Site icon All About Music

„Marzę o wielu rzeczach związanych z muzyką i swoją drogą, ale bycie kochanym było dla mnie najważniejsze.” Wywiad z Arkiem Borzdyńskim.

Arek Borzdyński to wokalista, kompozytor powiązany przez wiele lat z teatrem muzycznym. Jego debiutancki album studyjny Klinika, wydany 25 marca 2026 roku, stanowi odważną i osobistą opowieść o emocjach, poruszającą istotne tematy zdrowia psychicznego, lęków oraz dążenia do spełnienia marzeń. Z Arkiem rozmawialiśmy o symbolice Kliniki i jej terapeutycznej roli, procesie pokonywania depresji poprzez pisanie piosenek oraz o tym, jak przypadkowe spotkanie zaowocowało współpracą z Liberem. Poruszyliśmy także temat presji czasu, jaką odczuwa jako debiutant oraz o jego trudnej walce o bycie wysłuchanym w świecie zdominowanym przez młodych twórców.

JULIA MACIĄG: Jesteśmy właśnie po premierze Twojego pierwszego albumu Klinika. Jak się czujesz jako debiutant?

AREK BORZDYŃSKI: Zmęczony już od początku tej drogi, ale na pewno z drugiej strony cały czas zapracowany. Tak naprawdę to nie jest miejsce jeszcze na rachunek tego jak to było, jak się czuję. Najtrudniejsza droga i najtrudniejsza robota do wykonania dla mnie jest teraz. Wydać płytę to jest dopiero pierwszy krok do tego, co się dzieje dalej. Teraz też zajmuje mi głowa dopięciem trasy koncertowej, więc roboty jest cały czas, jeszcze cały czas bardzo dużo.

JM: Skąd pomysł na tytuł albumu Klinika oraz dla samej piosenki? Co ma właściwie ta Klinika symbolizować?

AB: Cały utwór skupia się na tematach terapeutycznych i na zdrowiu psychicznym. Ja wiem, że to brzmi dość dziwnie, szczególnie w motywie muzyki popowej, bo faktycznie ta warstwa muzyczna jest popowa, jest lekka i prosta. Natomiast warstwa tekstowa tutaj jest dużo cięższa, na takim kontraście.

Skąd się to wzięło? Ja po takim momencie, kiedy skręciłem z teatru muzycznego w stronę muzyki autorskiej i zacząłem pisać własne utwory, wydałem jeszcze w 2023 roku EP-kę „Retrospekcja”. Były to moje pierwsze autorskie utwory, które w ogóle pokazałem światu. Po premierze EPki musiałem sobie zrobić dwa lata przerwy. W momencie, kiedy zauważyłem, że wychodzę z trudnego świata, jakim jest teatr muzyczny, i wchodzę w świat jeszcze trudniejszy, chyba miałem w głowie coś takiego, że wydam EP-kę i od razu mogę lecieć w kosmos. Że mogę podbić świat tymi pierwszymi utworami. Szybko jednak okazało się, że świat muzyczny – a szczególnie pop i szeroko pojęta muzyka rozrywkowa – tak nie działa. Przez pierwsze dwa lata po premierze EP-ki „Retrospekcja” musiałem sobie poukładać wiele spraw w głowie. W tym czasie pojawiało się też sporo pytań związanych ze sferą terapeutyczno-psychologiczną na zasadzie dążenia do spełnienia swoich marzeń, walki o swoje pragnienia, jakieś takie marzenia. Też wracałem myślami do tego wychodzenia z mojej depresji kiedyś. Stwierdziłem, że skoro buzuje we mnie tak dużo emocji związanych ze zdrowiem psychicznym i odkrywaniem samego siebie, to właśnie ten temat chcę poruszyć na płycie. I tak powstał pomysł na album „Klinika”. Pomyślałem też, że jeśli słuchacze kiedyś dotrą do tej muzyki, być może będą mogli utożsamić się z tekstami o zdrowiu psychicznym, walce o swoje pragnienia i marzenia, a także o trosce o samego siebie.

JM: W tym utworze mówisz o tym, że zapominasz wielu rzeczy, m.in. imię psa, kolor ścian, co zabrał czas itd. Czy to mechanizm obronny, którym próbujesz bagatelizować wspomnienia z drugą osobą, o której śpiewasz?

AB: Zupełnie nie. Jednym z elementów terapii było – i wciąż jest – zdrowe zapominanie. Mózg z czasem zapomina o tym, jaka ta depresja była trudna. Jakie te lęki, które kiedyś były we mnie były wykańczające. W momencie, kiedy człowiek jest w depresji i walczy ze swoimi lękami – ja wtedy chorowałem na nerwicę lękową – ma głębokie przekonanie, że już z tego nigdy nie wyjdę i to się nie zmieni. Za każdym razem, kiedy o tym myślałem, co się dzieje we mnie, miałem poczucie, że to jest nie do uleczenia. Dzisiaj po tylu latach kompletnie nie pamiętam tamtych stanów i co się ze mną wtedy działo. Kiedy człowiek zaczyna wychodzić z tego wszystkiego, mózg po prostu zaczyna zapominać Zaczyna skupiać się na tym, co tu i teraz, na dobrych rzeczach, które później pojawiają się w życiu. Dlatego to zapominanie pokazuję jako jeden z elementów wychodzenia z depresji – człowiek stopniowo wypiera te najgorsze doświadczenia. To taka dobra funkcja naszego mózgu.

JM: Sam album otwiera utwór Plan, który dla mnie zapadł bardziej w pamięci ze względu na to, że ja lubię rockowe ballady. Pada tam, że masz świetny plan. Po czym wnioskujesz, że on faktycznie tak jest?

AB: Faktycznie ten utwór jest troszkę inny niż pozostałe. Mamy zawsze na życie świetny, idealny plan na życie i chcemy brnąć w myśli, że tak jest. A jak się po czasie okazuje, ktoś z góry ma zupełnie inny Plan. Wszystko, co wymyślamy jest w zupełnej sprzeczności z tym, co tak naprawdę mamy robić i co nas w życiu czeka. To był taki moment, kiedy wyobrażałem sobie, co będzie za 10, 15 czy 20 lat na mojej muzycznej drodze. Wydawało mi się, że już jestem spełniony, że stoję na wielkich scenach i że mój plan właśnie zaczyna się realizować. Ale rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. I chwała Bogu, że tak nie wygląda.

JM: Przeciwieństwem tego utworu jest za to Poddam się. W utworze odwlekasz moment poddania się. Że ludzie odradzają ci różne rzeczy i próbują cię demotywować, a ty wspominasz, że najpierw musisz pójść spać, znaleźć się w HBO czy mieć radiowy przebój. Czy to taki pstryczkiem do hejterów, że mimo wszystko będziesz dążyć za swoimi marzeniami?

AB: Odebrałaś to co do joty. Mam takie wrażenie, że mało kto ten utwór aż tak zrozumiał i to super. Bardzo często miałem pod górkę niestety. Jak się wychodzi z teatru muzycznego, to się kompletnie nie jest w świecie muzycznym.

Kiedy chciałem sobie wymyślić, że będę teraz brnął w muzykę i wychodzić z nią do ludzi, to ja nie miałem kompletnie nikogo. Ja nie miałem producenta, wytwórni, wydawnictwa. A jak już ktoś się pojawiał, to zazwyczaj była to osoba, która albo chciała mnie wykorzystać. I raczej każdy podkładał nogę. Na każdym kroku chciałem się poddać, ale wiedziałem, że jak pójdę spać i rano wstanę, to już z nową energią i znowu będzie mi się chciało. To jest moc dążenia do swojego celu.

JM: A propos dążenia do celu i marzeń. Masz utwór Marzenie i pojawiają się tam ciekawe marzenia o byciu szamanem, kosmitą, czy tam wróżbitą. Czym jest właśnie dla Ciebie marzenie?

AB: Totalnym brakiem granic, czyli że naprawdę można sobie wymyślić, co się chce i brnąć za tym marzeniem, które gdzieś tam w nas buzuje. Uważam, że marzenia nie mają granic, że warto marzyć, że to jest główny napęd naszego życia i to nas gdzieś tam pcha do przodu. Mimo wszystko, jak się tak człowiek nad tym wszystkim zastanowi, to takim najistotniejszym, najważniejszym, najgłębszym, najważniejszym marzeniem jest to, żeby być kochanym. Marzę o wielu rzeczach związanych z muzyką i swoją drogą, ale bycie kochanym było dla mnie najważniejsze. Czułem wtedy, że bardzo tego potrzebuję. Trudno mi powiedzieć, czy był to jakiś deficyt miłości, ale myślę, że każdy ma w sobie potrzebę bycia kochanym. Każdy chce mieć obok siebie bliską osobę i czuć się dla kogoś ważny. Dlatego wydaje mi się, że tym największym marzeniem było właśnie posiadanie kogoś bliskiego – drugiej połówki – i otrzymywanie od tej osoby miłości.

JM: Na albumie znajduje się jedna współpraca, a konkretniej z Liberem do utworu Spice Latte. Skąd się wziął pomysł, żeby zaprosić go do tego utworu?

AB: To był totalny przypadek. I tu te przypadki w życiu chyba są najfajniejsze i najbardziej zaskakujące. Ja z Liberem poznałem się na tekst misji. To są takie warsztaty songwriterskie, gdzie Liber był jednym z wykładowców. Ma coś takiego, że on się bardzo zamyka w sobie jak pisze. I właśnie niestety tak prowadził te warsztaty, że on po prostu siadał z tą kartką, jego nie było. Nikt nie wiedział, co on tam pisze. On tam pisał swoje. Ja też byłem zamknięty ze swoim zeszytem i pisałem swoje. Później jak on już pokazał to, co on napisał, to było to tak spójne z tym, co ja miałem. W efekcie wymienialiśmy się linijkami.

Później Liber zadzwonił do mnie jako pierwszy po tych warsztatach z prośbą, czy ja mogę mu pomóc napisać tekst dla innego artysty i zgodziłem się. W momencie, jak już wiedzieliśmy, że nam się fajnie pisze, to tak po prostu podsunąłem mu „Spice Latte”, żeby posłuchał. A może nawet gdzieś tam powiedziałem, tak przy okazji, może byś nam dograł.

On posłuchał i dosłownie dwa tygodnie później wysłał gotową zwrotkę i już nagrany wokal. Powiedział, że mu się to bardzo podoba. To było w moje imieniny i pamiętam, że on mi taki prezent zrobił. To był tak brakujący puzzle do tej piosenki. Początkowo ten utwór na koncertach śpiewałem sam, z moją drugą zwrotką, którą śpiewałem. Ostatecznie stwierdziłem, że jak Liber mi wysłał materiał, to od razu wyrzuciłem swoją zwrotkę i wrzuciłem jego.

JM: A myślisz nad wydaniem też tej solo wersji?

AB: W ogóle nie. On po prostu rozbił tym tekstem bank. To było tak świetne i tak bardzo mi się spodobało, że uznałem, iż właśnie tak ten utwór powinien wyglądać.

JM: Zły jest utworem, w którym ja miałam wrażenie, że jesteś niezrozumianą osobą i ludzie nie wiedzą, co masz na myśli. Czy spotykasz się ze zjawiskiem niezrozumienia przez środowisko?

AB: Niezrozumienie może to jest za duże słowo, ale może raczej niewysłuchanie. Często jest tak, że media oczekują od debiutanta, który wydaje muzykę, nawet tak ciężką tekstowo jak „Klinika”, że będzie mówił wyłącznie o tym, jak jest wspaniale, kolorowo i ekscytująco, bo przecież wychodzi debiutancka płyta. Tylko że przy dzisiejszej konkurencji rzeczywistość wygląda trochę inaczej. Często opowiadam o tym, o czym jest „Klinika”. Mówię o wszystkich kwestiach terapeutycznych i psychologicznych, bo faktycznie o tym jest ta płyta. I tak jak zapytałaś mnie na początku, skąd to wszystko się wzięło, to myślę, że właśnie z tego poczucia niewysłuchania. Człowiek bardzo dużo próbuje, szuka, tworzy, komponuje, później wydaje muzykę, a mimo to nadal czuje się niewysłuchany. Kiedy działa się na własną rękę i nie ma za sobą dużej wytwórni, człowiek naprawdę staje na głowie, żeby zostać zauważonym i wysłuchanym. Żeby w ogóle dotrzeć do jakichkolwiek słuchaczy. Na początku tej drogi to jest ciągła walka o odbiorcę i niestety dziś wygląda to właśnie w ten sposób. Dlatego to poczucie niewysłuchania wciąż gdzieś we mnie siedzi i czasami dalej się we mnie gotuje.

Utwór „Zły”, jest stricte o takim niewysłuchaniu, choć to był bardziej miłosny zawód. To był moment, kiedy poznałem pewną osobę, która w trakcie pracy nad tą płytą w jakiś sposób mnie skrzywdziła i zraniła. Stwierdziłem, że jak ja tego nie przeleję na pianino, to po prostu zwariuję. Mimo, że była druga w nocy, usiadłem do pianina i wylałem całą złość na nie. Swoją drogą tekst, że sąsiedzi nie mogą spać jest prawdziwy, ponieważ autentycznie trzaskali mi w kaloryfer. Komponowałem, śpiewałem i nagrywałem w nocy całą demówkę. 

JM: Zaintrygowała mnie Sesja, ponieważ jest ona dosłownie opisaniem tej sesji terapeutycznej. Skąd wziął się pomysł, żeby opisać przebieg takiej typowej sesji?

AB: Płyta była praktycznie cała już gotowa. Mieliśmy siedem kawałków już na płycie zamieszczonych, ale ja wiedziałem, że chciałem mieć z tych kawałków osiem. I tych utworów było kilka. Ja „Sesję” znalazłem gdzieś w szufladzie i był skomponowany już dawno temu. Być może to było nawet pisane kiedy korzystałem jeszcze z terapii. Stwierdziłem, że tutaj nie ma innej opcji, żeby tego utworu nie było. To jest jedyna ballada na płycie, gdzie jest samo pianino i wokal. Stwierdziłem, że sesja opisująca terapię musi być.

JM: Nie każdy dzieli się odczuciami, jak taka sesja się odbywa. Tak naprawdę też istnieje tajemnica, wiadomo, ale to jest tak napisane bardzo uniwersalnie, że można się poczuć faktycznie jak w tym gabinecie.

AB: Dokładnie. Ja też nie używam konkretnych opisów, o czym rozmawialiśmy, więc faktycznie to jest opis dość szeroki, że tutaj można się po prostu znaleźć i tyle. Aczkolwiek, nawet gdybym miał użyć jakichś konkretnych opisów tego, co się tam działo, to miałbym na to zgodę. Bardzo często mówię otwarcie o tym, co się działo na tej terapii, bo to były bardzo super rzeczy. To były rzeczy, które mnie otwierały, ratowały wręcz, więc ja często do tej terapii zachęcałem w wywiadach i do dziś zachęcam cały czas, żeby po prostu korzystać z terapii, bo to jest genialne narzędzie.

JM: Kończysz ten album utworem Za późno. Tam padło porównanie, że nie dogonisz młodych. Czy to jest dla Ciebie presja twórcza, że nie przebijesz się jako debiutant wśród tego mainstreamu?

AB: No to jest raz. To jest jeden taki lęk, z którym się borykam. Jakby mnie ktoś zapytał, czy jeszcze z jakimś lękiem walczę, to to jest chyba ten lęk. Faktycznie jestem debiutantem, który debiutuje bardzo późno z różnych przyczyn. Mam 32 lata, więc na debiutanta w Polsce to jest ostatni dzwonek. To jest to, co nam oczywiście sprzedają media, że wszędzie teraz w wytwórniach są dzieci i wszyscy debiutują już jako 16-latkowie. Jak ja sobie myślę o sobie i próbuję teraz znaleźć swoich odbiorców, to się pojawia presja czasu. Ile ja będę miał lat, kiedy faktycznie będę mógł spokojnie sobie już powiedzmy koncertować i już nie martwić się o to, że muszę wszystko robić sam. 40? 50? A co, jeżeli będzie za późno?

JM: W marcu miałeś swój premierowy koncert promujący album, jak się odnajdujesz na scenie?

AB: Super. To było moje największe marzenie, żeby taki koncert się odbył i był super. Oczywiście ja schodzę z ogromnej sceny, jaką jest teatr muzyczny, gdzie się występowało dla tysięcy osób na widowni. Teraz mam przed sobą setkę osób i zdecydowanie wybieram tę setkę, gdzie ja mam żywy kontakt z publicznością. Nie ma tej czwartej ściany i mogę się  odezwać do ludzi na koncertach. Jeszcze przy pierwszej EPce Retrospekcja, jak ja postanowiłem po raz pierwszy wejść na scenę z pianinem i po prostu grać autorską muzykę, stwierdziłem, że to jest dla mnie milion razy lepsze niż niż kostium i musical. Natomiast to trochę to brzmi jakbym musicalu nie lubił, ja wiem. Ale musical był zgubieniem się gdzieś na jakiś czas.

JM: Skoro już zdradziłeś, że planujesz kolejne koncerty, to jak sobie wyobrażasz swoją pierwszą pełnoprawną trasę koncertową w takim wypadku?

AB: Nie wyobrażam, ale już wiem, że ona będzie klubowa. Robimy trasę jesienną po klubach. No i jak sobie ją wyobrażam? Wyobrażam sobie jak najbardziej pozytywnie, że jakieś osoby się pojawią pod sceną, bo faktycznie chcemy trochę tych miast zjeździć. Myślę, że już pod koniec czerwca będziemy mogli to ogłosić i pojawią się pierwsze informacje i pierwsze przedsprzedażowe bilety. No i tylko po prostu czekać na tę jesień.

JM: Będę z niecierpliwością czekać! Mam nadzieję, że wszystko się uda i dziękuję bardzo za rozmowę.

AB: Dzięki!

Exit mobile version