Site icon All About Music

Lunapark „Locket” zawitał do Krakowa. Relacja z koncertu Madison Beer

Kraków wykrzyczał yes baby, yes! Madison Beer powróciła do Polski 11 maja w ramach swojej trasy koncertowej The Locket Tour i otworzyła ją w swoim stylu. Wokalista zaprosiła widzów do swojego „wesołego miasteczka”, które było pełen niespodzianek w postaci nowych utworów ze styczniowego albumu Locket i jej rozszerzonej wersji wydanej w zeszły piątek. Koncert w Krakowie był pierwszym przystankiem wokalistki na jej mapie koncertowej. W efekcie jako pierwsi mogliśmy doświadczyć tego, co przygotowywała wokalistka przez kilka miesięcy przed pierwszym show. Organizatorem koncertu była agencja Live Nation Polska.

Scena była wyjęta niczym z wyśnionego lunaparku. Pojawiły się głosy, że Madison „skopiowała” scenę od Sabriny Carpenter z jej trasy Short N’ Sweet, choć ja sama tego podobieństwa nie zaobserwowałam. Mimo wszystko dodawała ona uroku, a interaktywne elementy – jak obracająca się mniejsza scena w kształcie karuzeli czy dopracowane oświetlenie – sprawiły, że całość wyróżniała się na tle standardowych koncertowych scenografii.

The Locket Tour otworzyło intro wprowadzające do świata piosenkarki w charakterze tunelu miłości. Sama estetyka ery Locket skupia się na wisiorku w kształcie serca, jak i na zakochanych łabędziach, których wizualizacja zapowiadała wejście z przytupem do yes baby. Nowością podczas koncertów Madison jest obecność tancerzy, którzy będą do końca trasy jej towarzyszyć, urozmaicając również te wolniejsze utwory przygotowanymi układami tanecznymi. Impreza trwa jeszcze w trakcie innych klubowych pozycji jak 15 MINUTES czy BOYSHIT z debiutanckiego albumu Life Support.

Podczas koncertu Madison z dumą wspominała również swój pierwszy występ w Polsce, który odbył się dwa lata temu, dokładnie w dniu jej 25. urodzin. Oprócz atmosfery z poprzedniego koncertu zapamiętała zwrot „kocham cię” i podziękowała powracającym, jak i nowym fanom za przybycie na początek nowego rozdziału w karierze. W trakcie koncertu fani wręczyli jej aż dwie polskie flagi – pierwszą podczas otwierającego aktu, a drugą pod koniec show. Co ciekawe, wokalistka zażartowała wcześniej, że taki prezent powinien trafiać do niej dopiero na zakończenie koncertu, więc jej życzenie szybko się spełniło, a z Polski wyjechała z kolejnymi flagami.

Drugi akt skupiał się na wolniejszych utworach. W długiej, prostej czarnej sukience wykonała balladę Reckless, która dała jej największy rozgłos w karierze. Z albumu Locket fani usłyszeli m.in. rozszerzone Locket Theme, somehow i got lucky, czy healty habit. Madison postawiła również na nutę nostalgii i w takim nastroju zostawiła fanów wykonując Spinnin’ czy hymn fanów Dear Society. A jak mówię, że jest to hymn, to serio miałam wrażenie, że nie było osoby, która nie zdarła swojego gardła, wyśpiewując refren tej piosenki. Choć dla mnie największym zaskoczeniem okazało się wykonanie Envy the Leaves z Silence Between Song, przez które prawie zamarłam. Ten utwór bądź Nothing Matters But You idealnie pasują do tego segmentu, choć Madison zdecydowała się tylko na tę pierwszą pozycję. Mimo wszystko w otoczeniu tancerzy z mocnym outro ładnie przełamało wolniejszy segment koncertu.

Madison Beer to kolejna wokalistka stawiająca na tzw. surprise song podczas koncertów. Jako pierwszy przystanek na trasie dostaliśmy informację, w jaki sposób piosenkarka wskaże utwór, który wykona. Nawiązując do swoich początków, postanowiła stworzyć pudełko wspomnień. W nim znajdowały się trzy koperty z fragmentami jej trzech piosenek. Dla Krakowa przygotowano utwory z albumu Life Support, a konkretniej Blue, Stay Numb And Carry On oraz Sour Time. Na podstawie największego hałasu wokalistka miała wskazać piosenkę, którą wykona. Podkreślała, że nie może się zdecydować i robi to pierwszy raz, dlatego w żartach dodała, że mamy na wszelki wypadek usunąć nagrania z tego procesu. Ostatecznie zagrała ostatnią propozycję, choć osobiście byłam zwolenniczką Stay Numb And Carry On, przez które prawie straciłam głos (tak, bardzo chciałam tę piosenkę).

Trzeci akt zaprowadził nas ponownie do klubowego segmentu, ale to nie był koniec ballad! Na początku wspominałam o obracającej się scenie przypominającej karuzelę z lunaparku. Też na początku nie wiedziałam, że ona się kręci. Dopiero w trakcie for the night Madison, leżąc, wykonywała for the night, a na głównej scenie mogliśmy podziwiać układ przygotowany przez jej tancerzy. Utworem free utwierdziła nas w przekonaniu, że teraz zacznie się najlepsza zabawa w naszym życiu.

Complexity wyrwało ludzi do tańca, ale to nie przeszkodziło Madison w powiadomieniu ochrony o mdlejącej fance w tłumie. Sokole oko! Nie dość, że rozkręca tęczową imprezę, to jeszcze troszczy się o bezpieczeństwo, wplatając polecenia dla pracowników w tekst swojej piosenki. Lovergirl wyrwało ją nawet ze sceny i przeszła praktycznie cały utwór wokół barierek z publicznością, integrując się z nią poprzez uściski, nagrania koncertu telefonami fanów, czy wspólnym śpiewaniem. Show zakończyło EDM-owe make you mine zamieniając scenę w wybieg Victoria’s Secret (taka onieśmielająca jest Madison Beer, że zrobiła ikoniczny catwalk) oraz bittersweet. A to wszystko jako podsumowanie jej wewnętrznej drogi – mimo złamanych serc, trudnych relacji i doświadczeń związanych z branżą muzyczną.

Koncert na Tauronie wynagrodził mi to, czego nie było mi dane doświadczyć dwa lata temu w Warszawie. Ponadto zostawił mnie z jednym z najbardziej starannych i dopracowanych występów tego roku. Kto wie – może jako pierwszy przystanek na The Locket Tour jesteśmy świadkami kolejnego koncertowego fenomenu? Madison na takie miano zasługiwała, zasługuje i zasługiwać będzie, a album Locket z pewnością jeszcze bardziej otwiera oczy po tej niezapomnianej wizycie.

Exit mobile version