Debiuty z reguły nie należą do łatwych, tym bardziej debiuty muzyczne ze swoim własnym albumem. Wyzwania tego podjęła się Maria Tyszkiewicz, która spełniła w ten sposób swoje marzenie o nagraniu płyty. Jej krążek nosi tytuł Ufam Sobie, i w dniu dzisiejszym trafił właśnie do sprzedaży i serwisów streamingowych.
Marię z pewnością bardziej kojarzyć będziecie z jej działalności w Studio Buffo, bądź z różnych muzycznych programów telewizyjnych takich jak Przebojowa Noc, Jaka To Melodia. Za ogromny sukces uznać trzeba wygranie przez nią jednej z edycji rozrywkowego programu Twoja Twarz Brzmi Znajomo. Przyznam szczerze, że była wtedy moją faworytką i nie zawiodłem się. Brawurowo wcieliła się w nim m.in. w postać Dody, Alicji Majewskiej, Axl’a Rose czy też Rihanny. Szczególnie pierwsze i ostatnie z wymienionych zapadły mi w pamięć, ze względu na niemalże identyczne odwzorowanie głosów tych artystek. Momentami można było odnieść wrażenie jakby słuchało się odtworzonego nagrania.
Ufam Sobie, to album na którym znalazły się intymne i osobiste przemyślenia Marii, z którymi może się teraz podzielić ze słuchaczami i swoimi fanami. Gatunkowo album oscyluje w brzmieniach, których Maria słucha na co dzień, czyli muzyka elektroniczna zestawiona z neo soulem, electropopem i chilloutem. Na krążek składa się 10 kompozycji, w tym jeden duet z finalistą francuskiej wersji The Voice, Pierrem Danae. Za całość produkcji odpowiadali m.in Meek, Oh Why?, Ras z Rasmentalism, Eprom i Jeremiasz Hendzel. Singlami promującymi są utwory Ufam Sobie, Chodź oraz Deszcz.
Kompozycją otwierającą płytę jest Pod Prąd. Jak na początek przystało spokojna kompozycja. Dużo elektronicznych brzmień, nieco hipnotyzujący bit i melodia. Pierwszy z singli Ufam Sobie, gatunkowo utrzymany jest w klimacie poprzednika. Podobają mi się w nim wokalne wstawki i chórki w tle, nakładające się na ścieżkę wokalną Marii. Dało to fajny efekt. Do utworu powstał znakomity teledysk, który oddaje jego klimat. Pomimo iż, sama kompozycja wydaje się nieco monotonna, to w pewien sposób i tak przyciąga słuchacza chociażby refrenami i wcześniej wspomnianymi wstawkami.
Deszcz jest utworem zdecydowanie żywszym. Zapętlony motyw muzyczny, do tego głębokie i niskie tony syntezatora. Delikatny i ujmujący wokal w refrenach. Ładnie poprowadzone zakończenia fraz w końcówkach refrenów. Minusem jest to, że utwór trwa tylko nieco ponad dwie i pół minuty. Jak wspomniała Maria w jednym z wywiadów, gdy dostała muzykę do utworu Miasto, od razu miała wizję tekstu, który do niego powstanie. To postapokaliptyczna wizja krajobrazu i dwojga ludzi, którzy mają tylko siebie i swoją miłość. Jak się okazało po ukończeniu prac nad utworem, wizja ta okazała się bardzo realna. Maria zobaczyła w nim świat, rzeczywistość, w której obecnie żyje. Ludzi w izolacji. Pod koniec artystka bardzo fajnie modeluje swoim głosem, przechodząc w nieco inne rejestry, odbiegające od głównej linii melodycznej.
W utworze Motyl, mamy nieco inne oblicze artystki. Pojawia się inne oblicze jej głosu, niż te, do którego przywykliśmy w poprzednich utworach. Jeśli chodzi o samą kompozycję, to również jest nieco inna. Bardziej nowocześnie i electropopowo. Głęboka linia basu, nadająca całości odpowiednie tempo i rytm oraz wpadający w ucho refren. Z kolei Świt jest utworem delikatniejszym jeśli chodzi o samo brzmienie i wykorzystanie elektroniki. W porównaniu do poprzedników, tu mamy jej zdecydowanie mniej, co w moim odczuciu wyszło na plus. Chodź to jeden z singli. Tu mamy ponownie zwrot w kierunku elektroniki. Jedna z lepszych kompozycji na albumie. Bardzo fajne refreny, całość tkwi tu w prostocie. Wielokrotnie powtarzana, falująca wokalnie fraza. Jeden z lepszych kompozycji. Album zamyka duet z Pierrem Danae w utworze Let Me In, oraz Deszcz w wersji live.
Jak na debiut, trzeba przyznać, że jest on generalnie udany. Płyta z pewnością przypadnie słuchaczom lubiącym niecodzienne brzmienia i muzyczne eksperymenty. Brakuje mi na niej jednak momentami trochę życia i większej energii np. w jednym lub dwóch utworach. Powstanie tego albumu było marzeniem artystki i to się bardzo chwali. Słuchając go miałem odczucie, że wie co robi i dobrze się odnajduje w takiej stylistyce. Ufam Sobie, jest również okazją do tego, by poznać Marię nieco z innej strony. Dzieli się na nim nie tylko swoimi osobistymi przemyśleniami, ale wykonuje utwory inne od tych, do których słuchacze mogli przywyknąć oglądając jej występy w programach telewizyjnych, czy z Teatrem Buffo. Zachęcam do zapoznania się z działalnością artystyczną Marii, a także z jej występami w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo, bo są one naprawdę warte zobaczenia. Trzeba przyznać, że naśladowanie głosów innych artystów wychodzi jej znakomicie i ma do tego ogromny talent. Takie umiejętności, z pewnością w przyszłości przełożą się na jakość tworzonej przez niej muzyki. W sumie ciekawym zjawiskiem, byłoby nagranie przez nią płyty z coverami innych artystów wraz z naśladowaniem ich barwy głosu.

