Site icon All About Music

Lady Antebellum – 747 (2014), recenzja Agaty Omelańskiej

Jeśli do tej pory muzyka country kojarzyła się Wam z domkiem na prerii, to zdecydowanie odłóżcie na bok ten stereotyp. Grający na harmonijce farmer w kraciastej koszuli to już przeszłość – młode pokolenie nagrywa country z energią i nie boi się łączyć go z muzyką pop czy rockiem! Swoim najnowszym albumem formacja Lady Antebellum udowadnia, że ten gatunek jest naprawdę bogaty w brzmienia.

Pierwsze wrażenie na temat 747? To płyta tak ciepła, że nie sposób się przy niej nie uśmiechać! Wszystkie piosenki mają w sobie pozytywny przekaz i słucha się ich z przyjemnością. Lady Antebellum serwuje to, co w muzyce country najlepsze: wpadające w ucho teksty, rytmiczność i zgrabną kompozycję utworów. Zdecydowanym plusem tej płyty jest synergia gatunków; dotychczasowy styl zespołu został wzbogacony o brzmienie popu i rocka. Połączenie country z innymi gatunkami zdecydowanie wyszło grupie na dobre. Bardzo cieszy mnie również to, że na tym krążku więcej partii wokalnych wykonuje Charles Kelly – do tej pory jego głos jedynie uzupełniał śpiew Hillary, a na nowej płycie zdecydowanie możemy usłyszeć jego pełną moc. Ta niby niewielka zmiana bardzo dobrze wpłynęła na brzmienie zespołu i zaowocowała świetnym, rockowym Long Stretch of Love, spokojnym i romantycznym Lie With Me czy ciepłym Freestyle.

W porównaniu do poprzedniego albumu, 747 brzmi znacznie ciekawiej i różnorodniej. Utrzymanie krążka Golden (2013) w stylistyce country czyniło go nieco „płaskim” i niczym się niewyróżniającym. Wokalistka Hillary Scott opowiadała w wywiadach, że zespół w trakcie prac nad nową płytą zespół postanowił wyjść ze swojej „strefy komfortu” muzyki country – Staramy się poszerzać nasze horyzonty jako artyści i autorzy tekstów, nie bierzemy siebie zbyt poważnie. Takiej energii nie czuliśmy jeszcze nigdy! Rzeczywiście, na tej płycie obecne jest całe mnóstwo dobrej energii i pozytywnego brzmienia. Teksty opierają się na prostych rymach, ale dzięki temu piosenki są bardzo rytmiczne i łatwo wpadają w ucho. W warstwie kompozycji utwory nie są skomplikowane, słucha się ich lekko i przyjemnie. Nie ma się też wrażenia, że zostały nagrane na jedno kopyto – każdy utwór jest inny, co czyni płytę różnorodną i interesującą.

Najlepsze momenty płyty to piosenki Down South, Long Stretch of Love i All Nighter; te utwory zdecydowanie zostały najbardziej dopracowane. Do nich też wracałam najczęściej, prawdziwie oczarowały mnie swoim brzmieniem. Bardzo wysoko oceniam też tytułowe 747 za jego pop-rockową dynamikę. Dobrze słucha się Lie With Me, One Great Mystery i Damn You Seventeen – te utrzymane w spokojniejszej stylistyce piosenki są „promyczkami ciepła” na płycie. Klasykę country reprezentują Freestyle oraz Bartender; ten drugi – choć niezwykle chwytliwy – nie należy do moich faworytów. Jego dość proste rymy i nieco tandetny teledysk nie do końca mnie przekonują, ale singiel ten pasuje do reszty płyty i nie psuje ogólnego wrażenia.

Choć country wydaje się być gatunkiem przaśnym, niemodnym i nieco wyśmiewanym, po przesłuchaniu tego albumu opinia momentalnie ulega zmianie. To płyta pełna pozytywnego brzmienia i dobrej energii; swego rodzaju muzyczna chemia, dzięki której powstają bardzo udane utwory. Kierunek, który obrało trio Lady Antebellum jest zdecydowanie tym właściwym – do krążka 747 po prostu chce się wracać!

Exit mobile version