Site icon All About Music

Larum grają!, czyli Lao Che w Stodole. Relacja Karoliny Młynarskiej

Jak dobrze spędzić piątkowy wieczór? Wybrać się na koncert ulubionego zespołu. Gwarantowane zdarte gardło, zmęczone od tańców i skakania mięśnie oraz uśmiech nieschodzący z twarzy. Podobnie jak ja pomyślało kilkaset osób, którzy stopniowo zapełniali przestronną salę warszawskiego klubu Stodoła, wyczekując występu grupy Lao Che.

Zanim jednak na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, w roli supportu zaprezentowała się ukraińska grupa Sex Blender. Mam dość mieszane uczucia względem tego występu. Zespół przez pół godziny grał same instrumentalne utwory, które – należy to przyznać – były ładne, poprawne, ale po pięciu minutach straciłam nimi zainteresowanie. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie choćby jednej charakterystycznej melodii, bo takie się nie pojawiły. Szkoda, że całokształt wypadł tak, a nie inaczej, ale trzeba być wyrozumiałym – członkowie byli wyraźnie spięci, choć się starali. A to najważniejsze.

Kilka minut przed dwudziestą na scenie pojawili się Lao Che, witani głośnymi okrzykami i gromkimi brawami. Koncert rozpoczęli, grając utwór Idzie wiatr z płyty Soundtrack. Z tego samego albumu nie zabrakło jeszcze Zombi! oraz granego na bis Govindam, który jest prawdziwą energetyczną petardą, choć w wersji studyjnej może na to nie wskazywać. Ze starszych kompozycji grupy usłyszeliśmy jeszcze Dłonie z płyty Prąd stały / Prąd zmienny, a także – co bardzo mnie ucieszyło i zaskoczyło jednocześnie – mroczne Lelum Polelum, pochodzące z pierwszego krążka o tytule Gusła. Lao raczej nieczęsto sięgają na koncertach po swoje pierwsze dokonania, więc miła to była odmiana.

Występ zdominowały jednak dwa najświeższe albumy – Dzieciom z 2015 roku oraz zeszłoroczna Wiedza o społeczeństwie. Z tej pierwszej zagrano między innymi Znajdę, Tu (ależ nastąpił wówczas wybuch energii; zarówno na scenie, jak i w tłumie), Dżina oraz, której ciągle domagał się chłopiec stojący obok mnie, Wojenkę. Uwielbiam tę piosenkę w wersji live, ponieważ przeradza się ona wtedy w dialog między wokalistą, Spiętym, a publicznością. Idealna okazja do porządnego wykrzyczenia się. Wiedzę o społeczeństwie reprezentowały na przykład moja ukochana Spółdzielnia, charakterystyczna Baśń tysiąca i jednej nocki, rytmiczne Gott Mit Lizus, a także single Nie Raj oraz Kapitan Polska.

Piątkowy występ Lao Che był już/dopiero (niepotrzebne skreślić) moim trzecim koncertem, ale wiem, że nieostatnim. Za każdym razem zachwyca mnie ichnia umiejętność łączenia tak ważnych, błyskotliwych, często niejednoznacznych tekstów z niezwykle chwytliwymi i rytmicznymi melodiami. Dopiero na koncertach widać, ile dźwięków, instrumentów i wysiłku jest wykorzystywanych, by Lao Che brzmieli tak doskonale, jak to robią zawsze. Biorąc pod uwagę jeszcze fakt, ile kładą energii w swoje występy (dozgonny szacunek dla Denata, Żubra i przede wszystkim Karola za ich tańce, skoki i wczuwanie się w muzykę), to już w ogóle czapki z głów.

W piosence Kapitan Polska padają słowa: larum grają! i choć chodzi wtedy o sowietów, do samej grupy też to hasło pasuje jak ulał. Lao Che grają mocno, intensywnie, nie szczędzą energii i zaangażowania. Tym samym odpłaca im się publika, która każdą piosenkę przeżywa równie mocno – czasami nawet bardziej – jak sami muzycy. Myślę, że to naprawdę dobry układ. Przekonajcie się sami. Przed zespołem jeszcze kilkanaście koncertów, a przed Wami kilkanaście okazji, by przekonać się o ich świetności na własnej skórze.

Setlista

  1. Idzie wiatr
  2. Szkolnictwo
  3. Znajda
  4. Dłonie
  5. Gott Mit Lizus
  6. United Colours Of Armagedon
  7. Spółdzielnia
  8. Tu
  9. Bajka o Misiu (tom pierwszy)
  10. Legenda o Smoku
  11. Baśń tysiąca i jednej nocki
  12. Zbieg z krainy deszczowców
  13. Dżin
  14. Lelum Polelum
  15. Zombi!
  16. Wojenka
  17. Kapitan Polska
  18. Nie Raj
  19. Govindam
  20. Sen a’la tren
Exit mobile version