
Czekałem na ten koncert, gdyż byłem ciekaw jaką mieszankę dadzą te dwie osobistości. Zwłaszcza, że mam w pamięci jeszcze projekt Portera i Nergala, który choć przyjemny w odbiorze, nie był najprzyjemniejszym doświadczeniem dla obu muzyków, obdarzonych silnymi charakterami. W tym przypadku duetu Mazolewski/Porter widać jednak chemię i zgodność artystyczną.
Wojtek Mazolewski i John Porter przybyli do Poznania by zaprezentować ich wspólne dziecko, czyli Philosophie. Album sam w sobie czerpie z różnych gatunków i nurtów, dlatego koncert był doświadczeniem wielowymiarowym. Odwiedzając poznańską Tamę poczułem się trochę jak w amerykańskim Kolorado. Zwłaszcza przy takich kawałkach jak Strangers. Zresztą w erze syntezatorów każdy numer, w którym mogłem usłyszeć gitarę akustyczną wywoływał na mojej twarzy uśmiech.
Wyróżniał się też Six Feet Under, pozwalający Porterowi wybrzmieć jego głębokiemu tembrowi, a Mazolewskiemu pokazać swoje umiejętności w cięższych partiach basu. Świetną przeciwwagą dla poważniejszych numerów były takie energiczne kawałki jak Life Story, czy Orange Sunshine. Żywsze utwory były też okazją do scenicznych akrobacji instrumentami, a nawet pokazem tanów Portera. Duet świetnie wspomagali perkusista Tomek Wadowski i Piotr „Rubens” Rubik. Ten drugi zasługuje na pochwałę za świetne solówki i idealnie wkomponowane partie syntezatorowe.
Filozofia wykładana przez profesorów Mazolewskiego i Portera zdecydowane do mnie przemawia. Podczas niespełna półtoragodzinnego występu był czas na smutne refleksje na temat życia, ale też momenty afirmacji otaczającego nas świata. Na bis natomiast dostaliśmy miłą niespodziankę – niepublikowany wcześniej nowy singiel. O kawałku mogę powiedzieć, że był świetnym podsumowaniem wspólnej twórczości obu Panów. Oby była to zapowiedź nowego krążka.
