Pierwsze utwory duetu Coals mogliśmy usłyszeć już w 2014 roku za sprawą EP-ki Homework. Od tamtego czasu zespół zagrał dziesiątki koncertów w całej Europie, wypuścił oficjalny debiut i nawiązał współpracę z takimi artystami jak Schafter, Piernikowski czy Kubi Producent. Już niebawem na sklepowe półki trafi ich drugi longplay zatytułowany Docusoap. Kacha i Łukasz udzielili nam wywiadu, w którym opowiedzieli co nieco o swojej nowej płycie.
Miłosz Musiał: Wielu artystów obawia się, że druga płyta nie podoła oczekiwaniom, które pozostawił po sobie debiut. Jeżeli weźmiemy pod uwagę EP-ki, Docusoap nie jest waszym drugim wydawnictwem, a czwartym. Czy czujecie, że dzięki temu trochę udało wam się ominąć ten słynny syndrom drugiej płyty?
Łukasz Rozmysłowski: Ja to bym w ogóle wykluczył pierwszy krążek. To był wymuszony przez media zlepek kawałków, nad którymi pracowaliśmy na samym początku.
Kacha Kowalczyk: Nie było tu żadnej promocji przez co jest dużo niejasności. Mówi się, że Homework wyszło w 2014, a piosenkę Sting wypuściliśmy w 2015, więc jest tu dużo przekłamania.
Łukasz: Także Docusoap to nasze trzecie oficjalne wydawnictwo. W sumie nie wiedziałem, że EP-ki też się wliczają. Ale jeśli tak to fajnie, że jakoś przez ten syndrom drugiej płyty przebrnęliśmy.
Kacha: No mam taką nadzieję!
MM: Czy te EP-ki to był zaplanowany ruch?
Kacha: My jesteśmy takim zespołem, który nie pilnuje aż tak tej chronologii.
Łukasz: Dopiero teraz się zorientowałem, że naszym drugim krążkiem była EP-ka, a tak w sumie to trzecim. Że gdyby się bliżej temu przyjrzeć to drugie było Tamagotchi, a pierwsze Homework.
Kacha: Żeby było ciekawiej, to w zeszłym roku też mieliśmy wydać pełny album, ale inne sprawy zajęły nam dużo czasu. Dlatego wyszedł Klan, na którym bardzo chcieliśmy zrobić coś w języku polskim, z ludźmi ze środowiska rapowego.
Łukasz: Nie chcieliśmy miszmaszu językowego na płycie. Postanowiliśmy wyciągnąć polskie piosenki i zrobić z nich EP-kę, zaprosić gości i wypromować jako zupełnie nowy twór. Natomiast na longplayu chcieliśmy więcej spójności.
Kacha: Jakoś ta EP-ka mnie przełamała by częściej coś wydawać. Żeby można było co roku wypuszczać jakiś projekt. Nie ma sensu zwlekać i przeżywać co ludzie powiedzą, bo cały czas się coś zmienia. Między Tamagotchi, a Klanem był spory odstęp, chyba dwa lata. Długo nic nie wydawaliśmy, ale teraz mamy mniejsze opory, by robić to co roku.
MM: Jak już wspominaliście Klan był w całości po polsku, a na nowej płycie mamy utwory wyłącznie w języku angielskim. W którym języku czujecie się lepiej?
Kacha: To jest ciężkie pytanie, bo po tej EP-ce nie mam już w ogóle oporów z pisaniem po polsku. Fajnie byłoby nagrać też całą płytę wyłącznie w języku polskim. Ostatnio słucham więcej polskiej muzyki niż kiedyś. Zwłaszcza sporo trapów, Tuzzy czy Hewry. Ale jeśli chodzi o jakiś tam zakres moich zainteresowań to słucham głównie muzyki anglojęzycznej, więc czerpię stety, niestety głównie z zachodu.
MM: Jedyny utwór z Docusoap w języku ojczystym to Plum, który zamyka cały album. Podobnie było na Tamagotchi. Zamierzacie kontynuować tę tradycję na następnych płytach?
Łukasz: To jest tylko bonus track i nie uważamy, że jest on częścią płyty.
Kacha: W sensie znowu tak jakoś dziwnie wyszło, ale nie wiem czy będziemy to kontynuować. Zobaczymy jak będzie z naszymi kolejnymi wydawnictwami, w jakim języku będą…
Łukasz: …i czy w ogóle zespół będzie istniał, czy nas ludzie nie znienawidzą. (śmiech)
MM: Wasze poprzednie dzieło, Klan EP obfitowało w występy rozmaitych gości. Na nowym krążku nie uświadczymy ich tak wielu jak poprzednio. Czy chcieliście w ten sposób stworzyć na Docusoap bardziej intymny klimat?
Kacha: Jest jeden gość i to jest nasz znajomy Felicita. To jest feat producencki. A sama nie wyobrażam sobie takich tradycyjnych featów na tej płycie. W sensie nie wiem kogo mogłabym wziąć. Z Polski, śpiewający po angielsku… no nie wiem. To by było dziwne chyba.
Łukasz: Nie mieliśmy żadnych propozycji, które by nam odpowiadały… chociaż był taki drugi kolega z tej samej wytwórni – PC Music, ale pewnie mu się nie podobało to co zrobiliśmy, bo przestał odpisywać. Także kolaboracja ucichła.
Kacha: Może jeszcze wyjdzie. (śmiech)
MM: A jak wyglądały kulisy waszej współpracy z Dominikiem Dvorakiem, czyli wspomnianym wcześniej Felicitą?
Łukasz: Dominik przyjechał… i co on właściwie robił? Odwiedził nas w moim mieszkaniu w Cieszynie, tam gdzie mam małe studio. Takie domowe w sypialni. A odwiedził nas, bo przyjechał spotkać się z rodziną albo w sprawie koncertu. W każdym razie wybierał się do Polski i przyjechał tydzień wcześniej aby nas odwiedzić, porobić z nami muzyczkę. Posiedzieliśmy, pograliśmy, zrobiliśmy chyba dwie piosenki. Jedną wcześniej robiliśmy przez Internet, ale ta piosenka, która pojawiła się na albumie, to ta, którą stworzyliśmy razem na miejscu.
Kacha: Wyszła z tego balladka z lat 70. na auto-tunie. (śmiech) Ale Felicita mówi, że lubi takie rzeczy. W ogóle zaczynał od gitary i często do niej wraca.
Łukasz: Zakładaliśmy jakiś elektroniczny collab, a w sumie Dominik przyjechał wziął gitarę klasyczną, którą kupiłem w Cieszynie na rynku za 20 zł od jakiegoś kolesia na OLX’ie. Zaczął grać i nagraliśmy takie DIY Horror Rock Pop. Jest też auto-tune i Kacha ma taki robotyczny, śmieszny głos.
Kacha: No chciałam to trochę uwspółcześnić, brzmiało zbyt old schoolowo już.
MM: Utwór nazywa się Oberek. Skąd pomysł na polskojęzyczną nazwę dla tego numeru?
Kacha: Jak pisałam ten tekst to myślałam o Felicicie, bo on jest bardzo zafascynowany polskim folklorem i łączy to z takimi bardzo współczesnymi nurtami. A piosenka jest o takiej kwiecistej przestrzeni wypełnionej parami, które tańczą właśnie oberka. No i stwierdziliśmy, że ta nazwa jest fajna, śmieszna i kojarzy się zarówno z Felicitą i z Polską.
MM: Jeden z waszych nowych utworów jest hołdem dla legendarnego malarza Davida Hockneya. Czy jego obrazy do was przemawiają i czy w ogóle malarstwo jest dla was ciekawą dziedziną sztuki?
Kacha: Nie wiem czy mogłabym przywołać jego obrazy tytułami. Kojarzę różne jego prace, również te fotograficzne kolaże. Na przykład tutaj jest nawiązanie do tych najpopularniejszych basenów. A poza tym bardzo lubię malarstwo, sama kiedyś uprawiałem, teraz już nie za bardzo…
Łukasz: Ja kojarzę, że u Kasi nawet leży jakiś obraz niedokończony od paru lat.
Kacha: Noo i jest tam właśnie basen i kolory z Hockneya. (śmiech) Ale to tak dla siebie maluję, nie żeby to miało wyjść gdzieś. Postanowiłam znaleźć sobie jakąś pasję, w której nie muszę być najlepsza. Po prostu sprawia mi przyjemność i stwierdziłam, że to właśnie będzie malowanie. Bardzo rzadko to robię, ale muszę wrócić, dzięki za przypomnienie.
MM: Skąd bierzecie inspiracje do utworów? Jedni zamykają się na cztery spusty w mieszkaniu, a inni wyruszają w emocjonujące podróże dookoła świata. Jak to wygląda u was?
Kacha: No my raczej nie podróżujemy. (śmiech) Chyba, że na koncerty. Ale głównie nagrywamy w mieszkaniu Łukasza albo u mnie.
Łukasz: Ja nie mam jakichś takich odjechanych inspiracji typu widoczki i podróże. Raczej inspirują mnie utwory, których właśnie słucham. Zazwyczaj słuchamy tego co jest modne za granicą.
Kacha: Ja lubię po prostu śledzić popowe piosenki, które są ciekawe i mają jakiś powiew świeżości. To mnie jakoś tam fascynuje. Podsyłamy sobie nasze zajawki i to ma bardzo duży wpływ na to co robimy.
Łukasz: Nie lubię jak ktoś się spina i mówi, że jeden gatunek, którego on słucha jest najlepszy.
MM: Ludzi z takim podejściem nie brakuje.
Łukasz: No właśnie…
MM: A jak wygląda wasz proces twórczy? Pracujecie nad utworami wspólnie czy osobno?
Kacha: Przy tej płycie dużo rzeczy robiliśmy osobno, dopiero pod koniec procesu się spotkaliśmy. Łukasz zrobił bazę bitów, ja tam później dośpiewałam, też tworzyłam jakieś melodie. Mieliśmy taki określony podział producent i wokalistka/tekściarka.
Łukasz: Ale był też taki wyjątek jak Oberek z Felicitą. Jeden kawałek, który powstał na miejscu.
Kacha: Znaczy ja wcześniej ułożyłam melodię, a później powstał tekst podczas takiego jam session. W każdym razie pod koniec jak sobie zrobiliśmy takie robocze nagrania, to spotkaliśmy się i razem siedzieliśmy nad muzą.
MM: Oprócz standardowej wersji CD, wasze poprzednie albumy ukazywały się na kasetach magnetofonowych. Czy waszej nowej płyty, również będziemy mogli posłuchać z tego nośnika?
Kacha: Byłoby fajnie, ale w sumie nie wiem gdzie moglibyśmy to wydać na razie. Nie wiem czy nasza wytwórnia jest gotowa na takie rzeczy. Myślę, że Tamagotchi to była miła sytuacja. Taka wytwórnia z Holandii, która wydaje tylko kasety, była zainteresowana i powiedziała, że nam to wyda. Dlatego nasz pierwszy album wypuściliśmy na kasecie.
Łukasz: Jak się nazywała ta wytwórnia?
Kacha: Geertruida Records.
Łukasz: Produkowali w domu, mieli takie maszynki do kopiowania kaset. Mają swoje studio, fajne rzeczy robią. Ostatnio mieli taką opcję, że wynajęli jakiś dom na Islandii. Robili sesje dla artystów na jakimś kompletnym odludziu, którzy akurat byli w trasie i chcieli robić sobie muzyczkę.
Kacha: Klan z kolei wydaliśmy sami na kasecie, a Asfalt sprzedawał je w swoim sklepie.
Łukasz: Ale też po części, bo połowę kaset sprzedaliśmy przez Plays z tego co pamiętam. Taka strona internetowa.
MM: Skoro o kasetach mowa, to w swojej twórczości często nawiązujecie do „najtisów”. Co ma w sobie wyjątkowego ta dekada, czego nie mają inne?
Kacha: Ja już w sumie nie wiem, bo już się trochę pogubiłam w tych czasach szczerze mówiąc.
Łukasz: Już troszkę nam to przechodzi. Nie skupialiśmy się na inspiracji „najtisami” przy tej płycie. No chyba, że rozdzielczością ekranu 4:3 w teledyskach. (śmiech)
Kacha: Lubimy łączyć retromanię ze współczesnością, ale czasem nie mamy świadomości, że coś już było, bo urodziliśmy się trochę za późno. Te wszystkie motywy z przeszłości i teraźniejszości są tak zmiksowane, że czasem wydaje mi się, że coś jest zupełnie nowe, a jest zerżnięte choćby z lat dziewięćdziesiątych.
MM: Zapytam was jeszcze o plany na przyszłość. Czym zamierzacie się zająć po premierze płyty?
Łukasz: Będziemy zajmować się głównie przygotowaniami do koncertów, robieniem aranży.
Kacha: Może pojawią się jakieś featy…
Łukasz: Nie myślimy jeszcze o kolejnym wydawnictwie. Skupiamy się na tym materiale, na promocji i na koncertach. Zobaczymy też jaki będzie odbiór i czy przyjdą do nas kolejne inspiracje.

