Site icon All About Music

Linia Nocna – Szepty i dropy (2020), recenzja Dariusza Kozery

Monika Wydrzyńska i Mikołaj Trybulec, znani jako duet Linia Nocna, powrócili ze swoim drugim studyjnym albumem. Zwiastunów płyty było całkiem sporo i każda z nich był nieco inną odsłoną twórczości tej dwójki. Teraz nadszedł czas na podsumowanie tego co już znane oraz odkrycie i zagłębienie się w nowości. Zapraszam do recenzji płyty Szepty i dropy.

Linia Nocna to wciąż mało (zdecydowanie za mało!) znany w Polsce duet niezwykle zgranych artystów. Monika i Mikołaj działają niczym jedna osoba pod dwoma postaciami. Słuchając tego co razem tworzą mam wrażenie, że rozumieją się bez słów, a ich muzyczne serducha biją w tym samym rytmie. Widać, że ta dwójka ma przede wszystkim na swoją twórczość pomysł i to w moim mniemaniu dość unikatowy. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem faktu iż potrafią łączyć tak delikatny i kruchy wokal Mimi z momentami typowo klubowymi bitami i jeszcze nadać temu ład i skład.

Nie będę ukrywał, że jestem ogromnym miłośnikiem wokalu Moniki. Miałem przyjemność słuchać jej na żywo i uwierzcie mi, nie będziecie w stanie odróżnić takiego występu w jej wykonaniu od studyjnej wersji utworu. Dziewczyna nie potrzebuje się popisywać wysokimi i długimi dźwiękami. Ona najzwyczajniej w świecie śpiewa prosto z serca, co nadaje utworom takim jak Wyszłam z ciała zaraz wracam czy Kiedy mnie nie będzie już niezwykłej magii. Aura unosząca się wokół tych utworów sprawia momentalnie, że mam ochotę wcisnąć replay. Dodatkowo ogromne ukłony dla duetu za zdolności pisania piosenek. Większość utworów ma tekst dosłownie z życia wzięty, który mimo wszystko jest skomplikowany w swojej prostocie. Aż boję się pomyśleć ile jeszcze mistrzowskich tekstów trzymają jeszcze w swoich szufladach.

Linia Nocna ma charakterystyczne brzmienie, które towarzyszy im od pierwszego albumu. Cieszy mnie bardzo, że ich styl nie uległ ogromnej zmianie, a jedynie ewolucję podczas nagrywania drugiej płyty. Utwory takie jak Notre Dame, Kranówka czy Hulajnogi to idealne podsumowanie ich bardziej klubowej i tanecznej odsłony. Wiem, że duet nie ma parcia na szkło i nie zależy im na typowo radiowych przebojach, aczkolwiek nie potrafię zrozumieć czemu żaden z tych kawałków mimowolnie się tam nie przebił. Ich najnowszy singiel zatytułowany Komary z pewnością nie odnajdzie swojego miejsca w radiowych rozgłośniach. Myślę za to, że idealnie dopasuje się do chłodnych, zimowych wieczorów w domu pod kocem i przy szklance herbaty.
Jednym z efektów muzycznej ewolucji tego duetu jest kompozycja Mdli. Z początku nie byłem do niej jakoś bardzo przekonany. Z czasem zacząłem się jednak wkręcać w nieco psychodeliczne brzmienie tego kawałka. Myślę, że mogłoby on świetnie sprawdzić się podczas koncertu z odpowiednimi efektami świetlnymi w tle.

Jeżeli chodzi o minusy płyty Szepty i dropy to co tu dużo mówić, nie ma ich zbyt wiele. Do mnie nie przemówił utwór nagrany z Kubą Badachem. Zdecydowanie odstaje on od reszty płyty i gdyby go na niej zabrakło, to z pewnością bym nie płakał. Apelowałbym również do duetu, aby udostępnili dłuższą wersję intra Od Nowa. To zbrodnia zrobić tak dobry a zarazem tak krótki wstęp do albumu… Chciałbym również mieć ponownie okazję usłyszeć Monikę w akompaniamencie pianina. Po dziś dzień mam w serduchu utwór W Tobie tonę, z pierwszej płyty duetu i czekam z utęsknieniem na kolejną tego typu kompozycję.

Jeżeli chodzi o najmocniejsze elementy, to trochę już o nich wspomniałem wcześniej. Do tzw. perełek z pewnością mogę zaliczyć również Wpadłeś mi w inne. Wykorzystanie folderu z facebooka do zrobienia piosenki? Genialne! Piosenka wpada w ucho tak szybko jak wiadomości od nieznajomych trafiają do folderu inne. Można jej śmiało słuchać na zapętleniu i z pewnością szybko się nie znudzi. Spory plus za utwór Moda. Zarówno tekstowo jak i muzycznie w całości mnie nim kupiliście. Podobno sytuacja z Poniedziałkiem. Idealne odwzorowanie stanu umysłu większości osób w ten zdecydowanie najgorszy dzień tygodnia. No i po raz kolejny bezbłędny i genialny tekst.

Linia Nocna z pewnością mnie nie rozczarowała, a wręcz przeciwnie, pozytywnie zaskoczyła. Cieszę się, że duet nadal trzyma się swojego planu na tworzenie muzyki i robi to moim zdaniem genialnie. Monika i Mikołaj zachowują charakterystyczne brzmienie i nie chcą na siłę przebić do radia. Na szczęście to nie częstotliwość puszczania danego utworu w radiu decyduje o tym, czy jest on dobry.
Jestem pewien, że Szepty i dropy sprawdzą się doskonale podczas koncertów i wręcz nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z duetem. Brawa dla Was jeszcze raz za produkcję i teksty, które są na naprawdę wysokim poziomie. Mogę bez wahania powiedzieć, że zostaliście stworzeni do tego by zajmować się muzyką, także kontynuujcie proszę swoją przygodę i wypełniajcie moją kolekcję kolejnymi płytami.

Exit mobile version