Nie milkną echa po zakończonych dopiero co zmaganiach w ramach 61. Konkursu Piosenki Eurowizji. Wypowiedzieli się już nie tylko polscy politycy, ale i też zarówno rosyjscy jak i ukraińscy deputowani. Wszyscy Ci uważają, że prawdziwym zwycięzcą Eurowizji jest polityka.
Po sobotniej wygranej Jamali nie milkną komentarze na temat zwycięskiej piosenki. Przypomnijmy, że 1944 traktuje o przodkach piosenkarki, którzy zostali wysiedleni do Azji Mniejszej na wniosek Józefa Stalina. Połowa Krymskich Tatarów nie przeżyła powrotu do Ojczyzny, jaką zafundował pozostałym Michaił Gorbaczow kilkadziesiąt lat później.
Właśnie z poruszanego w numerze tematu polityki (analogię do tamtych czasów można wykorzystać również dzisiaj – patrz: aneksja Krymu w 2014 roku) Rosjanie prosili Europejską Unię Nadawców o wykluczenie piosenki ukraińskiej z Eurowizji. EBU nie poparła jednak argumentacji stacji Rossija, tłumacząc, że 1944 ma kontekst jedynie historyczny, a tego typu utwory są dozwolone w stawce konkursowej. Temu wszystkiemu smaczek dodawała jeszcze wypowiedź prezesa ukraińskiej telewizji Zurab Ałasanija, który stwierdził, że jeżeli Konkurs wygra Sergey Lazarev, to w przyszłym roku na Konkursie nie zobaczymy reprezentanta Ukrainy.
Los jednak chciał inaczej i to właśnie za rok na Ukrainie odbędzie się to emocjonujące widowisko. Jak można było się spodziewać, werdykt wywołał oburzenie Rosjan. Według nich prawdziwym zwycięzcą jest Lazarev ze względu na fakt, że otrzymał najwięcej punktów z televotingu, mimo że nie zaskarbił sobie zbyt dużej przychylności jury, przez co ostatecznie zajął dopiero trzecie miejsce.
Co ciekawe, za komentowanie wydarzeń wzięli się również polscy politycy. Wiceminister Obrony Narodowej Bartosz Kownacki odniósł się do wyników głosowania na przykładzie naszego reprezentanta. Przypomnijmy, że Michał Szpak w głosowaniu jurorów zajął przedostatnie, 25. miejsce, a dzięki televotingowi (trzeci najlepszy wynik z rezultatem 222 punktów) ostatecznie wylądował na 8. lokacie, co jest trzecim najlepszym wynikiem w historii eurowizyjnych startów naszego kraju. Niestety, zastępca Antoniego Macierewicza komentując w programie Kawa na ławę działania ekspertów muzycznych porównał je do… działań agencji ratingowych.
Kilka słów powiedziała także Monika Kuszyńska, tegoroczna członkini polskiego jury:
– Ta rozbieżność jest bardzo zaskakująca. To bardzo ciekawe, że jurorzy w Europie nie zauważyli naszego utworu, a publiczność tak bardzo go doceniła. Ciężko mi ustosunkować się do wyborów jury, bo zaskakiwały mnie niektóre wysokie noty na utwory, które mi w ogóle nie przypadły do gustu
Nie zabrakło także komentarza Anny Popek, która przekazywała eurowizyjne punkty naszych ekspertów do Sztokholmu. Tak podsumowała głosowanie jury na łamach Super Expressu:
– Werdykt jury przyjęłam z dużym smutkiem. Widziałam, jak pracowało polskie jury. Było bardzo obiektywne, z uwagą słuchało każdej z piosenek. Brali wszystko pod uwagę. Byli bardzo sumienni. Jak było w innych komisjach? Trudno powiedzieć. Ten sukces Ukrainy był spektakularny i rzeczywiście często tak bywa na Eurowizji, że jest to wyraz jakichś sympatii politycznych, wsparcia dla kraju, którego reprezentant śpiewa.
Wracając jeszcze do rosyjskich komentarzy, to najciekawsze są chyba te od przedstawicieli władz. To w końcu oni wpompował w karierę Lazareva ponad 30 milionów rubli, dbając jednocześnie o jego przyzwoity wizerunek na arenie międzynarodowej. Na portalu społecznościowym Twitter Dmitry Rogozin, wicepremier zaproponował, by za rok pojechał Sergey Shnurov, wokalista zespołu Leningrad, grający narodowe utwory. Szefowa biura prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maria Zakharova zasugerowała, że być może warto wysłać za rok piosenkę wysławiająca Bashara Al-Asada, prezydenta Syrii oskarżanego o ludobójstwo.

