Kilkuosobowe grupy nastolatków (i nie tylko) w rockowych stylizacjach zgromadziły się wspólnie 21 stycznia, aby bawić się na koncercie glam rockowego zespołu Palaye Royale. Amerykańsko-kanadyjska grupa jest dobrze znana polskiej publiczności, a świadczyć mogą o tym wyprzedane koncerty w poprzednich latach i dwa prawie wyprzedane koncerty podczas ich obecnej trasy Fever Dream Tour. Z entuzjazmem udałam się posłuchać zespołu na żywo, zważywszy na fakt, że najnowszy album grupy bardzo mi przypadł do gustu. Przyznam, że mój sezon koncertowy 2023 zaczęłam z grubej rury, ale takie spektakularne początki są najlepsze.
Show rozpoczęło się intrem, które wprowadziło słuchaczy do uniwersum najnowszego albumu grupy. Po tym na scenie można było zobaczyć muzyków wykonujący Nightmares.
Podczas koncertu można było zobaczyć, jak wokalista zespołu Remington Leith bawi się w najlepsze na scenie oblewając publiczność wodą, skacząc z platformy perkusisty na główną scenę podczas wykonywania No Love In LA, a także integrował się z fanami schodząc do nich, tak samo jak gitarzysta Sebastian Danzig. On sam powiesił flagę naszego państwa na swoim mikrofonie wspominając, że zespół kocha nasz kraj, a także rzucał w stronę publiczności wodę, aby upewnić się, że wszyscy się dobrze czują podczas koncertu. Jednak, co najbardziej mnie zszokowało, to biegający Remington na parapecie trybun klubu, a potem zeskoczenie z nich w tłum ludzi. Byłam przekonana, że publiczność „dostarczy” muzyka na scenę, jednak on sam szybko pobiegł w jej w stronę. Na szczęście ten wyczyn nie skończył się tragicznie dla piosenkarza i dalej kontynuował swój występ.
Poza popisami na scenie muzyków, najbardziej urzekły mnie utwory grane na pianinie, zarówno przez perkusistę, który tym razem zamienił się w pianistę, Emersona Barretta (Oblivion), a także przez Remingtona (1 część Lonely), a także oczarował mnie nastrój, jaki panował w czasie utworu Off With The Head – Outro. Bardzo usatysfakcjonował fakt, że Palaye Royale wykonało jeden z moich ulubionych utworów Dying In A Hot Tub z ich starszego albumu Boom Boom (Side B) oraz Fever Dream na samym końcu ich wystąpienia, na którym można było złapać róże rzucane dla fanów. Ogromne wrażenie zrobiła dla mnie sama dekoracja sceny z malowniczymi malunkami wokół ogromnego napisu z nazwą zespołu, jak i efekty specjalne, które można było zaobserwować podczas Lonely czy Mr. Doctor Man.
Gdybym miałabym wybór, aby wybrać się ponownie na ten koncert, to poszłabym na niego bez wahania. Ciągle mam potrzebę powrotu, aby posłuchać repertuaru grupy, ponieważ naprawdę to było emocjonujące widowisko, o którym prędko nie zapomnę. A jeśli nie znacie twórczości Palaye Royale, to zachęcam przesłuchać na dobry początek najnowszego wydawnictwa grupy Fever Dream.
Zapraszamy do fotorelacji autorstwa Kasi Rynkiewicz.
