Jako duet Macklemore i Ryan Lewis osiągnęli bardzo dużo – bez wątpienia był to ważny okres w ich karierze. Jednak rutyna potrafi być niszcząca, a ta dwójka stwierdziła, że po prostu potrzebuje przerwy. Haggerty zdecydował się więc na wydanie pierwszego solowego albumu od dwunastu lat. Jakie są efekty współpracy rapera z innymi producentami? Czy na Gemini znajdą się hity na miarę Thrift Shop i Can’t Hold Us?
Era The Heist była przełomem zarówno dla Macklemore’a, jak i Ryana Lewisa. Zaledwie w ubiegłym roku ukazał się ich kolejny wyczekiwany album This Unruly Mess I’ve Made z singlem Downtown, choć ten nie wzbudził już tak wielkich emocji jak poprzednie wydawnictwo duetu. Jak się okazało, raper nie zwolnił tempa i oprócz promocji krążka przygotowywał się do kolejnego ważnego kroku w karierze. Macklemore postawił na powrót do solowej kariery, choć nie ukrywa, że w przyszłości powróci do współpracy z Lewisem. Jednak czy ta zmiana sprawiła, że brzmienie piosenek rapera mocno się zmieniło? Słuchając jego najnowszego albumu nie odnoszę takiego wrażenia i nadal dostrzegam klimat z poprzednich krążków stworzonych z Lewisem.
Macklemore jest na tyle silną osobowością, że jego twórczość nigdy nie będzie nijaka, czy to z Lewisem, czy bez. Raper potrafi dobierać do pracy osoby, które świetnie rozumieją jego wizję i wpasowują się w oldschoolowy klimat, który kreuje w swojej muzyce i wizerunku. Było to słychać już w pierwszych singlach zapowiadających Gemini, czyli w genialnym, emocjonalnym Glorious ze Skylar Grey oraz pozytywnym Marmelade z Lil’em Yachty’m. Jednym z lepszych utworów na płycie jest również singiel promocyjny, który Macklemore nagrał z Keshą, która świetnie pasuje do Good Old Days.
W rozmowie z Zane’em Lowe’em z Beats 1 Macklemore tak wypowiedział się o płycie:
Zawsze staram się dobierać szeroką paletę dźwięków, warstw, nastrojów. Pracując nad tym albumem, byłem mentalnie we właściwym miejscu, przez większość czasu. Jeżeli jestem w dobrym nastroju, szczęśliwy, na pewno znajduje to odbicie w piosenkach.
I faktycznie na płycie można znaleźć szeroką paletę nastrojów i gatunków. Gemini otwiera optymistyczny utwór będący niezłym zastrzykiem energii. W piosence rapera ponownie pojawił się Eric Nally znany z Downtown – Macklemore nie mógł wybrać lepszej osoby do Ain’t Gonna Die Tonight. Gdybym miała typować kolejny singiel z płyty, postawiłabym właśnie na ten utwór – petarda! Ale na Gemini można usłyszeć również rockowe brzmienia. Firebreather to piosenka, której nie spodziewałam się na tym krążku. A jednak, Macklemore udowadnia, że odnajdzie się nawet w takich klimatach. I mnie rockowe wydanie rapera zdecydowanie przekonuje! Na płycie nie zabrakło również spokojniejszych utworów jak Intentions i Miracle z Danem Caplenem czy Excavate. Z kolei poszukującym żywych i energicznych dźwięków może spodobać się Levitate.
Macklemore nie zamierza stać w miejscu, ciężko pracuje na własne nazwisko i stawia sobie poprzeczkę coraz wyżej, a widać to na jego nowej płycie. Piosenki mówią o czymś, opowiadają historie, są prawdziwe, a teledyski mają w sobie charakterystyczną dozę dystansu, klimat i są przy tym dopracowane. Na nowym albumie raper z wyczuciem łączy różne muzyczne światy – hip-hop z popem, rockiem, soulem – i zaciera granice między nimi. Solowy krążek Macklemore’a mimo różnorodności jest całkiem spójny, słucha się go z przyjemnością i z pewnością trafi do grona moich najlepszych albumów tego roku.

