Site icon All About Music

LemON rozgrzał warszawską Stodołę, relacja Sergiusza Królaka

11 grudnia br. w warszawskim klubie Stodoła odbył się koncert polsko-łemkowskiego zespołu LemON, zwycięzców trzeciej edycji polsatowskiego Must Be the Music. Tylko Muzyka. Trzeba przyznać, że jeśli chodzi o emocje na scenie, to grupa po raz kolejny spisała się znakomicie.

Koncert rozpoczął się kilka minut po 20:00 występem Iwony Kmiecik, znanej m.in. z udziału w czwartej edycji talent-show. Wokalistka wykonała cztery utwory promujące jej debiutancką płytę – Kolor szalechetności. Na bis zaprezentowała cover przeboju Rihanny Only Girl (in the World), który przyniósł jej popularność wśród widzów programu. Jako drugi support wystąpił zespół MoMo, który rozgrzał wszystkich zgromadzonych w Stodole brzmieniami popu alternatywnego. Ok. 21:30 na scenie pojawiły się gwiazdy wieczoru – grupa LemON, która po raz pierwszy zaprezentowała się w Stodole.

Już na sam widok instrumentalistów zespołu, wszystkie fanki zaczęły piszczeć i skandować nazwę zespołu. Jako pierwszy zaprezentowany został utwór Pizno, którego klimat stworzyła perkusja i pianino. Nie obyło się również bez wpadki – praktycznie przez całą piosenkę nie było słuchać skrzypiec Andrzeja Olejnika. Kiedy już jednak doszło do jego solówki, zostałem zahipnotyzowany brzmieniami strun. Dopełnieniem świetności występu był bridge, w którym Igor Herbut zaczął w charakterystyczny dla siebie sposób śpiewać, krzycząc. Jednak o ile w spokojnych, alternatywno-popowych utworach brzmiało to niezwykle, w żywszych (np. w Peronieprzeszkadzało, a wręcz – irytowało. I w tym przypadku jedynym plusem okazała się perkusja Piotra „Budynia” Budniaka, która stworzyła świetny klimat R&B, oraz solówka gitarzysty Adama Horoszczaka.

Najwięcej okrzyków publiczności zebrała prezentacja singla Będę z Tobą, wykonanego w wersji teledyskowej. Fanki ściśnięte w pierwszych rzędach zaczęły wtórować wokaliście, razem z nim śpiewając refren utworu. Sam wokalista niejednokrotnie nawiązywał z nami kontakt, angażując nas w rytmiczne klaskanie czy śpiewanie (w piosenkach Teplo czy Peronu) lub dzieląc się z nami swoimi przemyśleniami i uczuciami (np. że jest bardzo zestresowany albo że bardzo się cieszy z naszej obecności). Mówił mądrze, a swoimi (często nawet quasi-filozoficznymi) wypowiedziami nawiązywał do tematyki poszczególnych utworów. Przed zaśpiewaniem Bez boju radził nam walczyć o to, na czym nam zależy, a przed Teplo wyznał, że w życiu chodzi o to, by dawać sobie ciepło” (po czym polecił wszystkim zakochanym się przytulić). Każdej „przemowie” towarzyszyło świetne tło muzyczne, w którym cicho grali instrumentaliści.

Zresztą, największą zaletą całego koncertu była właśnie sekcja instrumentalna. Pozytywne wrażenie wywarło wykonanie utworu Wiej,  którego genialna solówka gitary elektrycznej oraz liryczna końcówka zaśpiewana i zagrana na pianinie przez Herbuta wzruszyły każdego. A jak dodać do tego dźwięki skrzypiec w tle… Każdy z muzyków miał zresztą swoje „5 minut” na scenie. Andrzej zagrał genialne solo na skrzypcach podczas Bez boju, a Piotr Kołacz oczarował każdego swoją grą na basie w trakcie Peronu (w którym wokalista skandował razem z nami hasła „pokój – miłość” czy „więcej – muzy”). Herbut oczarowywał natomiast emocjonalnością swojego śpiewania, zwłaszcza w balladach Teplo, Pizno czy Dewiat („utworu, od którego wszystko się zaczęło”). Ostatni jednak, mimo wysokiej skali emocji, nie obył się bez kilku krzywych dźwięków oraz potknięć wokalnych Igora. 

Podczas koncertu gościnnie wystąpił też Michał Sobierajski, znany z udziału w trzeciej edycji programu The Voice of Poland. Wykonał on z zespołem swój utwór Eternity, wzruszając publiczność spokojną grą pianina oraz ciepłym wokalem. Prawdziwą furorę wywołały jednak pierwsze dźwięki singla Nice, podczas którego wszyscy obecni w pierwszych rzędach wyjęli kartki z napisami „Freedom”, „Peace”, „Luck” czy „LemON” i zaczęli nimi wymachiwać. Obrazek wyszedł pięknie, a podsumowaniem tego była kapitalna solówka perkusisty, dynamiczne dźwięki bębnów oraz „Igorowa rada” – „musimy wykonać trud, by zrealizować swoje marzenia”. Po takim przekazie zespół zszedł ze sceny, a swój czas miał perkusista. To, jak wykonał swoją solówkę, przywarło każdego do ściany. Różnorodność rytmiczna, niesymetryczne brzmienia oraz wysokość dźwięków wzbudziły podziw.

Jako bis zespół wykonał singiel Napraw, w którym uwagę przykuły klawisze oraz mocne basy. Szkoda, że pod koniec utworu Igor zaczął niemiłosiernie wyć, jak wilk do księżyca… Wieczór podsumował cover przeboju The Beatles – All You Need Is Love. 

Był to kolejny koncert LemONa, na którym publiczność była napełniona emocjonalnością Igora, dopieszczona brzmieniami instrumentów oraz rozgrzana do czerwoności klimatem, który panował w Stodole. Mam nadzieję, że już niedługo zespół ponownie zagra w tym klubie i nagra nową płytę, z którą wyruszą w trasę promocyjną.

Exit mobile version