Site icon All About Music

Lato dotarło do Rzeszowa. Relacja Julii Maciąg z 1. dnia Santander Letnie Brzmienia w Rzeszowie

W dniach 7-8 lipca trasa Santander Letnie Brzmienia zawitała do Rzeszowa. Jest to już trzeci z dziewięciu przystanków wakacyjnego festiwalu. Do stolicy Podkarpacia zawitali między innymi Mrozu, Zalia, Mery Spolsky, Brodka czy Kacperczyk. Z kolei ja wybrałam się tylko na pierwszy dzień festiwalu, który przyciągnął mnie dzięki line-upowi tego dnia, chociaż bardzo żałuję, że nie udało mi się posłuchać na żywo premierowego projektu Letnich Brzmień, czyli Babiego Lata. Mimo wszystko warto było wybrać się na ten jeden dzień, ponieważ czuć było ten festiwalowy klimat nie tylko dzięki koncertom, ale także dzięki atrakcjom, które czekały na uczestników, na przykład robienie wianków, rzucanie piłką do kosza, czy zrobienie festiwalowego makijażu. Przed wejściem na festiwal uczestnicy mogli także odebrać darmową puszkę Coca-Coli, co też okazało się dla mnie miłym zaskoczeniem.

Tym razem koncerty nie odbywały się na terenie Parku Sybiraków jak w ubiegłych latach, a na terenie Hali Podpromie niedaleko rzeszowskiej filharmonii. To jednak nie przeszkodziło publiczności, która pierwszego dnia miała okazję posłuchać występów pochodzącego z Rzeszowa Arka Kłusowskiego, Zalii, Natalii Szroeder, Mroza, zespołu LemON oraz braci Kacperczyk

Pierwszy na scenie pojawił się Arek Kłusowski, którego repertuaru nie znałam, ale przysłuchiwałam się z czystej ciekawości piosenkom. Wokalista grał przedpremierowo materiał z trzeciej płyty, której premiera jest zaplanowana na 4 sierpnia. Bardzo podobała mi się to, jak swobodnie czuje się na scenie i jak się świetnie na niej bawi. Zachęcił mnie do tego, aby zapoznać się lepiej z jego dyskografią i wyczekiwać na jego najnowszy album. Od niego tryskała radość z tego, co robi, a uśmiech nie schodził z jego twarzy. Poza nowym materiałem Arek Kłusowski zagrał także Idealnego Syna, Antarktydę, czy Rocznik 92.

Choć nie usłyszałam projektu Babie Lato, to miałam okazję posłuchać jednej z członkiń, czyli Zalię. U Zalii było już czuć ten klimat wakacji, dzięki jej radiówkowym piosenkom jak Przestrzeń, Plany czy Bezsensownie sprawdzających się idealnie w gusta tej trasy. Swój występ zakończyła piosenką sensualnym utworem sierpień snujący wakacyjne plany.

Dla mnie głównym celem było wybrać się na koncert Natalii Szroeder, z którą rozmijałyśmy się wielokrotnie i nie miałam okazji posłuchać jej wcześniej na żywo. Tym razem się udało i nareszcie usłyszałam piosenki z albumu Pogłos, który był moim ulubionym polskim albumem 2021 roku. Warto też wspomnieć o kwiatowym wystroju panujący podczas jej 45-minutowego show, który  robi na scenie ogromne wrażenie. Wzruszający był występ z piosenką Para, nie ukrywam, że się popłakałam przy tej piosence. Dodatkowo piosenkarka zagrała Długość Dźwięków Samotności Myslovitz, Pestki oraz Parasole

Zapierający dech w piersiach był koncert Mroza. To powiedzenie może być już oklepane, jeśli kolejna osoba o tym wspomni, ale nie mogę zaprzeczyć, że Mrozu zamienił scenę w Rzeszowie w złoto. Jego głos naprawdę na żywo brzmi fenomenalnie. Charyzma nie opuszczała go ani razu, a ze sceny wybrzmiały takie hity jak nagrodzony Fryderykiem Za daleko, Aura, Napad, Nic do stracenia, a nawet dwa razy Jak nie my to kto, z czego drugi raz na bis w wersji rockowej, co mi zaimponowało. Mrozu zrobił najdłuższy koncert tego dnia i nie żałuję żadnej minuty, bo było warto.

Koncert LemON to była czysta nostalgia, która towarzyszyła mi w trakcie występu zespołu. Igor Herbut to artysta posiadający jeden z najbardziej skrupulatnych męskich głosów na polskiej scenie muzycznej, a jego wysokie rejestry do dziś dźwięczą w mojej głowie. Na scenie, kiedy rozmawiał z publicznością, modulował swój głos, żeby brzmiał jak jedenastoletni chłopak, co nawet zabawnie brzmiało. To wszystko, ponieważ zespół jest już 11. lat na polskiej scenie muzycznej. Skromnie Igor mówił o piosenkach, nawet wspomniał, że polubił się z utworem Wkręceni. Jednak podczas śpiewania… emocje były nie do opisania, a ciarki na ciele świadczą o tym doskonale. Poza wszechstronnym wokalem Igora Herbuta zapamiętałam także przejście z gitarowego solo z piosenki Seven Nation Army do piosenki Napraw, na które czekałam najbardziej. Jedno jest pewne – na koncert LemON muszę się wybrać jeszcze raz.

Pierwszy dzień Letnich Brzmień zakończyli bracia Maciej i Paweł Kacperczyk. Cali na czarno (no może poza białymi koszulami) rozbudzili Rzeszów przed 23 i publika razem z wokalistą zespołu wyśpiewali najnowsze piosenki z albumu Pokolenie Końca Świata. Nie muszę mówić, jaki utwór najgłośniej śpiewała publika, ale jeśli ktoś nie ma Tik Toka, to powiem, że to jakbym zjadł mentosy i popił je colą. Oprócz viralowego hitu ostatnich tygodni wybrzmiały Brejdaki, Artysta z ASP, Awionetki, czy wzruszająca pozycja, czyli Syn Okiennika. Podczas Pokolenia Końca Świata Maciej Kacperczyk wyszedł zintegrować się z fanami, a na koniec show zachęcał ludzi do skakania, a sam robił na scenie pajacyki. Był to ciekawy koncert, po którym chcę więcej i nie mogę się doczekać nadchodzącej trasy promującej trzeci album braci.

Letnie Brzmienia w Rzeszowie obfitowały w mocny skład, co mnie wręcz cieszy, że akurat 7 lipca udało mi się zobaczyć moich ulubionych polskich artystów na jednej scenie jednego dnia. Zachęcamy do wzięcia udziału w kolejnych koncertach z trasy Santander Letnie Brzmienia w innych miastach, ponieważ jest to naprawdę świetna dawka dobrej, polskiej muzyki. 

Exit mobile version