Max Bravura to śląska formacja grająca rock’n’rolla. Choć jeszcze trochę ponad trzy lata temu grupa była objawieniem poznańskiego Spring Breaka, niedługo po tym słuch po niej zaginął. Jak się okazało, był to czas na redefinicję składu i nie tylko. Zespół powrócił z nową mocą prezentując płytę Too Bravura, która 5 lutego trafia na połki sklepowe i do serwisów streamingowych. My już mieliśmy okazję posłuchać 8 premierowych utworów. Jeśli jesteście ciekawi, co myślimy o tym wydawnictwie, zapraszamy do czytania.
Dlaczego zawsze najtrudniej przychodzi napisanie wstępu i przychodzi on dopiero w formie wniosków na sam koniec? Impuls, przebłysk. Kiedy mówicie o czymś, że jest na przykład „too much”, macie zazwyczaj na myśli, że czegoś jest po prostu zbyt wiele, za bardzo. Jak to się odnosi od płyty, o której chcę opowiedzieć? Długo myślałam, że interpretacja tytułu jest wprost podana na tacy, jednak nic bardziej mylnego. Odnoszę wrażenie, że autorzy w ten sposób chcieli zaznaczyć, jak bardzo ten krążek jest „ich”, jest spójny z tym, na co pracowali przez dłuższy czas, z tym co siedzi w ich głowach. Za pośrednictwem ośmiu utworów chcieli podzielić się tym wszystkim z odbiorcami.
Już od samego początku jest gitarowo i po prostu głośno. Wokal wręcz wykrzykuje nam prosto w twarz, że nigdy nie grał na OFFie ( przyp. red. Off Festival, odbywający się co roku w Katowicach). Przyznaje się, że poniekąd jest to jego wina, jednak z drugiej strony jest to po prostu zrządzenie losu. Podchwytliwie zaczepia samego Artura Rojka pytając, dlaczego to jeszcze nie nastąpiło Początkowo dość trudno zrozumieć mi wybór tej piosenki na otwierającą album, jednak po analizie tekstu ma to jednak głębszy sens – w końcu chodzi o to, żeby znać swoją wartość! Jest to jedna z bardziej chwytliwych kompozycji na płycie.
Płynne przejście do Myśliwych wprowadza słuchacza w niemałą nostalgię. Na myśl przychodzą retro klimaty, trochę w stylu świetności indie rocka w bardzo klasycznym, eleganckim wydaniu. Już po drugim utworze jesteśmy mniej więcej w stanie stwierdzić, że będzie to dość zróżnicowane wydawnictwo. Wśród zbliżonych twórców zdecydowanie wyczuwam chociażby króla czy Swiernalisa.
Teardrops z kolei przenoszą nas w świat Kings Of Leon. Może to tylko moje spostrzeżenie, jednak oczami wyobraźni widzę przed sobą zadymiony saloon na Dzikim Zachodzie, gdzie bywalcy nie stronią od alkoholu.. i dobrej muzyki na żywo! Jest to pierwsza z kompozycji na płycie w całości po angielsku i muszę nieśmiało przyznać, że takie wydanie Max Bravura skradło moje serce. Chcę po prostu czuć ten piach zarówno w muzyce, jak i w wokalu. I tutaj dostaję to na tacy.
Nie inaczej jest w przypadku My Voice. Jest to utwór nieco bardziej żywy od swojego poprzednika, pojawiają się tu elementy syntezatorów i elektroniki. Aż chce się przywdziać kowbojki i koszulę w kratę! Charakterystyczna barwa głosu Macieja Wachowiaka pozostaje w głowie na dłużej.
Johnny wydaje się być kontynuacją serii. Im dłużej zagłębiam się w zakamarki płyty, dostrzegam coraz więcej smaczków. Nie odkryję przysłowiowej Ameryki mówiąc, że grupa jest powiewem świeżości na polskiej scenie muzycznej. Może nawet nie tylko na polskiej. Mam wrażenie, że teraz mało kto chce grać rock’n’rolla.
Ogromnym zaskoczeniem okazał się być dla mnie Repetetywny. Wyraźnie da się w tej piosence wyczuć ducha lat 80tych, wpływy rodzimej sceny – zespołów będących swojego rodzaju ikonami tamtych czasów, czyli Republiki i Manaamu.
Mostly 4 Fun to jeden z singli zwiastujących wydanie albumu. Ten najbardziej elektroniczny kawałek momentami zahacza nawet o jakieś ciemniejsze, mroczniejsze brzmienia. Nie boję się przyznać, że utwór zdecydowanie jest moim ulubieńcem na Too Bravura. Chwilami da się tu wyczuć nawet inspirację kultowymi Depeche Mode.
Reasons jest niemalże idealnym kandydatem na piosenkę zamykającą wydawnictwo. Pojawiają się gitary, chwytliwy refren. Chce się tańczyć! Trochę jak w transie, gdy wszystko wiruje dookoła. I już nie wiesz, czy wszechświat się kręci wokół Ciebie, czy ty wokół niego.
Eklektyczność tej płyty sprawia, że zostaje ona na całkiem długo w pamięci. Patchworkowa układanka piosenek, gdzie przenikają się elementy różnych stylów gra na korzyść całości. Choć album może nie jest niczym odkrywczym, nie można zarzucić mu tego, że nie jest przyjemny dla ucha. Propozycja zdecydowanie warta przesłuchania.
