Dawno dawno temu, za siedmioma platformami i siedmioma streamingami, w małym warszawskim mieszkanku żył inżynier Karwowski.
Tak moglibyśmy zacząć wyjaśnienie młodym pokoleniom fenomenu serialu Czterdziestolatek, który w latach siedemdziesiątych podbił serca widzów. Nie było wtedy jeszcze binge-watchingu, pauzowania na siku ani oglądania akcji na telefonie; na każdy odcinek trzeba było czekać, a jak już leciał, to było to uznawane za święto.
Inżynier Karwowski gościł w domach Polaków przez cztery lata, ale na tym jego popularność się nie skończyła. Polacy zżyli się z losami Magdy, inżyniera Maliniaka i Kobiety Pracującej do tego stopnia, że nadal powtarzamy (czasem nieświadomie) tekstu z tej kultowej telenoweli. W latach 90. Jerzy Gruza wyreżyserował serial „Czterdziestolatek. 20 lat później”, a w 2014 centralne warszawskie rondo zyskało nazwę „Rondo Czterdziestolatka”. Andrzej Kopiczyński, czyli odtwórca głównej roli, zmarł zaledwie dwa lata później w wieku 82 lat.
Teraz, ponad 40 lat po tym jak narodził się pomysł na opowiedzenie przygód rodziny Karwowskich, serial z lat siedemdziesiątych nadal inspiruje, jednak w coraz mniej dosłowny sposób. Od września w Teatrze Rampa można oglądać musical 40-latek. Twórcy przekonują, że spektakl stanowi dobrą okazję do tego, aby „wrócić do czasów dzieciństwa, zabrać tam młode pokolenie i pokazać mu świat bez internetu. Świat, w którym życie rodzinne i sąsiedzkie było główną rozrywką a ludzie spędzali ze sobą czas w realu.”
Jestem bardzo ciekawa, jak ten eksperyment sprawdzi się na scenie. Oczekiwania są z pewnością duże, a większość biletów już się sprzedała. Przed twórcami spektaklu trudne zadanie: z jednej strony nie zawieść starszych fanów oryginalnego Czterdziestolatka, a z drugiej – oczarować młode pokolenie, które nie tęskni za PRL-em, bo zna go tylko z lekcji historii.
Zachęcam do tego, żeby tak jak ja dać szansę reżyserce Joanne Droździe i z otwartą głową oraz sentymentem w sercu wybrać się na warszawski Targówek na „szaloną, muzyczną podróż w czasie do epoki pożyczanych od sąsiadów szklanek cukru, nawoływań na obiad niosących się między blokami i nie zakłóconego telefonami komórkowymi życia wokół trzepaka.” Nawet jeśli nie przyjedziecie tam maluchem, z pewnością poczujecie klimat tamtych lat.

