Site icon All About Music

Marc Anthony – 3.0 (2013), recenzja Sergiusza Królaka

Marc Anthony to obecnie najlepiej zarabiający artysta tworzący muzykę salsy. Jego najpopularniejsze w karierze hiszpańskojęzyczne Ahora quien z 2000 roku, uwielbiam i nucę pod prysznicem.Nowy album piosenkarza – 3.o postanowiłem przesłucham w poszukiwaniu nowych utworów na miarę trzynastoletniego już przeboju. Prawie mi się udało..

Marco Antonio Muñiza ma na koncie dwanaście albumów studyjnych, 3.0 jest trzynastym. Jego pierwsza płyta – Rebel, została wydana w 1988 roku. Potem ukazały się, kolejno: When the Night is Over, Otra Nota, Todo a Su Tiempo, Contra la Corriente, Marc Anthony, Libre, Mended, Amar Sin Mentiras, Valió la Pena, El Cantante  IconosAnthony przed lata wyrobił sobie dobrą opinię wśród krytyków, zdobył dwie Nagrody Grammy (Amar Sin Mentiras oraz Valió La Pena), kilka certyfikatów wytwórni muzycznych (album Marc Anthony z przebojem I Need to Know (Dimelo) otrzymał nawet potrójną platynę) oraz rozpoznawalność (wspomniane przeze mnie Ahora quien kojarzą chyba wszyscy). W międzyczasie zaliczył gorący romans z Jennifer Lopez, z którą nagrywał jej piosenkę No Me Ames z płyty On the 6. Najnowszy album wokalisty – 3.0 – pozostał w kubańskim, tanecznym klimacie.

Od samego początku, od singla Vivir Mi Vida, zostałem przeniesiony na kubański rynek, gdzie panuje radość i taneczna euforia. Chociaż muzyka do salsy od lat jest taka sama i czasem brakuje jej czegoś nowego, wokal Anthony’ego spycha ją na drugi plan. Niezwykle emocjonalny (jak w większości hiszpańskojęzycznych utworów) okazał się najjaśniejszym elementem kolejnej już płyty w dorobku muzyka. Na płycie znalazła się również druga, popowa wersja piosenki – typowo wakacyjny przebój, trochę niepasujący do Anthony’ego. Chociaż przeszkadzała mi jego banalność oraz pewnego rodzaju festyniarstwo, po kilku przesłuchaniach nawet mi się spodobał.

Większość piosenek oddziałało na mnie pozytywnie od pierwszych kilku sekund. Wzruszył mnie początek Volver a Comenzar, który po chwili rozwinął się w typową, ale chwytliwą kubańską kompozycję. Niezwykle liryczna, wyciskająca łzy z oczu Espera z ciepłym głosem Anthony’ego oraz masą emocji poruszyła mnie najbardziej. Z minuty na minutę zakochiwałem się coraz bardziej, wprowadzając się w niekontrolowany biodropląs. La Copa Rota zmieniła trochę klimat oraz częstotliwość energicznych wymachów biodrami, przenosząc mnie z Kuby na Argentynę, w miasto tanga. Wprawdzie nadal słyszałem salsę, ale dźwięki gitary zrobiły swoje. Do najlepszych utworów z płyty zaliczyłbym także delikatne Flor Pálida z miłym dla ucha pianinem na początku i ciekawymi urozmaiceniami, np. klaskaniem, które słychać w kilku fragmentach utworu, zwłaszcza pod koniec.

3.0, jak prawie wszystkie płyty, ma też swoje słabe punkty. Hipocresia, mimo świetnego początku, w ogóle mnie nie przekonała, podobnie jak Cambio de Piel, który okazał się nudną kubańską pioseneczką bez niczego, co by mi się w niej spodobało (poza głosem Marca). Mieszane uczucia mam też wobec przedostatniego utworu z albumu – Cautivo de Este Amor. Instrumentalnie niby wszystko jest w porządku, chórki w tle dodają piosence uroku, ale całość jest nijaka. Jedynie wyciszona, romantyczna końcówka wywołała we mnie jakiekolwiek emocje. Swoją drogą, zabrakło mi chociaż jednej ballady trwającej ponad trzy minuty, a nie tylko kilkanaście sekund na początku. A hiszpańskie ballady to coś, co jest mocną stroną Anthony’ego, co udowodnił m.in. przepięknym coverem Ya Lo Sé Que Tú Te Vas z płyty Iconos.

Płyta 3.o nie zaskoczyła – spodziewałem się mnóstwo kubańskich brzmień, mnóstwa impulsów do poruszania biodrami, emocjonalnego wokalu Marca Anthony’ego oraz masy języka hiszpańskiego. Wszystko to dostałem, a na dodatek kilka świetnych piosenek (La Copa Rota, Espera, Flor Pálida) oraz tych przeciętnych, z Cambio de Piel na czele. Album jednak ani mnie nie zachwycił, ani nie zawiódł. Na tle pozostałych w dorobku muzyka prezentuje się przyzwoicie, będę do niego wracał.

Exit mobile version