Site icon All About Music

LemON – LemON (2012), recenzja Marty Mrowiec

Debiuty z jednej strony powinno oceniać się łatwiej, gdyż są swego rodzaju powiewem świeżości na rynku. nie ma poprzednich albumów, do których musielibyśmy się odwoływać i dokonywać porównań. Z drugiej strony artysta jest nam nieznany, jest nowością, którą sami musimy zdefiniować i określić. Odkrywanie nowej płyty LemONa było czymś fascynującym. Kompletnie zaskoczył mnie jej charakter. I takie właśnie powinny być debiuty!

Debiutancki krążek zespołu LemON zatytułowany tak samo jak zespól miał swoją premierę 27 listopada. Album ukazał się nakładem EMI Music i zawiera 14 piosenek (3 znane z MBTM, dwa covery oraz jak łatwo policzyć 9 autorskich piosenek zespołu).

Po wydaniu singla Będę z tobą obawiałam się tego albumu. Singiel był niczym, nie wyróżniającym się, kolejnym rzewnym numerem, który puszczany w radio przyprawiał o mdłości. Na szczęście na debiucie LemONa to tylko jedno słabsze ogniwo i nawet nie do końca słabe, gdyż znajdziemy alternatywną wersję tego kawałka, która brzmi zdecydowanie lepiej. Reszta numerów sprawiła, że przeszedł mnie dreszcz i z każdym kolejnym numerem chciałam  więcej.

Przeszywający na wskroś wokal Igora przepełniony jest tyloma emocjami, że słuchając go sami zaczynamy je odczuwać. Na tym albumie słychać, że cały jest muzyką i cały się jej oddaje. W każdym kawałku pokazuje swoją niespotykaną wrażliwość. Zarówno w tekstach, jak i w swoim śpiewie.

Krążek otwiera numer znany z polsatowskiego MBTM Litaj Ptaszko. Na początku mamy swego rodzaju prolog oparty w głównej mierze na krótkim fragmencie piosenki i dźwiękach fortepianu. Później  już w całości słuchamy Litaj Ptaszko, jednak tym razem skomponowane w oparciu o skrzypce. Kolejne Teplo to numer zaczynający się bardzo spokojnie. To utwór o pierwszym niewinnym uczuciu wykonywany zarówno w języku polskim jak i łemkowskim, co w efekcie dało ciekawy rezultat.

Czy dostrzegasz ten moment przed samym pocałunkiem… zieleń twych oczy, ciepło twych ust, zapach… słyszę twój oddech…ja, ja latam.

Podobne połączenie języków występuje w Dewiacie. To kolejna zmysłowa opowieść o uczuciach. W podobnym, nieco balladowym klimacie, utrzymana jest również piosenka Wiej (z gitarowym brzmieniem w tle) czy Napraw.

Ogólnie koncepcje wszystkich numerów są podobne. Łagodny wstęp, z  wybuchem w środku i łagodnym zakończeniem. To taki powolny rozwój i stopniowanie emocji do ich całkowitego uwolnienia.  Nie przypuszczałam, że w tym chłopaku, o bądź co bądź, wątłej posturze drzemie tak potężny głos. Wokal Igora jest niesamowity! Potrafi idealnie modulować głos i przechodzić  od szeptu praktycznie do krzyku.

Ciekawą budową ma również numer Nice, w którym to Igor i Marcin Kuczewski na przemian deklamują i śpiewają. Recytowanie fragmentów przez Marcina sprawia, że przenosimy się do innego świata, zaczyna nas otaczać jakaś tajemnicza aura. Podobnie jest w ostatniej piosence Wiem, że nie śpisz. Zaskakujące stwierdzenia zadziwiają w swej prostocie. To takie dosyć specyficzne wyznanie uczuć : „chciałbym być twoim cukrem, twoją kawą… Zimnym piwem na końcu podróży…” Utwór ma charakter trochę nerwowy, ale dzięki temu chwyta za serce.  Na krążku, jak już wspominałam, znajdują się także dwie wersje numeru Będę z tobą. Osobiście bardziej podoba mi się  wersja nieradiowa. Nieco bardziej melodyjna, jednocześnie z mocniejszym i wyraźniejszym wokalem.

Tak więc płyta to połączenie  utworów po polsku, łemkowsku oraz angielsku i w zasadzie nie ma różnicy w jakim języku śpiewa Igor, gdyż w każdym brzmi świetnie. Mam wrażenie, że jako nieliczny potrafi doskonale przekazać emocje, które zawarł w tekstach. On po prostu żyje tym o czym śpiewa, słychać to w każdym numerze. Żadna z piosenek nie jest po prostu zwyczajnie odśpiewana. One są muzycznie przeżyte przez wokalistę LemONa. A dzięki temu – my słuchacze – również przeżywamy jego muzykę. Na swoim debiutanckim krążku zwycięzcy MBTM umożliwili nam swoistą kontemplację muzyki. Przenoszą nas w swój świat. Świat głębokich uczuć, rozdarcia, ale też nadziei i wiary. Świat dobrze dogranych i wysmakowanych dźwięków.

Nawet cover dobrze wszystkim znanego przeboju The Beatles All You Need is Love nabrał pewnego rodzaju świeżości i brzmi bardzo przekonująco. Co do drugiego coveru to trudno jest mi go oceniać, gdyż nie znam oryginału a po kilku jego przesłuchaniach oba pozostają dla mnie nowością. Jedyny utwór, który jakoś nie bardzo pasuje mi do całości to Pizno, który głównie opiera się na wokalu lidera z pojedynczymi dźwiękami w tle. Ale jest to tylko mały, nieistotny szczegół.

LemON to naprawdę dobra dawka nasączonych emocjami kawałków, z których emanuje energia i żywiołowość.  Podoba mi się, że praktycznie w każdym utworze kawałku oprócz wokalu Igora wyróżniany jest inny instrument. Dostajemy genialne, liryczne partie smyczkowe, gitarowe brzmienia nadające piosenką nieco rockowy charakter, piękne melodie fortepianu czy zwykłe dźwięki bębna. Różnorodność to główny atut krążka.

LemON pokazał, że nie przypadkiem wygrał MBTM. Oby tylko udało im się tworzyć kolejne, w zupełności własne albumy bez parcia na szkło i korzystania z „cennych” rad wytwórni. Debiut jak najbardziej udany. Jest różnorodnie, łagodnie i mocno, cicho i głośno, zaskakująco, nieprzeciętnie, nieszablonowo. Powiało ciekawym klimatem, którego brakuje na polskim rynku. Ale dosyć tego chwalenia po prostu sprawdźcie sami.

Exit mobile version