Lana Del Rey – Honeymoon (2015), recenzja Piotra Krajewskiego
Rewolucji nie ma. Dźwięki zawarte na najnowszym albumie to wciąż ta sama, dobra Lana. Honeymoon brzmi jak bardzo przemyślana mikstura jej poprzednich produkcji. Krążek jest przepełnionymi emocjami, gdzie wzajemnie przeplatają się małe i wielkie tragedie artystki, gdzie miłość spotyka się z dramatem. Brzmi znajomo? Tak, do tego właśnie przyzwyczaiła nas Amerykanka.
Skopiuj adres i wklej go w swoim WordPressie, aby osadzić
Skopiuj i wklej kod na swoją witrynę, aby osadzić element