Mateusz Ziółko cztery lata temu wygrał 3. edycję programu The Voice of Poland. Od tego czasu zdążył już współpracować m.in. z Liberem czy Sylwią Grzeszczak, ale dopiero niedawno ukazał się jego debiutancki album studyjny zatytułowany Na nowo. Pozostaje więc nam tylko sprawdzić czy wokalista faktycznie wnosi nim coś „nowego” do polskiej muzyki rozrywkowej.
Już w programie The Voice of Poland Mateusz Ziółko pokazał, że ma świetny wokal. Brakowało mu tylko odpowiedniego repertuaru. Być może właśnie te 4 lata były potrzebne na to, żeby o taki zadbać. 26 maja do sprzedaży trafił jego debiutancki longplay Na nowo. Płyta zadebiutowała na 5. miejscu na OLiSie, a 2 tygodnie po premierze ZPAV przyznało jej status złotej. To całkiem niezły wynik jak na debiutanta. Co więc takiego możemy znaleźć na albumie, że ludzie po niego sięgają?
Najmocniejszym utworem na krążku jest zdecydowanie W płomieniach. Jest to świetny popowy numer, który osiągnął zasłużony sukces komercyjny. Interesujące pod względem swojego brzmienia są też Ogień i woda, Szkło oraz tytułowa piosenka z albumu – Na nowo, gdzie melodia i oryginalny styl frazowania Mateusza w refrenie nadają nagraniu smaku. W popowych aranżacjach Mateusz potrafił przemycić też całkiem mądre teksty, choćby w kompozycji Układ.
Na tle całej płyty wyróżnia się ballada I co?. Jest to prawdziwy emocjonalny zastrzyk. Spokojna muzyka i mocny tekst znakomicie ze sobą współgrają, a połączone ze śpiewem Mateusza na tle m.in. fortepianu i gitary, skłaniają do refleksji. Kompozycja umieszczona w środku albumu jest doskonałym przerywnikiem między szybkimi popowymi nagraniami i pozwala nieco od nich odpocząć.
Najsłabszymi pozycjami na wydawnictwie są: Planety, Czas i miejsce oraz Jednoślad. Pierwszy z nich niesamowicie się dłuży, a monotonny i zapętlający się refren zdaje się nie mieć końca. Jeśli chodzi o Czas i miejsce, to jego słabą stroną również jest refren. Po prostu polskich piosenek z powtarzającym się „łooouułoo” w refrenie jest już za dużo i staje się to męczące. Natomiast słuchając Jednoślad można odnieść wrażenie, że jest to utwór dla dzieci. Tekst nie ma większego sensu, a podejrzewam, że każde dziecko ucieszyłoby się z „piosenki o jednośladzie”. No i tutaj też pojawia się w refrenie irytujące „łooouułoo”.
Na koniec albumu został umieszczony cover przeboju When a Man Loves a Woman oraz dwa kawałki z gośćmi – Liberem i Sylwią Grzeszczak. Chociaż teoretycznie to Mateusz jest gościem w tych utworach, to i tak trafiły one też na jego płytę. Obie kompozycje były promowane przez rozgłośnie radiowe już jakiś czas temu (pierwszy za sprawą promocji filmu komediowego, a drugi zwiastował czwarty album Grzeszczak), a nawet pokryły się podwójną platyną.
Na nowo nie jest skierowane do wszystkich. Wiadomo, że mężczyzna śpiewający o miłości ma swój odpowiedni target. Mimo wszystko krążek jest przyjemny i nie brakuje na nim fajnych kawałków do radia. Muszę pochwalić też dobrą promocję albumu, w pierwszej kolejności – dobry wybór singli i gości (Libera, Sylwię Grzeszczak), bowiem utwory z ich udziałem niewątpliwie pomogły wejść Mateuszowi do mainstreamu. Warto zwrócić uwagę, że piosenki z płyty, oprócz promocji radiowej, są puszczane również podczas napisów końcowych serialu Barwy Szczęścia, co przy kilkumilionowej widowni jest świetnym zabiegiem. Wydawnictwa z pewnością nie można uznać za złe, a nawet można powiedzieć, że jest to udany debiut.

