All About Music wspiera różnych artystów z różnych środowisk muzycznych. Doskonałym przykładem może być tu twórczość Lion Shepherd, których album objęliśmy naszym patronatem medialnym. Już dziś możecie również przeczytać wywiad z wokalistą zespołu, Kamilem Haidarem, który Wam polecamy!
Lion Shepherd to nowy projekt wokalisty Kamila Haidara i gitarzysty Mateusza Owczarka, który zbiera same entuzjastyczne opinie recenzentów. Niedawno ukazał się ich debiutancki album Hiraeth, a już za niedługo ruszają w wielką trasę koncertową po Europie z zespołem Riverside.
Łukasz Jaćkiewicz: Jako Lion Shepherd jesteście debiutantami i dla naszych czytelników możecie był w wielu przypadkach nieznani. Moglibyście się więc im przedstawić?
Kamil Haidar: Cześć, jesteśmy Lion Shepherd i gramy etnoworldprogressiveacoustic rocka (śmiech).
Łukasz Jaćkiewicz: Doskonale, już się znamy (śmiech). Na rynku muzycznym działacie już od dawna, a znani możecie być wszystkim m.in. z projektu Maqama. Ciężka muzyka rockowa i metalowa od zawsze grała Wam w duszy?
Kamil Haidar: Zdecydowanie tak. Zresztą zupełnie jak inne gatunki. Myślę, że bycie muzykiem zobowiązuje do bycia otwartym. Trzeba być osłuchanym w różnych gatunkach. To wzbogaca, poszerza horyzonty. Zresztą czołowi muzycy nawet grający w wąskich specjalizacjach jak Death Metal zazwyczaj świetnie się orientują w klasyce, bluesie czy nawet muzyce popowej i elektronicznej.
Łukasz Jaćkiewicz: Postanowiliście jednak spróbować czegoś innego. Lion Shepherd to zatem realizacja Waszych kolejnych marzeń i próba przedstawienia ich szerszemu gronu odbiorców?
Kamil Haidar: To przede wszystkim realizacja samych siebie w tych poszerzonych horyzontach. Ja muszę ciągle się rozwijać, nie chcę grać w kółko tego samego. Ciągle szukam czegoś nowego. Bardzo interesują nas wpływy world music i etniczne, uwielbiamy muzykę organiczną. Interesujemy się też coraz bardziej elektroniką i transem więc kto wie co się wydarzy na kolejnej płycie.
Łukasz Jaćkiewicz: Hiraeth to płyta wielowątkowa i bogata stylistycznie, znajdziemy na niej i odwołania do muzyki wschodniej, orientalnej i melancholijnej strony rocka. Taki był główny zamysł tego wydawnictwa?
Kamil Haidar: Zdecydowanie tak. To synteza naszego dotychczasowego muzycznego życia. Bardzo cieszę się, że nie było żadnych półśrodków, użyliśmy bardzo szerokiego instrumentarium od instrumentów etnicznych, przez akustyczne, elektryczne po elektroniczne. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej płyty bo jesteśmy pewni, że obecnie to jest najwięcej na co nas stać. I wydaje mi się to uczciwe podejście.
Łukasz Jaćkiewicz: Co w ogóle oznacza tytuł płyty w kontekście całego albumu?
Kamil Haidar: Hiraeth to nostalgia, tęsknota za tym co minęło, za domem rodzinnym… To płyta głównie o przemijaniu i definicji siebie jako niezależnej jednostki, indywidualności w zmieniającym się co prawda ale ciągle świecie, który dąży do unifikacji.
Łukasz Jaćkiewicz: Nasza recenzentka po wysłuchaniu tego albumu napisała, że możemy przestać wstydzić się rodzimej sceny muzycznej spod znaku brzmień alternatywno-rockowych. Cieszą Was takie odniesienia, pozytywne reakcje i recenzje ze strony fanów jak i dziennikarzy?
Kamil Haidar: Bardzo nas cieszą, włożyliśmy w tą płytę całych siebie i jesteśmy pewni swego. I cieszę się, że zbieramy tak pozytywny odzew, bo reakcje są wręcz entuzjastyczne jeszcze przed trasą, a spodziewaliśmy się ich dopiero po (śmiech). Ale mówiąc szczerze to nie interesuje nas scena alternatywna i nie chcemy być jej częścią. My się pchamy do mainstreamu!!! (śmiech)
Łukasz Jaćkiewicz: Gdy dobrze wsłuchamy się w melodie usłyszymy tu oryginalne instrumenty: lutnię oud, santur, hinduskie perkusjonalia. To rzadkość na polskim rynku muzycznym. Skąd w ogóle pomysł na ich wykorzystanie?
Kamil Haidar: Po pierwsze to wynik tych poszukiwań i ambicji o których wspomniałem wyżej, a po drugie, z racji że są one rzadkością, to właśnie nas wyróżnia. Trudno jest takie instrumentarium implementować do muzyki rockowej czy około rockowej więc było to dla nas wyzwaniem.
Łukasz Jaćkiewicz: W sesji nagraniowej oprócz polskich muzyków brali udział wirtuozi pochodzenia arabskiego i perskiego. Jak udało Wam się namówić ich do współpracy i kto w ogóle z Wami nagrywał utwory?
Kamil Haidar: Nagrywali z nami Rasm Al Mashan z Jemenu, Jahiar Irani z Iranu ale też doskonały perkusjonalista Polak – Sławek Berny, czy brat Mateusza – Samuel Owczarek na harmonijce ustnej. Nie sposób również wspomnieć o Wojtku Rucińskim (bas) i Radku Kordowskim, który zagrał na Hammondzie. Także tak jak instrumentarium, również towarzystwo było doborowe.
Łukasz Jaćkiewicz: Nie można też zapomnieć o polskich muzykach. Łatwo im było nawiązać muzyczną nić współpracy z zagranicznymi kolegami?
Kamil Haidar: To doskonali muzycy, którzy grali już z setkami innych a język muzyki jest uniwersalny. Więc było łatwo.
Łukasz Jaćkiewicz: Wszystkie utwory na płycie są po angielsku. Nie myśleliście o wpleceniu w taką muzykę polskich słów?
Kamil Haidar: Myśleliśmy, ale na stole mieliśmy też kontrakt zagraniczny. Chcemy dotrzeć nie tylko do Polskiej publiczności. Więc jezyk też musi być uniwersalny.
Łukasz Jaćkiewicz: Ruszacie wraz z Riverside i The Sixxis w wielką europejską trasę koncertową, podczas której odwiedzicie 22 miasta w 8 państwach. To chyba duże dla Was wyróżnienie, że możecie prezentować się nie tylko w Polsce, ale i za granicą?
Kamil Haidar: Bardzo duże ale to też zwieńczenie drogi którą obraliśmy i wynik wieloletniej ciężkiej pracy, którą wykonaliśmy.
Łukasz Jaćkiewicz: Jak będą wyglądać Wasze występy i co chcecie na nich prezentować?
Kamil Haidar: Trzeba przyjść i się przekonać!!!! (śmiech)

