Site icon All About Music

Lara Fabian – Camouflage (2017), recenzja Karoliny Młynarskiej

Lara Fabian to wokalistka obecna na scenie muzycznej już od wielu lat. W jej dyskografii widnieje już trzynaście tytułów albumów studyjnych, z czego pięć z nich nagranych jest po angielsku – reszta płyt jest głównie po francusku. W 1988 roku, mając zaledwie 18 lat, reprezentowała Luksemburg w Konkursie Piosenki Eurowizji – tym samym zajęła wysokie, czwarte miejsce w końcowej klasyfikacji. Camouflage to jej najnowsze wydawnictwo, w całości zaśpiewane po angielsku. Jest następcą wydanego w 2015 roku francuskojęzycznego albumu Ma vie dans la tienne.

Na Camouflage składa się standardowa liczba utworów – znajdziemy ich dwanaście. Łącznie trwają niecałą godzinę, a ja, słuchając ich, miałam wrażenie, że ciągną się w nieskończoność. Nie będę ukrywać, że nie czerpałam zbyt dużej przyjemności podczas zapoznawania się z zawartością Camouflage. Kilkakrotnie przerywałam słuchanie zaledwie po kilku piosenkach, bowiem strasznie mnie one męczyły. Zlewały się w jedno, odnosiłam wrażenie, że niczym się pomiędzy sobą nie różnią. A gdy już udawało mi się słuchać bez przerw, zapominałam o koncentracji nad płytą – po prostu coś w tle sobie grało, podczas gdy ja skupiałam się na czymś innym. Nie świadczy to zbyt dobrze o jakości płyty Fabian.

Pierwszą zapowiedź płyty stanowiło nagranie Growing Wings, które też rozpoczyna całą przygodę z najnowszym albumem belgijskiej wokalistki. Utwór ma przyjemną, popową melodię, która może się podobać, choć wysokie wokalizy Lary są irytujące. Bardzo irytujące. Dalej dostajemy Chameleon, które w refrenie niemiłosiernie przypomina mi piosenkę Only Teardrops Emmelie de Forest, którą przed czterema laty zawojowała Eurowizję. Nie mogę się odpędzić od tego skojarzenia, więc jednocześnie nie potrafię przekonać się do Chameleon, które same w sobie jest nijakie.



Chciałabym powiedzieć, że im głębiej brniemy w album, tym jest lepiej – niestety: jest albo tak samo nudno, albo jeszcze gorzej. If I Let You Love Me brzmi jak patetyczna kontynuacja pierwszego singla, z kolei Choose What You Love Most drażni swoją wyraźną, dobitną podniosłością. Łatwo da się zauważyć, że Lara Fabian lubi przekrzykiwać własne utwory. Zgadzam się, że wokal ma bez zarzutów – zgrabnie nim operuje i wyciąga wysokie dźwięki, ale niestety nie robi tego z wyczuciem czy wdziękiem. Wciska je gdzie tylko się da, tworząc panoszący się patos oraz przesadę. Jest tak na przykład w silącym się na poruszające emocje I’m Breakable, którego nie mogłam znieść. Dawno nie słyszałam tak głośnego, wręcz wrzaskliwego refrenu.

Żeby nie było aż tak negatywnie, znajdą się na Camouflage piosenki całkiem udane. Takim utworem jest chociażby ten tytułowy. Ma fajny klimat – taki tajemniczy i niepokojący. Lara w końcu nie wrzeszczy, tylko łagodnie, spokojnie operuje swoim sopranem. Warto przysłuchać się tej piosence, podobnie jak We Are The Flyers, w której wyróżnia się gitara akustyczna nadająca rytm kompozycji. Całość brzmi bardzo romantycznie, ale nie jest to przesadzony efekt, taki, o którym chce się jak najszybciej zapomnieć. Nie – myślę, że do stonowanego We Are The Flyers zechce się wracać.



Co z pozostałymi utworami obecnymi na Camouflage? Niektóre wyróżniają się drobnymi elementami, natomiast ogół wypada nudno, chwilami miałko i jednostajnie. Jakby nic się na tym albumie nie działo. Co prawda w Painting In The Rain można wychwycić inspirowane kulturą wschodu wstawki, We Are The Storm ma ciekawy początek, a w wieńczącym album Community fajnie użyto instrumenty dęte – te szczegóły nie wpływają znacząco na ogólne brzmienie, które chwilami jest tanie, cukierkowate i zbyt popowe.

Przyznam otwarcie, że nie podoba mi się ten album – może to zwyczajnie nie są moje klimaty. Całość wypada dla mnie nieinteresująco i banalnie. Jednak trzeba zauważyć, iż wyraźnie słychać, że Lara Fabian dobrze czuje się w takich dźwiękach. Czuć, że to jej świat i to, co naprawdę chce tworzyć. Takie podejście należy doceniać, niezależnie od tego, czy artysta tworzy coś, co nam się podoba, czy nie. Najważniejsze, że nikogo nie udaje i jest sobą, bo w dzisiejszych czasach coraz trudniej o taką postawę.

Exit mobile version