LemON to wypromowany przez telewizyjne, muzyczne show Must Be The Music zespół z korzeniami łemkowskimi, który w szybkim tempie został okrzyknięty wschodzącą nadzieją dla polskiej sceny muzyki popularnej. O ile nie sposób nie zachwycić się pięknem debiutanckiego albumu, tak w przypadku drugiego krążka pozostaje pewien niedosyt. Obawiam się, że Panowie nieco wpadli w sidła komercji i wydali album bardziej stonowany.
Na początku chcę zaznaczyć, że drugi album zespołu jest dobry. Jednak, jak zaznaczyłam na wstępie pozostawił u mnie pewien niedosyt. Głównie chodzi mi o fakt, iż emocjonalność, za którą chwaliłam debiut, jest bardzo rozmyta, emocje są bardziej wyblakłe i nie wysuwają się na pierwszy plan. A przecież to właśnie za to pokochaliśmy LemONa. Za to, że czuliśmy całą paletę emocji, że Igor przeżywał każdą z piosenek, że zabierał nas w świat emocji trudnych i niejednokrotnie niejednoznacznych. Na drugim albumie te emocje owszem są, jednak jakby bardziej stonowane, schowane gdzieś na drugim planie. Niezmienny pozostaje świetny wokal Igora. Pokazuje on, że jest artystą kompletnym, który dobrze odnajduje się zarówno w lirycznych wykonaniach, jak i mocniejszych kawałkach.
Album otwiera mrocznie rozpoczynająca się kompozycja, która w refrenie nabiera nieco rockowego charakteru za sprawą gitary. Stary film bo o nim mowa to kompozycja różnorodna, ze zmiennym tempem. Od mocnych dźwięków po bardzo łagodne. W drugiej części klimatu dodają skrzypce, które dobrze komponują się z wokalem artysty. Następnie dostajemy dwa single. AKE utwór, któremu towarzyszyła akcja związana ze składaniem żurawi z origami. Ciekawy pomysł angażowania fanów.
Kto widział klip AKE i śledzi nasz profil, ten wie, że według japońskiej legendy – jeśli złożysz 1000 żurawi z papieru, to spełni się Twoje marzenie… Japończycy wierzą, że jeśli chce Ci się poświęcić czas na złożenie żurawi z papieru, to znaczy że naprawdę Ci zależy… że naprawdę w to wierzysz! I musi się udać!!
Złożenie 1000 żurawi miało również dać wsparcie Tomkowi Kowalskiemu (zwycięzcy IV edycji MBTM), który uległ wypadkowi. Sama kompozycja mimo, iż wydaje się być lekka odnosi się do istotnych kwestii. Osobiście bardzo lubię ten numer. Następnie mamy bardziej emocjonalną tytułową Scarlett z genialnym fortepianowym wprowadzeniem. Tutaj Igor pokazuje swoje emocje, które kipią z utworu. Wspomnę już o trzecim singlu, którym został kawałek Jutro. Potrzebowałam kilkunastu przesłuchań tego utworu, aby się do niego przekonać, a później nie mogłam się od niego uwolnić. Poruszył mnie tekst, który traktuje o przemijalności ludzkiego istnienia, o miłości, o nadziei. Tak poza tematem to jedyne, co zabija te single to nieustanne wałkowanie ich w stacjach radiowych. Człowiek po pewnym czasie zaczyna mieć ich dość. Czasami powinni oni zrozumieć, że w niektórych przypadkach mniej znaczy więcej.
Lwia część to najładniejszy utwór na tym albumie. Bardzo spokojny i nostalgiczny. Minimalistyczna aranżacja tylko dodaje jej uroku i pozwala delektować się wokalem Igora. Na pochwałę zasługuje również fakt, iż zespół pozostaje wierny swoim korzeniom i ponownie znajdujemy utwory wykonane w języku łemkowskim. I tak pierwszym z nich jest ujmująca ballada Fantasmagoria, która rozpoczyna się pięknym wprowadzeniem skrzypiec. W nieco mrocznym i tajemniczym klimacie, głównie za sprawą chórków, utrzymana jest kompozycja Pid Oblaczkom, która jest najkrótszym utworem na płycie i trwa niespełna 2 minuty. Zupełnym przeciwieństwem, jeżeli chodzi o długość, jest Cinematic, utwór trwający ponad 7 minut! Sama kompozycja jest stonowana i bardzo subtelna. Utwór O niczym kompletnie wydaje się być oderwany od całości płyty i zaburza całą jego spójność. Mocne gitarowe wejście i perkusja nie pasują do reszty utworów. Aczkolwiek sama kompozycja, mimo swego tytułu, mówi o kwestiach całkiem ważnych.
Wiesz kiedyś my wpadliśmy w wir muszenia, jaki w tym sens, wolałabym chcieć
(…) I Ty i ja potrzeba nam wolności
Poza Lwią częścią ujęła mnie również ballada Hollow. W niej czuć emocje, które są bardziej wyeksponowane. Tak więc album to zestawienie radiowych, komercyjnych kawałków z utworami bardziej temperamentnymi i emocjonalnymi. Tymi, które potrafią ująć wrażliwego słuchacza.
Faktem jest, iż zespół za sprawą swojego debiutu odniósł ogromny sukces komercyjny, jednak zrobił to prezentując twórczość nieszablonową, ambitną i bardzo swoją. Drugi album sukces na pewno odniesie, co widać po powodzeniu singli, jednak dla mnie nie przebił on debiutu i myślę, że z każdą kolejną płytą będzie coraz trudniej go przebić. Jednak zespół tworzy muzykę, która okraszona regionalnym smaczkiem miejscami ciągle może zachwycić i chociażby dlatego warto zapoznać się z tym materiałem, na którym znajdziemy kilka perełek. Cieszy fakt, że Panowie nie zachłysnęli się sukcesem pierwszego albumu i nie spoczęli na laurach a przy tym ciągle pozostają sobą.
