Będąc w maturalnym ciągu, człowiek nie myśli prawie o niczym innym, niż egzaminy (w moim przypadku – zwłaszcza o tym z matematyki). Całe szczęście w samym środku tego ciągu Kult postanowił przywrócić mnie nieco do życia – PROSTO, łatwo i przyjemnie!
Od wydania ostatniej kultowej studyjnej płyty (Hurrra!) minęły cztery lata. Jednak między Prosto, a jej poprzedniczką, nie słychać tej różnicy. Oba krążki można śmiało do siebie porównywać na wszystkie możliwe sposoby – jeden i drugi reprezentuje wysoki poziom. I choć Prosto nie da się zestawić razem z jeszcze wcześniejszymi płytami zespołu, to grzechem było by stwierdzić, że jest słaba. Dlaczego?
Ano dlatego, że Prosto to po prostu, po ludzku, dobry album. Mimo, że Kult ostatnimi czasy zrobił się nieco zachowawczy i jego kolejne płyty są do siebie podobne, Kazik i spółka wciąż stoją na podium w moim prywatnym rankingu. Nie, żebym była fanatyczną fanką twórczości Kazelota, który przecież zmienia się wprost proporcjonalnie do czasów (wybaczcie, maturę z matmy wciąż mam w tyle głowy).
Zamiast zastanawiać się, kiedy Kazik tworzył lepiej, a kiedy gorzej, która płyta bardziej porywa, a która mniej, odpalmy Prosto. Pierwszą rzeczą, o której należy wspomnieć przy okazji najnowszego wydawnictwa Kultu jest… SEKCJA DĘTA! Saksofon, puzon i trąbka towarzyszą słuchaczowi non stop, przez niemal godzinę trwania płyty. Instrumenty dęte spisały się perfekcyjnie i są jednym z większych atutów Prosto. Spotykamy je już na samym początku, w utworze Teide, które można uznać za swoiste intro całego krążka. Na płycie znalazł się również kawałek Układ zamknięty – pierwszy singiel – promujący jednocześnie ostatni film Ryszarda Bugajskiego pod tym samym tytułem. Kolejnym singlem jest utwór Dobrze jest być dziadkiem, którego teledysk nawiązuje do Gdy nie ma dzieci, z płyty Ostateczny krach systemu korporacji (1998).
Na krążku Prosto znajduje się aż 16 piosenek, energetycznych, charakterystycznych dla Kultu. W tekstach Kazik, jak zwykle, opisuje otaczającą go rzeczywistość w sposób lekki, nieco ironiczny i dwuznaczny. W niektórych piosenkach lider zespołu deklaruje np., że zabił ministra finansów, nie chce wstąpić do polskiej reprezentacji i opowiada się za miłością. Proponuje również zrzucenie bomby na parlament. Z kolei w kawałku Mój mąż nie brakuje delikatnej dawni rapu. W jednym z moich ulubionych kawałków – Największa armia świata wzywa cię – Kazik wciela się w postać alkoholika, ale z zasadami. Cała płyta kończy się piosenką – dyskusją z samym sobą – Życie jest piękne.
Długo oczekiwana płyta Kultu, ukazawszy się, wywołała tyle głosów za, co i przeciw. Ale nawet jeśli jest podobna do swojej poprzedniczki, a słuchacze zarzucają zespołowi twórczy zastój, to czy warto się tym przejmować? Choć szału nie ma, to płyta nie jest zła. I z chęcią ją Wam polecam.
