Site icon All About Music

Kraków Live Festival 2016 – dzień pierwszy. Relacja Aleksandry Żeleźnik i zdjęcia Marcina Leji

Aż chce się rzec – co to był za weekend! Plejada gwiazd zawitała do Krakowa by dać spektakularne koncerty. Nie ma ani krzty przesady w mych słowach, bowiem to, co wydarzyło się dnia pierwszego tegorocznej edycji Kraków Live Festival długo zostanie w pamięci publiczności.

Kraków Live Festival znany jest z tego, że potrafi łączyć gwiazdy różnych gatunków. Tak też było i w tym roku gdzie obok popu swoje miejsce znalazł rock, muzyka elektroniczna, trip hop, a nawet reggae. Wielu ludzi po drobnych zamieszaniach z ogłoszonym line-upem kręciła głowami i wróżyła tegorocznej edycji porażkę. Tak też się jednak na szczęście nie stało, bo gwiazdy dopisały – te największe dały z siebie wszystko i wywołały zachwyt na twarzach publiczności, a te mniejsze oczarowały swoim repertuarem równocześnie zaznaczając swoją obecność na rynku muzycznym.

Dzień pierwszy (19.08)

Kraków pierwszego dnia festiwalu przywitał publiczność pięknym słońcem. Na festiwalowiczów czekały dwie sceny – ogromna Main Stage, na której rozpoczynał się cały festiwal oraz Kraków Stage – mniejsza, zadaszona, a usytuowana w dalszej części terenu imprezy. KLF rozpoczął się punktualnie o godzinie 17, kiedy to na scenie pojawiła się poznańska grupa Terrific Sunday. Panowie przed krakowską publicznością zaprezentowali materiał z debiutanckiej płyty. Dodatkowo, mogliśmy usłyszeć nowy utwór grupy, który na chwilę obecną nie ma jeszcze tytułu. Warto zaznaczyć, że ten polski kwintet miał przed sobą nie lada wyzwanie. Nie tylko otwierał festiwal, ale również musiał zadowolić się dość małą publicznością. Muzykom jednak nie przeszkadzało to ani trochę! Dali takiego czadu będąc przy tym bardzo skromni, że kupili mnie z miejsca. Cieszę się (równie mocno jak członkowie Terrific Sunday), że to właśnie oni otwierali tegoroczną edycję. Widać było jak bardzo są zaszczyceni możliwością zagrania wśród tak znakomitych gwiazd.

Później przyszedł czas na kolejny polski zespół, który zaprezentował się na mniejszej scenie – Kraków Stage. Mowa tu o duecie Coals, w skład którego wchodzą Katarzyna Kowalczyk i Łukasz Rozmysłowski. Niektórzy twierdzą, że to taka dystyngowana wersja grupy The Dumplings i śmiem twierdzić, że coś w tym jest. Nie zmienia to jednak faktu, że duet oczarował widownie prezentując swój materiał w sposób naprawdę profesjonalny. I ciekawy. Jestem zadowolona, że miałam okazję poznać ich twórczość dzięki temu festiwalowi. I wam też radzę, bo później może się zrobić o nich naprawdę głośno!

Kolejnym artystą, który odstawał od reszty pod względem wykonywanym repertuarem był Damian „Jr. Gong Marley”. Piosenkarz porwał krakowską publiczność rytmami reggae. To był cudowny występ. Nogi aż same rwały się do tańca. Ciekawa była również interakcja Damiana z publicznością, który ciągle się do niej zwracał i żartował. Na specjalną uwagę zasługuje również członek ekipy, który bez przerwy wymachiwał flagą Jamajki. Aż trudno było oderwać od niego wzrok! Cały występ był bardzo energiczny, co bez wątpienia udzieliło się również uczestnikom KLF.

Zaraz po zakończonym koncercie Damiana i spółki, grupa Algiers zawładnęła Kraków Stage. Artyści dosłownie zatrząsnęli całą sceną. Nie spodziewałam się aż takiej petardy z ich strony! Zdecydowanie dużą pracę zrobiło oświetlenie, które nadało występowi oryginalnego charakteru. Chyba każdy fan eksperymentalnego rocka wyszedł z koncertu zadowolony. Było to ciekawe doświadczenie, które w moim przypadku zaowocowało przesłuchaniem po powrocie do domu ich debiutanckiej płyty.

Nadszedł w końcu moment, na który wszyscy tego dnia czekali. Koncert Sii rozpoczął się punktualnie o godzinie 21 i trwał tylko sześćdziesiąt minut. Trudno napisać mi coś złego. Mogę jedynie potwierdzić wszystkie zarzuty jakie izraelscy fani wystawili przeciwko artystce w pozwie sądowym. Tak, nie było widać jej twarzy. Tak, stała z tyłu. Tak, pierwsze skrzypce grali tancerze, którzy przejęli całą scenę. I w końcu, tak – na telebimach nie pokazywano artystki, a wcześniej nagrane klipy z aktorami i tancerzami. Ale czy to nie piękne? To właśnie Sia wykreowała ten świat, do którego nas zaprosiła. Opowiedziała nam historię z pomocą swoich tancerzy. Dała nam możliwość pobycia ze sobą przez godzinę i pokazała jak widzi świat. Jej występ był dopracowany od początku do końca jak spektakl teatralny. To nie ona miała być w centrum uwagi, tylko historia. I tak właśnie było. Jeśli ktoś przyszedł na jej występ, bo chciał ją zobaczyć i posłuchać piosenek z radia to mógł się trochę zdziwić. Fakt faktem, że jej największych hitów w postaci kompozycji Alive, Cheap Trills, Titanium (w wersji spokojniejszej), Diamonds (napisanego dla Rihanny), Elastic Heart czy w końcu Chandelier nie zabrakło, ale to nie one grały pierwszorzędną rolę. Gdyby ktoś pytał mnie o zdanie – zarzuty co do playbacku nie wydają mi się słuszne. Wersje studyjne zdecydowanie różniły się od tych jakie artystka zaprezentowała nam na festiwalu. Jedno pozostaje niezmienne – śpiewa rewelacyjnie. I tylko po takim koncercie można się przekonać, że to prawda. Jako odbiorca występu czułam się lekko zaskoczona, gdy na samym początku obsługa techniczna wyciągnęła na scenie wielką czarną płachtę, pod którą na scenę przemknęła Sia w wielkiej białej sukni. Jeszcze większe zaskoczenie dopadło mnie w momencie, gdy suknia dosłownie ożyła w postaci czterech osób, które momentalnie zniknęły a na scenie pozostała skryta między nimi tancerka! A jak tańczyła… Publiczność dała się wciągnąć w ten spektakl i to był chyba najpiękniejszy moment dnia pierwszego. Sia mnie osobiście nie zawiodła, dlatego też długo i więcej można by było pisać o tym występie, ale tak naprawdę nie ma słów, które w stu procentach mogłyby opisać to co się działo… to zwyczajnie trzeba przeżyć. Wracając do pozwu – tak, nie przywitała się z fanami, ale nie musiała. To fani przywitali się z nią ciepłym przyjęciem i żywiołową reakcją. A ona? Ona odwdzięczyła się spektaklem pełnym emocji i przeżyć. PS: przynajmniej się pożegnała.

To, co bolało mnie najbardziej to fakt, że po występie Sii teren festiwalu tak jakby trochę opustoszał. Szkoda wielka, bo na Kraków Stage swój koncert rozpoczęła niesamowita Julia Marcell. Artystka zaprezentowała obok materiału z wcześniejszych płyt piosenki z najnowszego czwartego albumu studyjnego. Bez wątpienia ten koncert był genialnym przerywnikiem po pełnym emocji koncercie Sii. Julia dała z siebie wszystko, a jej cudowna barwa była miodem na uszy. Przynajmniej ja to tak odebrałam słuchając ją pierwszy raz na żywo. Urzekała również scenografia. Już od samego wejścia na teren mniejszej sceny widać było ustawione czarno-białe balony. Zdecydowanie nadały urok temu występowi.

Przyszedł upragniony przez wszystkich festiwalowiczów czas na występ headlinera dnia pierwszego. Massive Attack to dopiero moc! Genialne, genialne wręcz wizualizacje połączone z dobrze dobranymi i trafionymi zdaniami (w języku polskim) opisującymi otaczający nas (nie tylko polityczny) świat, które wyświetlały się na telebimie. Materiał studyjny to pikuś z wykonaniami live. Różnorodność aż powalała. Ciekawie dobrani wokaliści, którzy porwali publiczność. Nic dziwnego, że ludzie zebrani pod sceną tak ochoczo i żywiołowo reagowali na poszczególne utwory. Podejrzewam, że każdy wyszedł z koncertu zadowolony. I choć to Sia wzbudzała większe zainteresowanie mediów to jednak Massive Attack pokazali klasę nie kiwając nawet palcem. Do muzyków dołączyli w kilku piosenkach Young Fathers, Deborah Miller, Azekel oraz Horace Andy i razem zaserwowali publiczności trip hop z najwyższej półki.

Pierwszy dzień festiwalu zamykała na Kraków Stage Natalia Nykiel. Artystka zaprezentowała materiał ze swojej debiutanckiej płyty i jak zwykle nie zawiodła. Genialny wokal połączony z jej eletronicznym stylem grania musiał znaleźć poparcie publiczności, która po genialnym występie headlinera mogła posłuchać młodej wokalistki. Nykiel bez żadnych kompleksów zawładnęła sceną i dała popis swoich umiejętności. Jak zawsze największe hity poniosły uczestników koncertu. Piękne wizualizacje i żywiołowa muzyka, czy czegoś trzeba więcej by z przytupem zamknąć pierwszy dzień festiwalu?

Galeria z dnia pierwszego

Exit mobile version