do Torunia i wystąpiła w przepięknej sali koncertowej CKK Jordanki.

Zmienność to słowo klucz podczas tej trasy. Jeśli ktoś spodziewał się powtórki z wiosennych koncertów, to czekała go mała niespodzianka. Wszystkie utwory bowiem zostały przearanżowane i praktycznie niczym nie były podobne do ich studyjnych wersji z płyty. To co się rzucało na pierwszy rzut oka to mroczność. Taka typowa z alternatywnych koncertów, gdzie światła co prawda grają dużą rolę w całym wydarzeniu, ale główna gwiazda i tak jest dla nas nieco niewidoczna. Mimo żółtych czy niebieskich neonów, Mela ubrana w czarny rozkloszowany płaszcz, była mało widoczna. Bardziej kładło się tu nacisk na widoczność całego zespołu, który chyba sprostał zadaniu wywrócenia wszystkich kompozycji do góry nogami. Nowe aranżacje dodały utworom dużo surowości i oschłości w dobrym tego słowa znaczeniu. Moje wcześniejsze nawiązanie do koncertów spod znaku alternatywy nabiera tu nowego sensu. Któż by się spodziewał jeszcze rok temu, że Mela przygotuje nam taką trasę koncertową?

Już rozpoczynające koncert Stale płynne wprowadziło nam w klimat całego koncertu. Początkowo byłem trochę obojętnie do tego nastawiony. Słyszałem słowa, które ewidentnie znałem i słyszałem je z znanych ust, ale aranżacja była kompletnie inna niż się spodziewałem i kompletnie inna do jakiej się przyzwyczaiłem. Był to koncert na pewno zaskakujący, pokazujący wokalistkę z nowej, innej odsłony. Bo czy wykonywała Tragikomedię, Tango katana czy Melodię ulotną, było to innowacyjne i świeże. To co jednak najbardziej mnie zaskoczyło to wykonanie piosenki Stan dusz na bisie, gdzie wszyscy instrumentaliści wraz z Melą stanęli w okręgu i wykonali ten utwór a capella. Zupełnie bym się tego nie spodziewał przed koncertem.

Mela wyrobiła sobie w naszym kraju już pewną renomę. Nieważne co śpiewa i w jakiej formie – to jest po prostu dobre. Wciąż jednak liczy się dla niej Muzyka przez duże M i fani, którzy przybywają na jej wyprzedane koncerty. Narodziła nam się prawdziwa artystka, czasami Mela – poetka, wciąż jednak naturalna i nikogo nie udająca. Mela Koteluk.

Treść
Treść
Exit mobile version