Co to za wakacje, które byłyby pozbawione niespodziewanych muzycznych doświadczeń. Jarecki wraz ze swoim najnowszym albumem pod tytułem Totem zaskakuje bardzo, robiąc wrażenie nie tylko na swoich długoletnich fanach. Oto historia rapera, który stał się artystą, spisując ją w prostych trzynastu piosenkach!
Do tej pory postać Jareckiego, czyli Jarosława Kubowa, była dla mnie zupełnie anonimowa. Nawet nasze redakcyjne archiwum jest ubogie w informacje na temat jego oraz tego, co do tej pory stworzył, oprócz recenzji jego drugiego studyjnego krążka Za Wysoko z roku 2017. Dlatego też na wieść o tym, że to gościu mający w swoim dorobku kilka ciepło przyjętych projektów, współpracował z chociażby Grubsonem, czy Ten Typ Mesem, oraz wywalczył tytuł debiutanta roku 2006 na festiwalu w Opolu, byłem mile zaskoczony. Ostatecznie jednak nie było to aż tak dziwne, biorąc pod uwagę, że wpierw zapoznałem się Totemem, a dopiero później sięgnąłem do artystycznego dorobku jego autora. Co więc realnie wyniknęło z danego Jareckiemu kredytu muzycznego zaufania?
Totem to stosunkowo klasyczna mieszanka R&B, funku, jazzu oraz soulu, choć uwspółcześniona o produkcję spod znaku popu – od dream popu, po nawet disco, czy house. Trzeba jednak przyznać, że jeśli chodzi o nasze krajowe tendencje oraz upodobania, jest to kombinacja spotykana dość rzadko. Nic zresztą dziwnego, bo mało jest na świecie odważnych, którzy są gotowi zmierzyć się z twórczością Prince’a, czy ze współczesnymi przedstawicielami tego nurtu jak Miguel, czy Jidenna.
Totem to stworzony z niesamowitym pietyzmem tak zwany pościelowy album, nie mający sobie równych na naszym polskim popowym poletku. Nie dość, że to, co technicznie tworzy Totem, czyli liryka, melodia i produkcja, jest na najwyższym poziomie, tak swoje miejsce ma też dusza. Tym bardziej o artystycznym sukcesie tego krążka świadczy fakt, że pomimo, że jest to muzyka spoza mojej szarej codzienności, tak byłem nim zainteresowany i zaangażowany w to, co Jarecki ma mi do powiedzenia.
Największą merytorycznie zaletą Totemu jest jego produkcja – prosta, acz bogata. Bartosz Kochanek, znany szerzej jako DJ BRK, wykonał niesamowitą robotę, wykorzystując doprawdy niewielką ilość dźwięków, które stworzyły melodie oszczędne, choć nie nużące. Im dalej w las, tym bardziej się one rozwijały, budując atmosferę, emocję i napięcie, co liryka i wokal tylko podkreślały. Tu wszystko miało swój logiczny sens, przez co mogłem skupić się na słuchaniu, zamiast poczuciu, że ktoś próbuje mnie zauroczyć czymś, czego nie ma.
Również pod względem lirycznym rządzi tu prostota, a jednocześnie mam poczucie, że Jarecki coś przeżył, bo nie jest to czcza pisanina o miłości, czy seksie, bo o tym się pisze, więc i ja również powinienem. Ja Jareckiemu po prosto wierzę w to, o czym śpiewa, bo osobiście jestem wstanie się z zidentyfikować z treścią tych utworów, jak i przypisać je do jego autora. Co jest już bardzo subiektywną opinią, te piosenki nie są mi obojętne, a to świadczy wyłącznie o ich sile, którą myślę, że każdy z Was powinien poczuć.
Jeśli chodzi o najlepsze momenty Totemu, to przyznam, że w istocie jest ich niewiele, bo to album, który warto słuchać w całości, niż traktować jako zbiór niezwanych ze sobą pioseneczek. Jeśli już jednak wracać do kilku z nich, to z pewnością wskazałbym na Mamo. Niesamowicie poruszająca ballada o miłości do tytułowej mamy, która na dobrą sprawę nie mówi wyłącznie o najważniejszej kobiecie w życiu każdego człowieka, ale i matce naturze oraz należnemu jej szacunkowi. Na zdecydowany plus wypadają też te najbardziej dynamiczne propozycje Jareckiego, czyli Odnowa oraz Mogę Z Tobą – w sam raz na rozruszanie po dość powolnych Medytacji, czy Idę Sam. Również tytułowy utwór, czyli Totem, świetnie przełamuje tą prince’owską atmosferę, swoim folkotronicznym sznytem. Miło też posłuchać Czarodzieja, który swoim nawiązaniem do I Put On Spell On You, świetnie zamyka ten, bądź, co bądź, magiczny projekt.
Totem to dość niespodziewana polska premiera tego roku. Jarecki nie tylko przedstawił mi się z naprawdę dobrej artystycznie strony, ale i zachęcił do eksploracji jego wcześniejszych dzieł. Choć może na świecie jest takich kilku jak on, tak Jarecki w Polsce jest tylko jeden i za to należą mu się ogromne gratulacje.

