28 sierpnia na placu przed Impartem we Wrocławiu odbył się kolejny koncert w ramach festiwalu Letnie Brzmienia 2022. Tym razem usłyszeliśmy Krzysztofa Zalewskiego, który mimo niesprzyjającej pogody, rozruszał publiczność. Ten występ nie należał jednak do najlepszych, na jakie stać tego wokalistę. Dlaczego?
Zacznę od tego, że zaledwie godzinę przed rozpoczęciem Letnich Brzmień zaczął padać deszcz i atmosfera na zewnątrz zrobiła się dość jesienna. To sprawiało, że trudno było wyjść z domu, ale ulewa na szczęście skończyła się tuż przed startem show. Zalewski wraz z bandem na scenie pojawił się dwadzieścia minut później niż zakładał to plan. Ujrzeliśmy artystę w cekinowym podkoszulku i biało – czerwonej świecącej marynarce, z charakterystyczną dla siebie fryzurą i makijażem oczu. Koncert rozpoczął piosenką francuskie filmy, co było dla mnie zaskoczeniem, bo akurat tego utworu nie spodziewałam się usłyszeć tego wieczoru.
Jako, że jestem fanką projektu Zalewski MTV Unplugged i tego, jak niesamowicie Krzysztof Zalewski potrafił przekazać energię ze sceny mimo grania bez gitar elektrycznych, bardzo czekałam na posłuchanie koncertu w „normalnej” wersji. Niestety tej energii w niedzielę było zdecydowanie mniej. Może wynikało to z atmosfery, jaką zafundowała nam pogoda, albo po prostu nie był to dobry dzień dla wokalisty. Usłyszeliśmy utwory takie jak: Uchodźca, Annuszka, Polsko czy Ptaki. Publiczność bardzo ucieszyła się również, gdy usłyszała piosenkę Zazdrość zespołu Hey, a także długo wyczekiwane Miłość miłość na bis.
Co ciekawe, wśród widowni można było dostrzec zarówno dorosłych, młodzież jak i dzieci, które na cały głos śpiewały razem z Zalewskim. Był to przyjemny koncert, ale dobrze wiem, że ten artysta potrafi rozpalić na scenie prawdziwy ogień, czego zabrakło na niedzielnych Letnich Brzmieniach. Mimo tego spadku energii u wokalisty, wielkie brawa należą się całemu bandowi. Od nich dostaliśmy dużo uśmiechów, tańca i pięknych dźwięków.

