Chociaż sama Marcelina przyznaje, że tworzy muzykę pop. Nie chce wpisywać się w alternatywę, bo gwiazdy tego gatunku mogą się obrazić. Ja muszę stwierdzić, że jeżeli współczesny pop tak brzmiał to aż chciałoby się go słuchać. Drugi album Marceliny to dawka nieszablonowych tekstów ujętych w piękne melodie. To muzyka niewątpliwie niszowa i bardzo specyficzna.
Wiele osób może razić specyficzny wokal Marceliny. Jednak dla jej fanów najnowsza płyta to kolejna dawka wysmakowanych dźwięków i dobrych tekstów wyśpiewanych urzekającym głosem artystki. Płyta na pewno dojrzalsza, zwłaszcza jeżeli chodzi o teksty. Nie da się nie wspomnieć o nieustających porównaniach Marceliny do Brodki. Owszem, ich wokale są podobne, jednak Marcelina to Marcelina, mimo to, że miejscami jest bardzo podobna do Brodki to pozostawia sobie dużo miejsca na bycie sobą. Marcelina, która na swoim debiucie szukała ścieżki jaką chciałaby obrać, na drugim krążku wreszcie próbuje siebie zdefiniować.
Na jej debiucie mogliśmy posłuchać dwanaście utworów utrzymanych w ramach konwencji popowej, które zawierały delikatne domieszki innych gatunków – były piosenki soulowe, niektóre ocierały się o r&b, jazz oraz alternatywę. Co usłyszymy na najnowszym krążku?
I nie dla mnie ciepły front lubię płynąć tak pod prąd
Już pierwszy utwór wprowadza niezwykły spokój i harmonię. Muzyka jest przyjemnie leniwa. Głos Marceliny płynie i wydłuża się. Świat dalej kręci się wokół Słońca (…) a my zaczynamy kręcić się w świecie Marceliny. Zapętlamy się by w końcu na całego utknąć w jej świecie. Piosenka opiera się głownie na pojedynczych dźwiękach gitary, co tylko dodaje jej uroku. Następnie dostajemy kompozycję Bez ramki z genialnym tekstem naszpikowanym metaforami, porównaniami i epitetami. Dal kogoś takiego jak ja, kto szuka perełek w tekstach to istna uczta.
Nie jestem obraz by w ramki mnie brać, ja nie jestem żadna półka nie wkładaj we mnie tych dobrych rad (…)
Patrząc na cytat, który posłużył mi za tytuł tego akapitu mogę śmiało stwierdzić, że Marcelina dokładnie pokazuje w jakim kierunku chce płynąć. Nie maluję się to kolejna dawka pięknych tekstów.
Ja maluję się każdym prostym dniem, trochę rozczochrana taką lubię się.
Od Marceliny bije pozytywna energia i optymizm. Jej piosenki są lekkie i subtelne, miejscami zwiewne, ale dograne i dopieszczone do ostatniego dźwięku.
Łap mnie to jedyny utwór na krążku którego autorem tekstu nie jest Marcelina. Tym razem słowa do utworu skroił Budyń z Pogodno. Doskonale wyczuł on klimat krążka. Jego tekst idealnie pasuje do tych napisanych przez Marcelinę. A sama piosenka? Balladowo – melancholijna. Delikatnie buja a chórki nadają jej klimatu.
Nigdy w zawsze to gitarowe brzmienia w roli głównej. Aczkolwiek warto zauważyć, że w porównaniu do debiutu cały nowy album jest bardziej gitarowy. Tytułowy numer to kompozycja lekka i zwiewna z mocniej wyeksponowaną gitarą, a Syberserce to oprócz metaforycznego tekstu subtelne wykorzystanie dzwoneczków w tle, które sprawiają, że numer jest klimatyczny.
Na koniec dostajemy Karmelove – duet z Piotrem Roguckim. Tak, tym Piotrem z Comy. Oba głosy idealnie się uzupełniają. Delikatny, subtelny, kobiecy wokal przenika się z męskim, nieco charczącym wokalem Roguca. Całość spina gitara. Piękna ballada o miłości. Teksty zawarte na krążku są uniwersalne, stąd artystka pozostawia dowolność interpretacji metafor i porównań dzięki czemu mogą one trafić do wszystkich.
Dojrzałość. To przychodzi mi na myśl po przesłuchaniu drugiej płyty Marceliny. Artystka od wydania swojego debiutu stała się kompletna i dojrzała. Wydała spójny i równy album. Każda kompozycja (może oprócz tej w języku angielskim) idealnie wpaja się w wizję krążka. Może to tylko moje odczucie, że zaburza on harmonię. Myślę, że niepotrzebnie został on zamieszczony na płycie, gdyż lepiej by było gdyby ten krążek był całkowicie po polsku. Jest nastrojowo, melancholijnie. To album, który chce się włączyć po raz kolejny po zakończeniu. Nie znajdziemy na tym krążku piosenek podobnych do Shake it Mama, żywych i energetycznych. Młoda artystka zgrabnie frazuje i uplastycznia melodie. Dzięki temu zaczyna odchodzić od klasyki gatunku, a to co dzięki temu uzyskuje stanowi zaletę jej specyficznego stylu. Na jakość tego stylu wpływa również, a może głównie, rzadka i niesztampowa barwa głosu. Głos hipnotyzujący, elektryzujący, zaciekawiający, trochę szorstki a jednocześnie ciepły i niewinny. Marcelina niesie w sobie naturalność i radość dziecka, połączoną z dojrzałą świadomością swoich atutów. Miejscami ma ona tak ciepły głos, że ma się ochotę nim okryć.
Album jest od początku do końca bardzo autorski. Kompozycje zostały stworzone przez artystkę we współpracy z Robertem Cichym i Kubą Galińskim. Na koniec warto zwrócić uwagę na okładkę albumu, która również została zaprojektowana przez Marcelinę. Bardzo ciekawa i dobra propozycja na zbliżające się jesienno – zimowe utwory. I na pewno jeden z lepszych albumów tego roku. Trudno będzie mi wybrać najlepszy album tego roku ;) Joe Cocker powiedział, że nagrywanie jest niczym malowanie obrazów i piosenki nie mogą wyglądać jak swoje kopie. Zdecydowanie Marcelina namalowała wiele pięknych obrazów na tym krążku.
