Site icon All About Music

Koncert Ani Rusowicz w warszawskiej Hydrozagadce, relacja Sergiusza Królaka

Kilka dni po napisaniu recenzji Genesis Ani Rusowicz,  miałem okazję posłuchać wokalistki na żywo, podczas koncertu promocyjnego, który odbył się 18 października w warszawskim klubie Hydrozagadka.

Początek imprezy zaplanowany był na 21:00. Tłum ludzi zgromadzony w Hydrozagadce integrował się, rozmawiał przy piwie i wyczekiwał wyjścia na scenę gwiazdy wieczoru. Wreszcie, ok. 21:30 zabrzmiało pierwsze dźwięki materiału Rusowicz. Piosenkarka postawiła na czarny, skórzany kombinezon. Koncert rozpoczęła piosenką Anioły. To, co pierwsze przykuło moją uwagę, to nieciekawe wizualizacje w tle oraz bardzo słabe nagłośnienie lokalu. Ledwo słyszalna i rozumiana przeze mnie wokalistka została całkowicie przyćmiona przez świetnie zapowiadającą się sekcję perkusji. Ściśnięty między ludźmi, nieco podirytowany, zacząłem słuchać kolejnych utworów z setlisty Ptaków, a potem Polnych kwiatów, od których zaczął się mały przełom. Rusowicz stała się bardziej słyszalna, a ja wreszcie rozumiałem, co śpiewała. Po czwartej piosence, Mantrze, koncert coraz bardziej mi się podobał, głównie ze względu na genialną solówkę perkusji i basów pod koniec utworu.

Najbardziej pozytywne emocji pojawiły się przy Tangu śmierci. Genialne flow perkusisty, piękny bas w tle oraz, wreszcie, pełni energii, charakterystyczny wokal Rusowicz sprawiły, że moje nogi same ruszyły do tańca. Solówka basu i keyboardu pięknie dopieściły końcówkę utworu, podczas którego wokalistka ruszyła w dzikie pląsy na scenie. Podczas śpiewania Nie uciekaj zauważyłem, że Rusowicz miała chyba problemy ze słyszalnością instrumentów, ponieważ co jakiś czas łapała się za odsłuch. Nie było słychać jednak żadnych niedociągnięć, a cofający o kilka dekad nieziemski wokal piosenkarki stworzył piękna otoczkę dla całego show.

Siódma piosenka wieczoru, To nie ja, kontynuowała (głównie dzięki solo perkusji) ciąg bardzo dobrych wrażeń, jakie miałem podczas koncertu. Publiczność bawiła się świetnie, niektórzy nawet za bardzo – słychać było głupie komentarze ze strony „zmęczonych” widzów siedzących przy stolikach. Na szczęście, piosenkarka nie reagowała na wrzaski typu „jesteś w ciąży” i szybko przeszła do wykonania Rzeki pamięci oraz Tam gdzie pada deszcz, który znacznie uspokoił atmosferę w Hydrozagadce. Pięknie zaśpiewana piosenka wprowadziła nieco mniej rockowe brzmienia, niż „poprzednicy”.

Stróże świateł, utwierdziły mnie w przekonanie, że Rusowicz to artystka z najwyższej półki. Przyjemne dla ucha „góry”, świetnie wykonana końcówka oraz świetny kontakt z publicznością stworzyły piękną całość. A jeżeli o widowni mowa, warto zaznaczyć, że bariera „gwiazda-widzowie” zaczęła się zacierać coraz bardziej, czego dowodem było np. oddanie przez wokalistkę mikrofonu fanom zgromadzonym pod sceną podczas wykonywania Ślepej miłości. To właśnie ten występ uważam za jeden z najpiękniejszych podczas całego koncertu – zwłaszcza ten, kiedy wszyscy zaczęliśmy wtórować Rusowicz podczas śpiewania. Rozśpiewani zaczęliśmy słuchać kolejnych propozycji od piosenkarki – To co było, Przyjdź oraz… Come As You Are z repertuaru Nirvany. I tu trzeba przyznać, że nawet w anglojęzycznych piosenkach Rusowicz brzmi jak gwiazda muzyki lat 60. Jakiż był mój zawód, kiedy okazało się, że to ostatni koncertowy utwór w wykonaniu Ani. Po słowach podziękowania piosenkarka otrzymała bukiet kwiatów, a potem zdecydowała się wykonać bis. Na piosenkę zamykają całą imprezę wybrała To nie ja, które porwało dosłownie wszystkich do tańca, łącznie z samą Rusowicz, która pod koniec występu zeszła ze sceny i dołączyła do tłumu rozentuzjazmowanych fanów i zaczęła z nimi tańczyć.

Koncert skończył się kilka minut przed 23:00, a ja wyszedłem z Hydrozagadki bardzo pozytywnie nakręcony, naładowany potężną dawką świetnej muzyki. Początkowe minuty w postaci złego nagłośnienia i nudnych wizualizacji zostały przyćmione przez genialnych instrumentalistów, ciepłą atmosferę panującą w klubie oraz, oczywiście, wokal Ani Rusowicz. Jestem pewien, że po tym koncercie sprzedaż płyt Genesis znacznie wzrosła.

Exit mobile version