Site icon All About Music

Marilyn Manson – porównanie koncertu w Warszawie i w Berlinie 2025

Nazywam się Marilyn Manson i jestem pier******* narkomanem.

Słowem wstępu oba koncerty były naprawdę bardzo dobre. Muzyka, scenografia, forma, którą Manson zaprezentował wchodząc przed widownię. Może to kwestia odstępu między wydarzeniami, może tego, że mimo wszystko stały się to dwa osobno zapowiedziane toury – dało się odczuć niewielkie różnice, które chciałabym dziś omówić oraz zdać swoją relację z nich. Oba koncerty były trasą promocyją albumu One Assassination Under God: Chapter 1.

Berlin. Sam koncert rozpoczął się supportem Blackmordia, którego występu niestety bardzo pozytywnie ocenić nie mogę. Jednak była to głównie kwestia moich preferencji, ponieważ z boku patrząc zobaczyliśmy charyzmatycznego wokalistę oraz całkiem dobre wykony utworów, a także bardzo energicznych członków zespołu. Po krótkiej przerwie wkroczył gość, na którego każdy czekał. Po raz pierwszy na scenie od paru lat, tak naprawdę nikt nie wiedział czego się spodziewać. Widok zasłaniała ogromna, gruba kurtyna, a z głośników usłyszeliśmy początek utworu Nod If You Understand. Gdy kurtyna opadła, a oczom widowni ukazał się zespół myślę, że praktycznie każdy zrozumiał, że to nie był Mairlyn Manson, którego większość z nas się spodziewała. Przed nami stał artysta z nową siłą, energią sprzed wielu, wielu lat oraz ponownie z błyskiem w oku. Wdawał się często w dialogi z nami oraz nie ukrywał poruszenia reakcją fanów i ich energią, a mimo wielkości hali było jej niezwykle dużo.

Wielu podłych ludzi próbowało mnie od was zabrać. i k**** zawiedli. Są na tyle głupi, by próbować mnie od Was zabrać. i K**** zawiedli.

Próbowali mnie zniszczyć i tylko mnie wzmocnili.

W trakcie koncertu usłyszeć można było zarówno hity z poprzednich albumów, które stały się niemal ikoniczne jak i promocyjne nowego albumu One Assassination Under God: Chapter 1, a setlista prezentowała się następująco: Sacrifice of the Mass, Nod If You Understand, Disposable Teens, Angel with the Scabbed Wings, Tourniquet, Meet Me in Purgatory, This Is the New Shit, Death Is Not a Costume, Raise the Red Flag, mOBSCENE, Great Big White World, The Dope Show, As Sick as the Secrets Within, Sweet Dreams (Are Made of This), The Beautiful People, One Assassination Under God, Coma White. Nie mogę nie wspomnieć o niesamowitym występie gitarzysty, Tylera Bates’a, dobrego przyjaciela Mansona. Jego zachowanie sceniczne, wygląd oraz gra idealnie odzwierciedlała nastój wydarzenia, nie wspominając już o specjalnie zaprojektowanych kostkach na koncert w Berlinie nawiązujące do zwierzęcia, które symbolizuje miasto, czyli kruka.

Patrząc wstecz pamiętam moje zachwycenie całym wydarzeniem. Na samym koncercie rozpoczęłam również nowe przyjaźnie, które towarzyszyły i w sumie będą towarzyszyć mi w przyszłości na różnych innych wydarzeniach muzycznych.

Jeśli chodzi o Warszawę – tutaj również nie mogę wypowiedzieć się źle. Tym razem supportem stał się Dead Posey, czyli założony w Los Angeles zespół, znany z mrocznej mieszanki gotyckiego klimatu, punkowej energii i alternatywnego brzmienia. O wiele bardziej podobał mi się ich występ niż supportu w Berlinie, choć może to za sprawką bardzo ciekawego coveru Blue Monday New Orderu.

Podobnie jak podczas koncertu w Berlinie, wydarzenie otworzyła opadająca kurtyna ukazująca całkiem podobną scenografię oraz utwór Sacrifice of the Mass. Największą różnicą jaką odczułam była wielkość sali i tym samym zdecydowanie większa ilość osób, a także podejście samego Mansona, który o wiele mniej integrował się z publiką. Również pojawił się nowy element, czyli ogromny neon nawiązujący do utworu mOBSCENE.

Setlista w Warszawie prezentowała się następująco: Sacrifice of the Mass, Nod If You Understand, Disposable Teens, Angel With the Scabbed Wings, Great Big White World, One Assassination Under God, This Is the New Shit, Long Hard Road Out of Hell, Sacrilegious, The Dope Show, As Sick as the Secrets Within, Sweet Dreams (Are Made of This), mOBSCENE, The Beautiful People, Tourniquet, Coma White, a więc dosyć podobnie jak w Berlinie za wyjątkiem paru utworów. Nie sprawiło to jednak, że ludzie bawili się gorzej – dało się odczuć bardzo głośną atmosferę połączoną z pogo – którego przy okazji w Berlinie nie było.

Podsumowując koncerty były dosyć podobne, choć miały elementy, które nadawały im unikatowego charakteru. Na zakończenie obu z nich Manson przygotował spokojniejszy utwór Coma White, któremu towarzyszył w Berlinie sztuczny śnieg, a w Warszawie piana imitująca owe wydarzenie atmosferyczne.

Ciekawe jest co Mairlyn Manson przygotuje w przyszłym roku i jak będzie wyglądał koncert w Łodzi.

Exit mobile version