Site icon All About Music

Marcin Kindla – 2.0 (2016), recenzja Beaty Prętnickiej

Lata pracy artystycznej, zwłaszcza gdy obchodzone są jej okrągłe rocznice są świętowane w dość różnorodny sposób. Jedni organizują okolicznościowe benefisy, a inni wydają po prostu płyty. Marcin Kindla do swojego celebrowania podszedł z dużą dozą spokoju, którą widać po dość skromnej okładce oraz słychać w utworach, będącymi swoistym podsumowaniem dwudziestu lat pracy artystycznej.

Większości z Was zapewne na pytanie „kim jest Marcin Kindla?” reaguje z dużą dozą dezorientacji (tak, słyszałem kiedyś to nazwisko). Wiem to, bo pytałam się znajomych czy też rodziny. Gdy jednak wspominam o piosence Więcej jeśli się da, która jest znakiem rozpoznawczym serialu rodzinka.pl moi rozmówcy uśmiechają się.

Szczerze mówiąc, nie dziwię się. Marcin Kindla zanim zaczął tworzyć utwory na swój solowy rachunek (i je wykonywać), od 1995 roku napisał ich kilkadziesiąt dla założonego z bratem zespołu Kindla. Ma na koncie również współpracę z Ewą Farną, Stachursky’m czy Andrzejem Rybińskim.

Chociaż nie znam powodów rozpadu grupy Kindla oraz rozpoczęcia działalności solowej pod własnym imieniem i nazwiskiem można stwierdzić, że ta decyzja wyszła wokaliście na dobre, co słyszalne jest na debiucie artysty, Tu i Teraz. Oczywiście, słuchając utworów z tamtej płyty można znaleźć jakieś punkty odniesienia, co do przeszłości i tego co prezentował razem z zespołem. Nie zmienia to rzecz jasna faktu, że Marcin Kindla ewoluował i wreszcie znalazł stylistykę w której dość dobrze się czuje: soft pop.

Jeżeli ktoś oczekiwał drastycznej rewolucji, to musi się rozczarować. Wokalista oferuje nam kolejną porcję tekstów, które wtuliły się w spokojne, stonowane melodie tworząc niepowtarzalny klimat. Każda płyta z wydawnictwa 2.0 to osobna historia. Pierwszy krążek to dokończenie historii, zawartej na solowym Tu i Teraz. Znajdziemy na niej nie tylko wszystkie singlowe propozycje, wydane od roku 2011, lecz także utwory, które gościły na innych wydawnictwach – mam tu na myśli na przykład Od kiedy Cię mam, pojawiającą się również na Tatusiankach kołysankach. To jednak tylko mała część tego, co ten kompozytor i autor tekstów piosenek miał nam przez tych kilka lat „przerwy muzycznej” do zaoferowania. Zwierzaki – Bez chłopaków dla dzieciaków, Kołysanki z miłością czy Odnalezione piosenki dla zmarłego wokalisty zespołu Chłopcy z Placu Broni Bogdana Łyszkiewicza to projekty, przy których Kindla współpracował przez ostatnie lata, tworząc niekiedy naprawdę dobre numery. Najjaśniejszymi punktami tej części najnowszego wydawnictwa są jednak dwa utwory. Da się żyć, które poznaliśmy 3 lata temu jest bystrym spojrzeniem na rzeczywistość. Niesamowite, że słowa napisane kilka lat temu wciąż nie tracą na swojej aktualności. Wisienką na torcie jest dość dynamiczne (w przeciwieństwie do większości kompozycji zawartych na tym wydawnictwie) tempo numeru, dzięki któremu teza przedstawiona przez Kindlę jest jak najbardziej wiarygodna. Na uwagę zasługuje również duet artysty z Marią Niklińską. Aktorka swoim debiutanckim krążkiem Maria spełniła dziecięce marzenia o śpiewie, a teraz idealnie wpasowuje się w koncepcję utworu Szczęściem. Naprawdę można się rozmarzyć.

Jubileusz 20-lecia pracy artystycznej jest zazwyczaj okazją nie tylko do świętowania. To dobry czas na sporządzenie swoistego podsumowania w postaci chociażby bilansu zysków i strat. Chociaż przez lata był raczej mistrzem drugiego planu, to jednak ostatnie 5 lat przyniosło mu rozpoznawalność. Wyszedł z cienia, śpiewając z Piotrem Kupichą przy okazji Festiwalu Piosenki Nadbałtyckiej czy też w Opolu. Kilka miesięcy temu w Katowicach artysta wykonał na specjalnym koncercie, będącym jego własnym the best of. Zapis dźwiękowy z tego wydarzenia stanowi drugą część wydawnictwa 2.0 to odkurzenie starszych (z zespołem Kindla) i trochę młodszych utworów wykonanych w aranżacjach, które są zbliżone do oryginału. Raczej nie wymaga to szerszego komentarza z mojej strony, gdyż śpiewanie na żywo bez playbacku i w sposób, nawet lepszym niż na nagraniach zasługuje na szczególne uznanie.

Po przesłuchaniu tego wydawnictwa, chyba znam odpowiedź na pytanie zadane na początku: Marcin Kindla to utalentowana zmysłem estetycznym osoba. Coś mi mówi jednak, że to co zaprezentował przez tych ostatnich kilkanaście lat nie jest pełnią jego możliwości kompozytorskich i autorskich. Jeszcze nie. Mam nawet wrażenie, że artystę stać na więcej. Mówiąc o samym wydawnictwie to jego tytuł był raczej chybiony – liczbą 2.0 czy też wyższą oznacza się zazwyczaj wersję ulepszoną, prostszą w obsłudze. Z tymi dwoma płytami jest trochę jak z przejściem na wyższą wersję jakiejś aplikacji – nie dla każdego komputera jest to pożądane. Oczywiście, każdy będzie wmawiał, że to jest korzystne, bo jest z tym związane multum nowych możliwości. Dopiero po fakcie można dowiedzieć się, że w jakiś sposób było się oszukanym. I tak, 2.0 jest w pewnym sensie oszustwem, gdyż Kindla z „nowym” chwilami materiałem stoi w miejscu – zero progresu od 2011 roku. Lecz z drugiej strony rozumiem, że pierwsza część „nowego” wydawnictwa jest marginesem bezpieczeństwa, przy którym wypadałoby się trzymać dbając o swoją renomę. Można pocieszać się akustyczną częścią, lecz to jest mało, zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę lata doświadczenia.

Exit mobile version