Site icon All About Music

Legenda jazzu i ikona popu znowu razem. Tony Bennett & Lady Gaga – Love For Sale, 2021, recenzja

Ona – ikona młodego pokolenia światowego popu – i on – legenda muzyki jazzowej. Czy z tego połączenia mogło wyjść coś dobrego? Już w 2014 roku ta dwójka udowodniła, że tak. Love for Sale to prawdziwy prezent dla fanów wydanego 7 lat temu albumu Cheek To Cheek, na którym Lady Gaga pokazała, że muzyczne eksperymenty nie są jej straszne. Teraz zaśpiewa ponownie obok Tony’ego Bennetta klasyki muzyki jazzowej. Nowy album to ukłon w stronę Cole’a Portera – to jego kompozycje artyści tym razem biorą na warsztat. Ich ostatni wspólny projekt mógł udowodnić sceptykom, że Lady Gaga to artystka wszechstronna, natomiast jej młodszą publiczność nieco zbliżyć do jazzowych brzmień. Tym razem nie było inaczej.

To wyjątkowa płyta – nie tylko dla wielbicieli amerykańskiej artystki, lecz także słuchaczy Tony’ego Bennetta, który zapowiadając ją w dniu swoich 95-tych urodzin ogłosił, iż będzie to już ostatnie wydawnictwo w jego, trwającej już kilkadziesiąt lat, karierze. I choć słuchając otwierającej ten krążek kompozycji, It’s De-Lovely trochę zwątpiłam, czy aby tym razem wykonawcom nie zabraknie tak wspaniałej energii, jaką dali nam parę lat wcześniej – szybko udowodnili, że oboje nadal są w formie. Może nawet lepszej niż ostatnio, choć to wydawnictwo ma mimo wszystko nieco inny charakter.

Mam wrażenie, że w porównaniu z Cheek To Cheek, na Love For Sale jest więcej kompozycji naprawdę eleganckich i wzniosłych. To chyba sprawia, że na pierwszy rzut ucha ten album jest od poprzednika ciężej przyswajalny, ale warto dać mu szansę. Night And Day w interpretacji artystów brzmi jak piękny utwór rodem wyjęty z bajki Disneya, podobnie zresztą jak baśniowe Do I Love You, będące solowym wokalnym popisem Lady Gagi, która wyśpiewuje tu melodie tak delikatnie, a jednocześnie głęboko jak nigdy wcześniej. I trzeba przyznać, że choć artyści tworzą razem wyjątkowy duet, to te ich samodzielne wystąpienia robią równie wielkie wrażenie. Nie da się nie zachwycać śpiewem Lady Gagi w dość minimalistycznym, ale niezwykle poruszającym Let’s Do It. Momenty Tony’ego Bennetta to także jedne z highlightów wydawnictwa – Just One Of Those Things zachwyca rozbudowaną warstwą instrumentalną, a So In Love nieco surowym klimatem i swego rodzaju mrokiem.

Nie da się jednak zignorować, jak niesamowicie Gaga i Bennett współgrają ze sobą – kompozycja tytułowa, która z ballady zmienia się w awangardową jazzową kompozycję, jest najlepszym tego dowodem: to istny dialog między artystą i artystką, która bawi się swoim głosem bez oporu. Podobnie wypada rozpoczynające się od dźwięków pianina I Get A Kick Out Of You. Fantastycznie słucha się też wpadającego w rytm bossa novy I Concentrate On You czy wyjątkowo subtelnego Dream Dreaming. 

Jestem fanką połączenia Tony’ego Bennetta z Lady Gagą od samego początku, bo uważam za niesamowite zjawisko stykanie się w muzyce osobistości, które zdawałyby się być na kompletnie różnych biegunach. W przypadku tej dwójki mamy do czynienia nie tylko z różnicą pokoleniową, ale i gatunkową. Cheek To Cheek było czymś niesamowitym. Dowodem na to, że między takimi osobami da się znaleźć punkt wspólny, a do tego dowodem dojrzałości artystycznej Lady Gagi. Wydawałoby się jednak, że była to jednorazowa przygoda, a okazuje się, że ten album nie był chwilową zachcianką. Love For Sale to jego dojrzalsza siostra, z której wydania niezmiernie się cieszę.

Exit mobile version