Mija 14 lat od momentu, kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy utwór This Love. Amerykańska grupa Maroon 5 (wcześniej działała jako Kara’s Flowers) momentalnie podbiła serca nie tylko Amerykanów, lecz także innych nacji zamieszkałych na Ziemi. My, Polacy musieliśmy bardzo długo czekać na wizytę Adama Levine’a i spółki. Dlatego od momentu ogłoszenia z niecierpliwością czekaliśmy na tą piękną datę: 1 czerwca 2016 roku.
Niezależnie od tego, czy data pierwszego koncertu w Polsce grupy Maroon 5 jest dziełem przypadku, słowa „zabawa” czy „beztroska” mogą być niewystarczające. Wszak każdy, zwłaszcza pierwszy w Polsce występ megagwiazdy jest dla każdego fana takim Dniem Dziecka – pełnym radości, że wreszcie na własne oczy można zobaczyć jak nasz idol wykonuje piosenki. Wyjątkowość koncertów polega na tym, że zamiast odtworzenia w najbardziej przybliżonej postaci wersji singlowej/płytowej (sorry Britney) można się dowiedzieć, że znany nam utwór można wykonać inaczej, a nawet lepiej.
Tym bardziej czekałam na ten dzień. Pierwszy koncert w Polsce zespołu, którego nie można z jakiś względów zobaczyć przez ostatnie 14 lat musi być ewenementem i wielkim wydarzeniem. Data 1 czerwca jeszcze bardziej potęgowała euforię z faktu zobaczenia chłopaków z Maroon 5. Chciałoby się rzec: nareszcie, lecz z drugiej strony zadaje się pytanie: czy było warto?
Zanim jednak otrzymałam okazję posłuchania głosu Adama Levine’a w pełnej okazałości, na scenę wkroczył support. BeMy to kapela dobrze nam znana z poczynań w talent show Must Be The Music. Dzięki Grizzlin’ dopiero wkraczają w universum, jakim jest świat muzyki. Mimo, że można ich uznać za naturszczyki można śmiało powiedzieć, że dali radę. Bracia Mattia i Elie Rosinski sądzili, że trudnością bytu BeMy jako supportu przed tak uznaną formacją jak Maroon 5 jest fakt, że po prostu nikt nie zna twórczości dwóch młodych Francuzów. Stres, który zjadał francuski duet okazał się niepotrzebny. Wyobraźcie sobie ich miny, gdy okazało się, że z utworu na utwór osoby zgromadzone w Tauron Kraków Arenie (było ich ponad 30 tysięcy!), coraz lepiej się bawiły. Dobór setlisty ich występu był na tyle trafiony, że finalnie bardzo byliśmy rozczarowani jedynie jedną rzeczą: szkoda, że grali tak krótko…
Efektem tak dobrego występu tychże debiutantów było dłużące się niczym flaki z olejem oczekiwanie na gwiazdę wieczoru. Czekaliśmy prawie godzinę, by po nastaniu ciemności usłyszeć wycie wilka czy też dźwięki wydawane przez sowę. Jak się okazało, był to jedynie wstęp do utworu otwierającego koncert. Jako pierwsze wybrzmiało oczywiście Animals, by później bez żadnej przerwy i płynnie przejść do prezentacji utworów One More Night, Stereo Hearts (a jednak można było sobie poradzić z partią tekstów Travisa McCoya – szacun!) czy Harder to Breathe. Chwilę oddechu nad narzuconym przez zespół tempem był utwór Lucky Strike, w okolicach którego Levine stwierdził, że mimo, faktu, że byli w różnych miejscach na świecie, a tutaj zajrzeli po raz pierwszy to właśnie w Tauron Arenie publiczność jest fucking awesome. Na Maps wszyscy podnieśli rozdawane przed koncertem karteczki, dzięki czemu hala koncertowa zamieniła się w biało-czerwoną flagę. Kolejnym pięknym momentem było zaśpiewanie acapella przez publiczność zgromadzoną na wydarzeniu pierwszego ważnego dla zespołu utworu, This Love. Później zabrzmiały pierwsze nuty Sunday Morning – jednak dopiero po czasie Levine zaśpiewał ten numer. Dlaczego? Ponieważ to właśnie tą część koncertu przeznaczył na przedstawienie towarzyszących mu na scenie osób. I to właśnie wtedy wokalista musiał się mierzyć z nieoczekiwanym momentem, kiedy na scenie wylądowała polska flaga wraz z podpisami fanów. Adam przez dłuższą chwilę kombinował co z nią zrobić. Były naprawdę różne kombinacje – od zrobienia sobie z niej paska na spodnie, poprzez zrobienie fartuszka czy też potraktowanie jej jako szalika, który był noszony bardziej jak ręcznik po kąpieli. Po kilku minutach znalazł dla niej godne miejsce – przywiązał ją do statywu, który był jednym z elementów show muzyka.
Tak naprawdę każdy z nas powinien być usatysfakcjonowany tym, co zobaczył 1 czerwca 2016 roku w Tauron Arenie. Maroon 5 wreszcie odgrzebał drzemiący w nim potencjał rockowy, by wydobyć go na żywo. Wykonał przeboje, które przez lata stawały się znakami rozpoznawczymi grupy, a zarazem wyznacznikami dobrej zabawy wraz z towarzyszącą od czasu do czasu nostalgią za czasami dawnymi. She Will Be Loved wykonane tylko przy obecności gitarzysty i tysięcy zapalonych latarek w telefonach komórkowych… no i słodkie zakończenie koncertu w postaci Sugar, na które mam wrażenie wszyscy czekali. Czy jeszcze kiedyś Polska doczeka się słodyczy w postaci kolejnego koncertu formacji? Chcielibyśmy i mamy cichą nadzieję, że Maroon 5 patrząc na zaangażowanie swoich fanów w Tauron Arenie też będzie do nas chciał jeszcze nie raz przyjechać.
Chciałabym jeszcze raz wrócić myślami kiedyś do swojego dzieciństwa…
- Animals
- One More Night
- Stereo Hearts
- Harder to Breathe
- Lucky Strike
- Wake Up Call
- Love Somebody
- Maps
- This Love
- Sunday Morning
- Payphone
- Daylight
- She Will Be Loved
- Moves Like Jagger
- Sugar

