Site icon All About Music

Lawson – Perspective (2016), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Wiele razy podkreślałam, jak ważny jest drugi album w karierze danego zespołu. Miałam przyjemność recenzować kilka takich pozycji – jedne bardziej udane, inne mniej. Nie da się ukryć, że w przypadku grupy Lawson i ich nowego krążka Perspective coś poszło nie tak. Dlatego też śmiało mogę ten album zaliczyć do tej drugiej kategorii.

Lawson to zespół pochodzący z Wielkiej Brytanii. Panowie: Andy Brown, Ryan Fletcher, Joel Peat oraz Adam Pitts szerszej publiczności dali się poznać za sprawą singla Juliet, który podbił europejskie stacje radiowe. Swoją nazwę zawdzięczają nazwisku lekarza, który operował Browna. Mając chwytliwą nazwę i głowy pełne pomysłów zaczęli nagrywać. Trzy lata po rozpoczęciu działalności (tj. w 2012 roku) wypuścili na rynek swój pierwszy długogrający album Chapman Square, a teraz powracają z nowym materiałem. Dokładnie 8 lipca 2016 roku światło dzienne ujrzała płyta zatytułowana Perspective. Skąd taka nazwa? W jednym z wywiadów wokalista – Andy (który również jest współautorem wszystkich tekstów piosenek, jakie na krążku się znalazły) powiedział, że Perspective (z ang. perspektywa) to idealne słowo na tytuł ponieważ oddaje wszystko to, co działo się w jego życiu osobistym przez kilka wcześniejszych lat. To właśnie dzięki tym prywatnym wydarzeniom nabrał perspektywy na życie i stwierdził, że nie mogli jako zespół zatytułować drugiego krążka inaczej.
Cóż, nazwa może i idealna, niestety zawartość już taka nie jest. Na wydawnictwie znalazło się w wersji podstawowej 12 piosenek, natomiast wersja deluxe wzbogacona została o 7 dodatkowych kompozycji. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, że moja recenzja oscylować będzie tylko wokół wersji podstawowej, dlatego wszystkich tych, którzy sięgnęli po moją ocenę tego albumu ze względu na dodatki pragnę przeprosić.

Album otwiera kompozycja tytułowa, która pełni rolę pełnoprawnego intro. Utwór zaczyna się spokojnie, ale zanim się na dobre się rozpoczął, to już się niestety skończył. Jest swoistym przedstawieniem krążka. Zdecydowanym minusem jest jego długość (1:13). Następnie posilę się na podział płyty na dwie części. Standardowo część szybka i część wolna. Do tej pierwszej można zaliczyć takie kompozycje jak: We Are The Fire, Money, Roads, When I’m Old, I Look Anyway, Lion’s Den, Rio oraz Used to Be Us. Po kolei. Piosenki Money oraz Roads powinny być znane wszystkim miłośnikom zespołu, bo to właśnie one zostały singlami promocyjnymi. Może to dłuższe osłuchanie się z utworami, może to fakt, że jako pierwsze ujrzały światło dzienne, ale stylistyka reggae w pierwszej oraz posłuch country w drugiej zupełnie mnie nie przekonały. Zdecydowanie za dużo wszystkiego upchane tylko w trzech minutach. Przekombinowane, chociaż przy pierwszym odsłuchu może to robić wrażenie i zapaść w pamięć. Na dłuższą metę jednak męczy.

Dalej mamy zdecydowanie najsilniejsze utwory płyty Perspective. Rio zaczyna się ciekawie, pierwszorzędną rolę odgrywa na początku perkusja, co mogło zaskoczyć. Refren ma bardzo wakacyjny wydźwięk, idealny wręcz na obecnie trwający letni czas. Za plus można też uznać nieskomplikowany tekst refrenu. Genialne wplecione załamanie pomiędzy zwrotkami. Głos Andy’go nie brzmi tak irytująco tak, jak to ma miejsce z wyżej wymienionymi utworami, a wręcz interesująco zgrywa się z melodią – jednym słowem pasuje idealnie. Co do Lion’s Den oraz Used To Be Us – to zdecydowanie takie utwory, które wpadają w ucho od pierwszego przesłuchania. Obie mają ciekawą linię melodyczną. Warto dodać, że zarówno w pierwszej jak i w drugiej refren jest najmocniejszym fragmentem. Taka szkoda, że Lion’s Den nie został singlem… sukces komercyjny mieliby w garści! Słychać, że zespół eksperymentował trochę z elektroniką – te dwie piosenki wyróżniają się znacznie na tle reszty, właśnie dzięki temu. Mogę zatem z czystym sumieniem stwierdzić, że ryzyko w tych dwóch przypadkach się opłaciło. Aż chce się powiedzieć: Panowie, czemu cała płyta nie jest utrzymana w tej stylistyce?!. I Look Anyway – z początku delikatna, w refrenie zdecydowanie przyśpiesza, natomiast zapoznając się z When I’m Old miałam wrażenie, że to cover jakiejś piosenki, którą już gdzieś słyszałam…

Przechodząc do drugiej kategorii, czyli utworów wolnych wypada wymienić: Where My Love Goes, Only Water, a także zamykające album Love & War. Jeśli chodzi o utwory spokojne to na płycie Perspective w tym przypadku Lawson zaliczyli regres. Where My Love Goes jest tak słodką kompozycją, że w pewnym momencie miałam zwyczajnie dość. Nieudanym (moim zdaniem!) zabiegiem było również przyśpieszenie w refrenie, które skojarzyło mi się (nie wiem jakim cudem) ze świętami Bożego Narodzenia. Całość brzmi fatalnie, wręcz odpychająco i zwyczajnie słabo. Only Water to typowa ballada. Spokojna, delikatna, w tle słychać pianino. Andy w końcu mógł posilić się o pokaz swojego warsztatu. Melodia wręcz stworzona jak do jakiegoś filmu romantycznego, a dramaturgia w refrenie zasługuje na uznanie. Ciekawym zabiegiem było również pod koniec utworu wprowadzenie smyczków i gitar. Bez wątpienia wzbogaciły kompozycję i z ręką na sercu mogę stwierdzić, że jest to najlepsza ballada na płycie. Love & War (piosenka zamykająca) w moim odczuciu przeszła bez echa i wiele razy musiałam się w nią wsłuchiwać, żeby w końcu o niej pamiętać. Szkoda, że właśnie takim kawałkiem żegnają się ze słuchaczami. Utwór zaczyna się standardowo bardzo powoli, w drugiej zwrotce dodatkowo słychać głos kobiecy. Całość wyszła dość pretensjonalnie i nijako. Kompozycja do jednorazowego odsłuchania.

Zespół Lawson w pewnym sensie zaliczył dość duży spadek, jeśli porównamy album Perspective z jego poprzednikiem – Chapman Square. Panowie postawili na kilka eksperymentów – w dwóch przypadkach bardzo udanych, które wręcz wzniosły ich na poziom wyżej. Z drugiej strony na nowym krążku nie pokazali niczego nowego. Miałam wręcz wrażenie, że wszystko już słyszałam na ich pierwszej płycie, a co więcej – że jako zespół nie mają nam nic nowego do zaoferowania. Wydawnictwo Perspective wzbudziło we mnie mieszane uczucia. Wiem, że zespół Lawson stać na dużo więcej niż nierówny album z czterema dobrymi kompozycjami. Wierzę, że po tym etapie szukania własnego brzmienia kolejna płyta studyjna przyniesie dużo bardziej przemyślany i spójny materiał, a o zespole Lawson usłyszymy (oby pozytywnie) jeszcze niejeden raz.

Exit mobile version