Site icon All About Music

Max Jury – Max Jury (2016), recenzja Justyny Rojek

Być może jego nazwisko nie mówi nam (jeszcze!) zbyt wiele, a piosenki niekoniecznie podbijają listy przebojów ale coś w nim przykuwa uwagę. Czy to sprawka osobistych kompozycji podpartych mieszanką różnych gatunków muzycznych? Czy subtelnego głosu idealnie współgrającego z  brzmieniem akordów na pianinie? Ciężko stwierdzić, ale jedno jest pewne gdy będziesz potrzebować chwili oddechu od czysto komercyjnych kawałków pop on sprawdzi się idealnie. Max Jury, czy 24-letni piosenkarz i kompozytor z Iowy właśnie wkracza do gry! Jakiś czas temu wydał swój debiutancki album zatytułowany po prostu Max Jury i z pewności już niedługo będzie o nim głośno – tym bardziej, że grono jego fanów zasila Lana Del Ray i Mark Ronson!

Na wstępie od razu dostajemy jeden z lepszych utworów na płycie – singiel Numb. Całość otwierają delikatne dźwięki wygrywane na pianinie z nucącym chórkiem gospel w tle. Po chwili do reszty dołącza łagodny głos wokalisty, a w następnej kolejności perkusja oraz bass. W miarę rozkręcania się kawałka początkowo posępny klimat ustępuje miejsca urzekającej kombinacji elektryzujących wokali i lekkiej melodii. Lirycznie natomiast utwór przywołuje kwestię tęsknoty artysty za wolnością: Mały droździe na moim oknie, zaśpiewaj ładną piosenkę dla mnie, czy nie wiesz, że możesz odlecieć daleko stąd? Do grona pewniaków należy również romantyczna kompozycja Love That Grows Old. Nie dość, że głos Maxa jest wręcz stworzony do intymnych wyznań, to jeszcze zwinnie prowadzi całą linie melodyczną. Do całego wysmakowanego klimatu pod koniec utworu zostają sprawnie dodane skrzypce, które  wzbogacają wartość przekazu.  Artysta śpiewa o potrzebie znalezienia miłości życia – nie ważne jak długo będzie musiał czekać i ile walk będzie musiał o nią stoczyć.

Jeśli powyższe kawałki można uznać za pełne nostalgii to kolejne dwa będą wręcz depresyjne. Great American Novel przyjmuje formę żałobnej pieśni, wypełnionej trzema kluczowymi elementami: łagodnym wokalem piosenkarza, delikatnym brzmieniem pianina i melancholijnych smyczków dodających głębi i emocji. Zawarta w piosence historia bolesnej rozłąki z ukochaną cały czas przytłacza podmiot liryczny i nie pozwala iść naprzód: Teraz czekam na pociąg z Nowego Jorku do Bostonu, to nie tak miało być, to nie tak miało być … Home kompozycja równie gorzka co poprzednia ale już z nutką minimalnej nadziei – przywodzi na myśl ballady z solowego dorobku  McCartneya czy Lennona. Jestem daleko, daleko od domu Max śpiewa z rozżaleniem. Choć droga, którą podąża sprawiła, iż oddalił się od Iowy – miejsca w którym się wychował, to pomimo wszystko nie zapomniał o swoich korzeniach i w piosenkach pragnie to przekazać.

Przejdźmy teraz do aranżacji wprowadzających nutkę ożywienia na albumie. Tak jest w przypadku Standing On My Own, w której można zatracić się bezpowrotnie. Max nieznacznie eksperymentuje z wokalem, który z szeptu przy zwrotkach przechodzi w falset w refrenach. Dopełnienie dla całości stanowi użycie rogu, który miejscami akcentuje tą wysmakowaną  kompozycję. Piosenka porusza kwestię odzyskania niezależności po toksycznym związku: Zabierz swoje pieniądze (…) gdzieś indziej, a kiedy zobaczę Cię na ulicy, będę już żyć na własny rachunek. Z kolei gdy słuchamy Beg & Crawl to budzi skojarzenie z rockowym graniem z lat 70 – tych. Pozornie wesoły kawałek – głównie za sprawą gitarowej melodii, tak na prawdę prezentuje realne spojrzenie na sprawy uczuciowe. Jest sprawą jasną, że w miłości może się coś zepsuć i warto liczyć się z tym od początku.

Max Jury to niczym stara dusza w młodym ciele. Jego głos stworzony do opowiadania historii i styl muzyczny od country, soul poprzez gospel i rock’n’roll stanowią nową jakość w starciu z dzisiejszą muzyką pop. Choć od strony lirycznej album nie oferuje niczego przełomowego – tematyka problemów miłosnych była poruszana już nie raz. To jednak w wydaniu vinatge brzmi to przede wszystkim oryginalniej. Sam artysta przyznaje, że nie chce tworzyć pompatycznych historii, gdyż pisanie tekstów jest niczym prowadzenie dziennika. A gatunek muzyczny jaki się obiera nie ma większego znaczenia – kiedy w rachubę wchodzą sprawy sercowe przekaz tak czy inaczej będzie ten sam.

I jeszcze mały bonusik spoza płyty ale musiałam to przemycić:

 

Exit mobile version