Site icon All About Music

Life Festival w Oświęcimiu dobiegł końca! Przeczytajcie relację z tego wydarzenia

Life Festival Oświęcim z roku na rok przybiera coraz to większych kształtów, prościej mówiąc – rozrasta się. Artyści grający na poprzednich edycji tacy jak Sting czy Peter Gabriel robili ogromne wrażenie, lecz finał tegorocznej odsłony oświęcimskiej imprezy nie dość, że trwał dwa dni to liczba głównych gwiazd była taka sama! Publiczność pierwszego dnia podziwiała na scenie po raz pierwszy będący w Polsce amerykański zespół Soundgarden, drugi dzień natomiast należał do Erica Claptona.

 

Dzień pierwszy – 27.06

Dzień pierwszy rozpoczął młody zespół Coria, którego występ był nagrodą w konkursie Life On Stage. Chłopaki mają już spore doświadczenie sceniczne, bo jeszcze w poprzednich grupach supportowali Guns ‘N Roses czy sam wokalista występował w takich programach jak X-Factor czy Must be the Music, jednak jak sam przyznał granie w tym miejscu jest dla nich szczególnym wyróżnieniem i bardzo się z tego faktu cieszą. Zespół przygotowuje się obecnie do wydania swojego debiutanckiego albumu Teoria Splątania, zatem usłyszeliśmy utwory z niego pochodzące. Niespodzianką był gość specjalny, którego wokalista zapowiedział słowami: ’czy znacie Paramore?’. Na scenie jednak nie pojawiła się Hayley Williams, lecz Amelia Borkowska, która bardzo ją przypominała. Niebawem po tym grupa zniknęła za kulisami, by technicy mogli na scenie instalować już sprzęt Luxtorpedy.

Luxtorpeda zorganizowała prawdziwy koncert życzeń. Świetny kontakt z publicznością, niemal każdy utwór poprzedzony słowem wstępu oraz niezwykła zabawa to najkrótsze określenie tego co działo się o 18. na scenie głównej. Grupa zagrała w sumie 15 kawałków, co naprawdę robi wrażenie. Zaczęli od Od może do może, a następnie przeszli do J’eu les poids oraz Nieobecny Nieznajomy. W pewnym momencie z publiczności zaczęły dochodzić krzyki z prośbą o zagranie ulubionych utworów fanów, zespół zatem bez najmniejszych przeszkód wysłuchał ich i usłyszeliśmy Mowa Trawa oraz Tajne Znaki. Nie zabrakło oczywiście kawałka Mambałaga z ich najnowszej płyty A morał tej historii mógłby być taki, mimo, że cukrowe to jednak buraki oraz utworu, który znają chyba wszyscy – Autystyczny. Zespół pokazał jak potrafi bawiąc się muzyką wplatając w utwór Niezalogowani motyw z kawałka Maanamu Kocham Cię Kochanie Moje, czy tez jak ważny jest dla niego kontakt z fanami, gdy zeskakujący ze sceny Robert Drężek podszedł do pierwszych rzędów by podziękować za przybycie oraz przybić sobie piątkę. Zarówno fani, jak i osoby mniej kojarzące dokonania Roberta Friedricha i reszty powinna być w pełni usatysfakcjonowana tym co zobaczyła.

Zanim na scenie pojawiła się główna gwiazda – Soundgarden – swoje show rozpoczęli Balkan Beat Box. Nie da się opisać w kilku słowach tego, co panowie proponują swoim słuchaczom. W ich muzyce jest wszystko – od reggae, dancehallu, po akcenty muzyki klezmerskiej i popu. Nawet ci, którzy nie zamierzali się ruszać, zrobili to z pewnością, ponieważ nie sposób stać w miejscu podczas gdy słyszy się ich muzykę. Bardzo pozytywny występ i jestem pewna, że publiczność na pewno bawiła się dobrze.

Punkt 21.30 bez jakichkolwiek spóźnień na scenę wkroczyli Soundgarden. Fani przywitali ich gromkimi brawami oraz okrzykami. Nie powinno to jednak dziwić, skoro grupa przyjeżdża do Polski po raz pierwszy po tylu latach istnienia. Fanklub zadbał, by to wydarzenie utkwiło na zawsze w pamięci muzyków i przygotował flagę, na której zebrał podpisy publiczności, literki, które w rękach pierwszych rzędów układały się w napis powitalny oraz wreszcie o białe i czerwone karteczki, mające być podniesione w trakcie pierwszego utworu. Publiczność usłyszała zarówno perełki takie jak My Way czy Black Hole Sun, ale i też Spoonman i Superunknown. Kontakt z publiką Chrisa był naprawdę niezły, muzyk wręcz spacerował od jednego końca sceny do drugiego uważnie przyglądając się każdej osobie. Na jego twarzy widać było uśmiech, najwyraźniej wszelkie akcje fanowskie spodobały mu się, a także nieraz chwytał za mikrofon, by coś powiedzieć do tłumu i były to oczywiście miłe słowa. Set dopełniły takie utwory jak Rusty Cage oraz Flower, a na bis usłyszeliśmy Let Me Drown oraz Beyond the Wheel. Wszyscy fani powinni być zadowoleni, ponieważ zespół zagrał ponad 1.5 h, co rzadko należy do festiwalowych standardów. Nie pozostaje im nic innego jak tylko czekać na kolejna wizytę Amerykanów, miejmy nadzieje jednak, że nie tyle co tym razem.

Dzień drugi – 28.06

Drugi dzień rozpoczęli swoim występem Eleanore Krieger. Publiczność zobaczyła na scenie znajome twarze, a mianowicie Wojciecha Baranowskiego oraz Ernesta Staniaszka z programu The Voice Of Poland. Był to premierowy występ chłopaków pod tą nazwą i jednocześnie rozpoczęcie ich współpracy jak zespół. Przygotowują się w tym momencie do wydania debiutanckiej płyty i zaprezentowali nam takie utwory jak Tytuł, Lullaby czy Come On.

Kolejno na scenie pojawili się Ice 9. Zespół mimo, że pochodzi z Izraela zna bardzo dobrze nasza kulturę o czym świadczył fakt, że w swojej muzyce wykorzystuje teksty Jacka Kaczmarskiego. Oczywiście nie mogli się tym nie pochwalić i tłum usłyszał Naszą Klasę przetłumaczoną zgrabnie na ich język. Muzycy łączą w swoim graniu wiele gatunków, moje pierwsza skojarzenie to nawet sięgnięcie po wzór Franz Ferdinand czy innych młodych brytyjskich kapel.

O godzinie 18. na scenę wkroczył młody niemiecki zespół Abby. Osobiście uważam ich za największą niespodziankę i odkrycie tego festiwalu, ponieważ chłopaki grają muzykę, która jest mi najbliższa – radosny, melodyjny indie rock. Na swoim koncie mają debiut Friends and Enemies i to właśnie z utworów z niego pochodzących składała się setlista. Nie zabrakło tytułowego kawałka, Calm Down, Streets a także Karma. Byłam bardzo zawiedziona, gdy po odegraniu zaledwie kilku utworów zespół zniknął na backstage’u, ponieważ dla mnie mogliby tak jeszcze grać i grać. Fakt, że dzień wcześniej grali na Glastonbury świadczy o tym, że to naprawdę nie jest byle kto. Dla fanów Bombay Bicycle Club polecam, spodoba Wam się na pewno!

Do koncertu Erica Claptona zostały niespełna dwie godziny, zatem już niewiele. Zanim jednak muzyk pojawił się na scenie, pierwsze zaprezentowała się Edyta Bartosiewicz wraz z zespołem. Mimo, że artystka wydała niedawno nowy album Renovatio próżno było wyczekiwać utworów z niego pochodzących. Setlista była oparta w główne mierze na jej największych przebojach takich jak Zegar, Urodziny, Przemoknięte Serca Miast czy Skłamałam. Pojawiły się także Jenny oraz Szał w nowych, odświeżonych aranżacjach. Fani starszego grania Bartosiewicz też mogli coś dla siebie znaleźć, bowiem już na samym początku pojawiły się kawałki XXI wiek oraz Emmilou. Niespodzianką był cover – zagadka, który publiczność sama miała rozpoznać. Fani brytyjskiego, gitarowego rocka nie powinni byli mieć z tym problemów, bowiem zespól wziął na warsztat przebój grupy Joy DivisionLove Will Tear Us Apart. Niespodzianką był dla grupy fakt, że został wywołany na bisy. Zdecydowali się zagrać Ostatni i na tym zakończyli swój występ.

W mgnieniu oka na scenie zrobiło się pusto i zaczęli pojawiać się techniczni Erica Claptona. Bardzo szybko uporali się z wszelkimi trudnościami i niemal przed czasem na scenę wkroczył On. Eric Clapton we własnej osobie. Burza oklasków, rekordowa publiczność, bo blisko 20 tysięcy ludzi zwrócone były na jednego człowieka. Swój występ rozpoczęli od Somebody’s Knocking, by następnie przejść do Key to the Highway i Pretending. Minimalny kontakt z publiką, rzucane co piosenkę ‘Thank You’ oraz niezwykłe skupienie – tak można opisać to jaką osobą jest Eric. Nie zabrakło oczywiście największych utworów, czyli Tears In Heaven czy Layla, a także Cocaine kończącej podstawowy set. Za mikrofonem stawał nie tylko sam muzyk, lecz także i jego kompani. Na bis usłyszeliśmy High Time We Went, a podstawowa setlistę dopełniały takie numery jak Crazy Mama, Cross Road Blues czy Tell The Truth.

Ogromne muzyczne święto dla fanów nie tylko jednego gatunku, lecz całego mnóstwa. Organizatorzy zadbali o to, by każdy znalazł coś dla siebie i jest to prawidłowe rozwiązanie. Tym samym czyni to ten festiwal nieprzewidywalnym, bo nigdy nie ma pewności kto też mógłby się pojawić na nim za rok. A pojawi się ktoś na pewno, o czym zapewniono nas ze sceny. Wspaniałe muzyczne święto dobiegło końca, zatem pozostaje nam czekać na jego kolejną edycję!

Exit mobile version