Biograficzny film o Kurcie Cobainie, zatytułowany Montage of Heck i wyreżyserowany przez Bretta Morgana, wywołał spory szum w środowisku muzyków rockowych. To samo tyczy się ścieżki dźwiękowej do obrazu, która przedstawiana jest też jako solowy album lidera Nirvany.
Dave Grohl, jego były kolega z zespołu, przyznał, że nie był w stanie obejrzeć tego obrazu. Cała ta część gdy był dzieckiem zasmuciłaby mnie, a mroczne fragmenty na końcu by mnie przygnębiły – powiedział muzyk po premierze reporterowi „Washington Post”. Lars Ulrich, perkusista Metalliki, generalnie pochwalił dzieło jako całość, lecz nie pozostał zupełnie bezkrytyczny. Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Podobało mi się, że mogłem być w filmie tak blisko Kurta, ale momentami stawało się to zbyt intymne, przez co obraz traci nieco z aury mistycyzmu. Czy naprawdę potrzebne było zobaczenie Cobaina w kąpieli? – pytał retorycznie. W podobnym tonie wypowiadał się także były basista Guns n’ Roses – Duff McKagan. To doskonale zrealizowany dokument. Jest niezwykle smutny na koniec, ale przedstawia rzeczy takimi, jakimi były – nie tylko, jeśli chodzi o zespół, ale też o całe Seattle w tamtym czasie.(…) Ostatnie sceny spowodowały u mnie skręt żołądka. Oglądałem ten film z moją 17-letnią córką. I pomyśleć, że producentką obrazu była Frances (córka Kurta Cobaina – przyp. red.) i to ona wybrała naprawdę trudne i ciężkie fragmenty. Te zebrane opinie pokazują jasno – film Montage of Heck jest tworem bardzo kontrowersyjnym i budzi właściwie tylko skrajne emocje. Tak samo jak oceniana przeze mnie płyta.
Na samym wstępie napiszę wprost – ciężko jest zrecenzować to wydawnictwo. Nie wiem jakich kategorii użyć w jego ocenie. Gdyby to zależało ode mnie, nigdy nie dopuściłbym do opublikowania tych materiałów. Wszystkie utwory to przeróżne nagrania demo, testy efektów gitarowych, będące swoistym szkicem, „pisaniem na brudno” – generalnie czymś, co ma być jedynie podstawą do rozwinięcia w coś bardziej przystępnego i relatywnie lepszego. Przeznaczeniem taśm było znalezienie się w głębokich czeluściach szuflady, do których nikt, poza Cobainem, nie miał prawa się dostać. Ich jakość jest naprawdę tragiczna. Zresztą, czego mógłbym się spodziewać po domowych, prowizorycznych nagraniach na kasetę magnetofonową? W części kawałków słychać spory potencjał, ale ciężko go docenić w momencie, gdy brzmienie gitary przypomina odpaloną pilarkę do drzew, a wokal jest bardzo słabo słyszalny. Każda pozycja na albumie zawiera różnego rodzaju brzęczenie i trzaski, przez co jego odbiór jest po prostu fatalny. Te nagrania nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Pech chciał, że lider Nirvany związał się z kobietą, która po jego śmierci za wszelką cenę próbuje zbić sporą kasę na wszystkim, co z nim związane i co można sprzedać. Było już wydanie prywatnych dzienników muzyka, teraz mamy to.
W moje ręce trafiła wersja z żółtą okładką, składająca się, uwaga, z 31 pozycji! Wybaczcie, ale nie mam zamiaru charakteryzować każdej piosenki po kolei, bo nie ma to zupełnie żadnego sensu. Jedyna wartość, jaką one posiadają, to wartość historyczna. Ich jakość, o czym już wspomniałem, dyskredytowałaby je już w latach 90., a co dopiero w XXI wieku. Nie twierdzę, że wszystkie publikowane współcześnie utwory mają być wypucowane na blask przez realizatorów dźwięku, ale publiczne wydanie tych demówek Kurta to w moim mniemaniu obraza jego talentu i muzycznego dorobku.
Liczę, że po Montage of Heck: The Home Recordings sięgną jedynie prawdziwi fani Cobaina i jego kapeli, dla których płyta będzie czymś w rodzaju ciekawostki związanej z zespołem. Można usłyszeć tu podwaliny takich kawałków jak np. Sappy, Been a Son, czy też cover Beatlesów – And I Love Her. Osobom nie znającym Nirvany zalecam obchodzenie tego wydawnictwa szerokim łukiem, bo mogliby się niepotrzebnie zrazić do twórczości jednego z największych kompozytorów w historii rocka. Smutne jest to, że Courtney Love, żona Kurta i zarządca jego majątkiem, traktuje swego zmarłego męża jak zwykły produkt, który w łatwy sposób można drogo sprzedać. Kobieto, wstydź się.
P.S. Tę niską notę wydawnictwa traktujcie jako krytykę Courtney Love oraz wytwórni, która zdecydowała się na opublikowanie prywatnych nagrań tej legendy rocka. Jestem wielkim fanem Nirvany i uwierzcie mi, że z bólem serca stawiam ocenę 4/10 za wydawnictwo firmowane nazwiskiem muzyka, który ukształtował moją wrażliwość muzyczną. Jestem pewien, że gdyby Kurt Cobain żył, nigdy nie pozwoliłby na ukazanie się Montage of Heck: The Home Recordings.

