Wystarczyło jedynie debiutanckie Pure Heroine, aby Lorde stała się jedną z najważniejszych postaci współczesnego popu. Nowozelandka szybko dała się poznać jako niezwykle dojrzała artystka, a poziom jej świadomości muzycznej zrobił ogromne wrażenie na milionach słuchaczy. Lorde wraca po prawie czterech latach. Melodrama to kolejny rozdział w karierze 20-letniej Elli Mariji Lani Yelich-O’Connor. Etap, który na pewno nie przejdzie bez echa.
Lorde nie miała jeszcze nawet skończonych 17 lat, kiedy znalazła się w samym centrum uwagi muzycznych mediów. Wydanie hitowego Royals, premiera debiutanckiego albumu, ogromny sukces podczas 56. gali rozdania nagród Grammy i obecność na ścieżkach dźwiękowych do filmów z serii Igrzyska Śmierci. Nowozelandka przeżyła to wszystko będąc tylko nastolatką. Całkiem spory bagaż doświadczeń.
Mimo że Pure Heroine okazało się niezwykle dojrzałym i przemyślanym albumem, a Lorde chwalono za wysoką świadomość muzyczną w tak młodym wieku – dało słyszeć się głosy, że może być to jedynie kolejny jednorazowy sukces, a nowa pierwszoligowa bohaterka popu zniknie tak samo szybko, jak się pojawiła.
Album Melodrama powinien z sukcesem uciszyć największych hejterów i zamknąć usta wszystkim niedowiarkom. Tak, mamy do czynienia z dziewczyną, która została obdarzona niczym innym, jak czystym talentem artystycznym.
Wielu przewidywało, że artystka może pójść w nieco bardziej komercyjne klimaty. Tak się jednak nie stało. Nowozelandka konsekwentnie podąża wydeptaną przez siebie wcześniej ścieżką. Po raz kolejny otrzymaliśmy zestaw niekonwencjonalnych popowych kompozycji, w których nic nie jest oczywiste. Nagłe zmiany tempa, dźwiękowe niespodzianki, ciekawe bity i refreny, hipnotyzujący oraz balansujący często na granicy szeptu wokal. Lorde flirtuje niezwykle stylowo z synth popem, elektroniką, indie, a nawet lekkim hip-hopem.
Producencka kolaboracja z Jackiem Antonoffem z Bleachers, który współpracował m.in. z Taylor Swift, Sią i fun., pozwoliła 20-latce eksplorować obszary jeszcze przez nią nieodkryte. Nie można się oprzeć wrażeniu, że Melodrama to młodszy, ale dużo bogatszy brat Pure Heroine. Paleta utworów zawarta na drugim albumie jest zdecydowanie bardziej różnorodna i dynamiczna, ale wciąż tak mocno minimalistyczna. Mimo że tytuł płyty może na to wskazywać, nie mamy tu niepotrzebnego teatralnego dramatyzmu. Wszystkie piosenki prowadzą dialog ze sobą.
Dziarskie, wręcz agresywne Green Light, niekonwencjonalne i bardzo w stylu Robyn Supercut czy niezwykle subtelne, inspirowane twórczością Kate Bush Writer In The Dark. Na takie kompozycje Lorde nie pozwalała sobie jeszcze na debiucie.
Nowozelandka nie próbuje swoim głosem osiągać najwyższych rejestrów. Nie popisuje się swoją skalą czy techniką. Robi coś zupełnie innego, dużo bardziej hipnotyzującego. Za sprawą swojego wokalu niezwykle łatwo wpływa na klimat. W mgnieniu oka potrafi stworzyć za jego pomocą atmosferę ogromnie intymną i osobistą, żeby po chwili zmienić nastrój o 180 stopni. Aby się o tym przekonać wystarczy poznać romantyczne, wciągające The Louvre, instrumentalnie zaskakujące Sober czy finałowe, niezwykle pewne siebie Perfect Places.
https://www.youtube.com/watch?v=zm_ztEhOB48
Rzadko się spotyka w muzyce popularnej kogoś, kto jest tak bardzo sobą. Jej liryczny talent jest zwyczajnie zbyt dobry, by przejść obok obojętnie. Wraz z nią badamy czasy wczesnej dorosłości i problemów, które ona przynosi. Na Melodrama znalazło się miejsce na niezwykłą szczerość, humor, wszechobecną niepewność, strach i pragnienia. W rytmicznym Homemade Dynamite, najbardziej zbliżonym klimatem do debiutanckiego albumu utworze, Lorde dzieli się spontanicznymi, pozytywnymi emocjami, które towarzyszą w momencie poznania kogoś nieznajomego.
Niezwykle osobiste Liability to blisko trzyminutowa refleksja nad samotnością, która jest wpisana w życie wielkiej gwiazdy. To gorzka cena sławy. Fragment „The truth is I am a toy that people enjoy, til all of the tricks don’t work anymore and then they are bored of me” sprawia, że musisz się choć na chwilę zatrzymać się przy tej fortepianowej balladzie. To trudny utwór, ale z naprawdę ważnym przesłaniem: żyj w zgodzie ze sobą i ucz się kochać samego siebie.
Poznajcie drugą odsłonę Lorde – młodą kobietę, która nie boi się rysować przed nami obrazów ze swoimi największymi lękami w tle. Czasami mroczna, czasami dowcipna. 20-letnia hedonistka, która jest w pełni gotowa na wielką sztukę. Jej inteligentny, niekonwencjonalny pop ciekawi oraz fascynuje. Melodrama to zjawiskowe dzieło, które Cię wciągnie i zatrzyma na długie godziny. Prosimy o więcej takich głosów młodego pokolenia.

