Site icon All About Music

Kupujcie gramofony i płyty winylowe, ale nie dołączajcie do grup zrzeszających ich miłośników. Felieton Kuby Koziołkiewicza

http://www.skafiriaki.waw.pl/wp-content/uploads/2010/09/p1060812.jpg

Kilka dni temu jeden z moich kolegów z redakcji MagazynGitarzysta.pl umieścił na portalu swoją recenzję najnowszego albumu Walijczyków z Bring Me The Horizon. Przyznał mu ocenę 9/10, czyli łatwo się domyślić, że album został przez niego zachwalony pod niebiosa. Mimo to, jeden z czytelników nie zgodził się z jego opinią, wpisując w komentarzu swoją własną ocenę – 11/10. To po raz kolejny pokazało mi, że fani danego artysty nie mogą zostać dobrymi recenzentami. Nigdy. Prawdziwi fani jak najbardziej, bo będą potrafili dostrzec ewentualne niedociągnięcia swojego idola.

Lecz nie chcę się zagłębiać dalej w ten temat – nie dzisiaj. Ten wstęp jest jedynie kładką prowadzącą do trochę innego rodzaju fandomu – miłośników winyli oraz gramofonów. Tak się składa, że jakiś czas temu dobrowolnie stałem się, po części, jednym z nich.

Jak już się Wam chyba chwaliłem, kilka miesięcy temu kupiłem sobie używany gramofon marki Unitra. Pamięta on jeszcze czasy, gdy posiadanie Malucha było tak samo luksusowe, jak obecnie Prosche Cayenne. Jest trochę staroświecki, ale ma dosyć dużą zaletę – działa. A że jego cena wyniosła 200 złotych, to zakup ten uważam za wielce korzystny.

Jako, że mój tata w młodości również lubił kupować płyty, to w spadku otrzymałem kilkanaście winyli, z których jedynie tylko część działała tak, jak należy. Wtedy zacząłem rozglądać się za jakimś fanpagem na Facebooku, który zrzesza miłośników „czarnych placków”, jak to się je żartobliwie zwie, po to, aby dowiedzieć się, gdzie można kupić jakieś ciekawe i używane albumy. W sumie nic z tego nie wyszło, gdyż okazało się, że w Krakowie działa tylko jeden taki lokal, którego właściciel jest, nazwijmy to, niezbyt miły dla swoich klientów (podobno nie pozwala dotykać płyt, więc szczerze mówiąc nie mam pojęcia, jak ludzie mają przeglądać setki znajdujących się tam płyt), ale za to dowiedziałem się ważniejszej rzeczy – fani gramofonów to najwięksi na świecie szpece i znafcy. W moim osobistym rankingu zajmują drugie miejsce – zaraz za handlarzami samochodów. Czemu jestem aż tak okrutny w swojej ocenie? Przytoczę Wam kilka historii, które wydarzyły się właśnie na tej Facebookowej stronie. Dodam tylko, że zrzesza ona ponad 4 tysiące osób, z których naprawdę znaczna większość się na niej intensywnie udziela.

Zacznę od dyskusji, którą wywołałem ja sam. Jakiś czas temu, w trakcie zarobkowej emigracji do Anglii, kupiłem za funta album Johna Lennona – Rock 'n’ Roll. Jego dużą zaletą wydawało mi się to, że był oryginalnie zafoliowany. Ciekawiło mnie, ile taka płyta może być warta. Postanowiłem zrobić jej zdjęcie i wrzuciłem je na owy fanpage z prostym zapytaniem: czy ktoś się orientuję ile może być warty ten longplay Lennona? Płyta jest zafoliowana. Z góry dziękuję za pomoc. Liczyłem na proste odpowiedzi typu: 60 złotych; 80 złotych; ewentualnie kupiłeś gniota, nie więcej niż dwie dychy. Myliłem się. Oto przykładowy komentarz (pisownia oryginalna): płyta jest tyle warta ile za nią dasz ile znaczą twoje wspomnienia odnośnie muzy zawartej na tej płycie warta jest tyle ile twoja banka czytaj głowa oceni ze warto zapłacić dla swej przyjemności. Normalnie jakbym dostał odpowiedź od Arystotelesa! Bardziej „ę” i „ą” się chyba tego nie dało zrobić. A suma summarum dalej nie wiem, ile ten longplay jest wart. Nie otwieram go, bo liczę, że za 40 lat za jego wartość kupię sobie willę w Las Vegas.

Raz pewien z użytkowników wrzucił informację, że najnowsza płyta Iron MaidenThe Book of Souls zostanie dystrybuowana do sieci sklepów Tesco w Wielkiej Brytanii – w tym również wersja w winylu. Jakiś gość wielce zbulwersowany tym faktem napisał: niedługo winyle będą sprzedawane w Biedronce... Nie mogłem przejść obok jego komentarza obojętnie i odpowiedziałem: przynajmniej będzie można je kupić za 15 złotych. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaka fala negatywnych wpisów została na mnie wylana. Ogólnie wszyscy przyczepili się, że na pewno nie będzie to 15 złotych (cena ta była oczywiście hiperbolą, której często używam w swoich tekstach. Nie zmienia to faktu, że w Biedrze cena winyli, tak przynajmniej podejrzewam, nie przekraczałyby 30 złotych, co byłoby ogromną konkurencją dla sklepów typu Saturn, żądających za „czarnego placka” minimum 60 złotych). Hiperbola hiperbolą – czasem ciężko ją wyczuć. Ale to nie zmienia faktu, że, podążając za umieszczonymi pod tym wątkiem wpisami, fanom winyli nie odpowiadałoby kupowanie ich w Biedrze, bo byłyby za tanie. To  kompletnie mija się z kolejną przedstawioną przez nich tezą, która mówi, że przez modę na winyle ich ceny drastycznie wzrosły. Gdzie tu logika? Jako konsument chciałbym, żeby z mojego portfela, po zakupie jednej płyty, zamiast czterech banknotów z wizerunkiem Bolesława Chrobrego, uciekły tylko dwa. Nawet, jeśli robiłbym to w sklepie, gdzie można kupić butelkę wody San Terra za 60 groszy. To chyba normalne?

A tak już zupełnie szczerze, to między Bogiem a prawdą muszę przyznać, że na tej stronie często można odszukać ciekawy wpis, pod którym komentarze nie są nasączone pompatycznością i bucowatością. Lecz fakt ten porównałbym do występu obrońcy w czasie meczu piłkarskiego – może on zagrać naprawdę fantastyczne spotkanie, ale jeżeli popełni choćby jeden głupi błąd, przez który jego drużyna przegra spotkanie, o tych dobrych interwencjach nikt już nie będzie pamiętał.

Kończąc swój dzisiejszy wpis bardzo chcę zachęcić Was do słuchania muzyki na winylu. Jej odbiór jest zdecydowanie bardziej klimatyczny, niż ze zwykłej płyty CD (nie mówiąc już o plikach komputerowych). Tylko zapamiętajcie moją dobrą radę: nie zapisujcie się do żadnej z podobnych grup, co ja.

Exit mobile version